Co dziś świętujemy? No, głównie to po prostu kolejny dzień wolny, w czasie którego możemy polać się wodą czy nieco odpocząć, a do tego dokończyć te sałatki jarzynowe, paszteciki i ciasta. W świecie sportu jest to też jednak Międzynarodowy Dzień Sportu dla Pokoju i Rozwoju, obchodzony rokrocznie tego dnia od 13 lat. Patrząc jednak na to, co w tym świecie się dzieje, wypada zapytać: czy MKOl pamięta o słowie „pokój” w tej nazwie?
Dzień Sportu dla Pokoju? A adekwatnie to gdzie ten pokój?
Nieprzypadkowa jest ta konkretna data. 6 kwietnia to rocznica pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich, w tym roku zresztą 130. Rocznica ważna, bo stanowiąca symboliczny początek tego nowoczesnego ruchu olimpijskiego. A ten miał łączyć, jednoczyć, być symbolem porozumienia i przyjaźni – ponad wszelkimi możliwymi podziałami. Jak w starożytnej Grecji, gdy przerywano wojny i wszelkie konflikty, bo zaczynały się igrzyska.
CZYTAJ TEŻ: JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO. PIERWSZE NOWOŻYTNE IGRZYSKA
Że współcześnie jest inaczej – wiemy od dawna.
Igrzyska nie zatrzymują wojen – wojny zatrzymują igrzyska. Igrzyska są areną zmagań politycznych. Igrzyska są wykorzystywane do działań propagandowych. Berlin 1936. Moskwa 1980. Pekin 2008. Soczi 2014. I nie tylko, bo przecież Atlanta 1996 to też dobry przykład na zaprzedanie – w tym przypadku dosłowne – ideałów przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski.
Dlatego pytanie postawione już w tytule może być naiwne. A może nie. Bo Międzynarodowy Komitet Olimpijski zdaje się o tym „pokoju” pamiętać.
Tyle iż go po prostu ignoruje.
Spis treści
- Dzień Sportu dla Pokoju? A adekwatnie to gdzie ten pokój?
- Komitet milczy. Przeoczenie czy premedytacja?
- Rosjanie bliżej powrotu? To możliwe
- Milczenie to przyzwolenie. MKOl powinien o tym pamiętać
- Czytaj też na Weszło:
Komitet milczy. Przeoczenie czy premedytacja?
Dzień Sportu dla Pokoju i Rozwoju ustanowiono w roku 2013, za sprawą Organizacji Narodów Zjednoczonych, a Międzynarodowy Komitet Olimpijski chętnie to święto przyjął i zaczął je regularnie celebrować, podkreślając różne aspekty swojej misji. W tym roku jest to na przykład pomoc społecznościom w Afryce – na czele z dziećmi, potencjalnymi przyszłymi zawodnikami – poprzez sport właśnie.
Jest to więc edycja – tak to nazwijmy – „rozwojowa”, na tym słowie wszystko to się koncentruje. W artykule na stronie MKOl-u słowo „pokój” pada adekwatnie tylko w nazwie święta. Poza tym nie ma o nim mowy.
Może to celowe pominięcie. Może nie, może po prostu był to tekst zaplanowany dużo wcześniej i nie powinniśmy się w tym niczego dopatrywać.
Ale trudno tego nie robić.
Na terytorium Ukrainy wciąż giną przecież ludzie z rąk rosyjskich wojsk, które dokonują inwazji. W Strefie Gazy trwa regularna eksterminacja tamtejszej ludności przez Izrael. W ogniu stanął niedawno niemal cały Bliski Wschód. A przecież są jeszcze konflikty, o których mówi się rzadziej: wojna domowa w Jemenie, gdzie ginie ludność cywilna; konflikty z udziałem gangów w Meksyku czy na Haiti; afrykańskie (a Afryki dotyczy tegoroczna edycja szczególnie!) wojny i konflikty: w Demokratycznej Republice Konga, Sudanie Południowym, Republice Środkowoafrykańskiej, Etiopii czy Somalii. Niepokoje regularnie panują też w regionie Kaukazu czy na granicy Indii i Pakistanu.
Wszystko to kraje, które są członkami Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Wszystkie one wysyłają swoich przedstawicieli na igrzyska. Oczywiście, iż trudno oczekiwać, by MKOl pisał o tych wojnach regularnie, mimo wszystko to organizacja sportowa.
Ale jeżeli ma się taki dzień, nazwany w ten a nie inny sposób, a w Palestynie, Afryce czy Iranie giną regularnie sportowcy… to ani słowa? Naprawdę?
To gdzie ten pokój?
Rosjanie bliżej powrotu? To możliwe
Międzynarodowy Komitet Olimpijski zresztą zdaje się to wszystko ignorować i to całkiem skutecznie. Od dobrych dwóch lat przebąkuje się przecież o tym, iż Rosjanie mogliby jednak wrócić na igrzyska. To znaczy: wrócić ze swoją flagą, hymnem i całą resztą symboli. Bo kilku ich przecież na igrzyskach i tak było, zresztą w Rosji zdali się wyczuć wiatr zmian i o ile wcześniej Komitet krytykowali, o tyle tym razem z zaciekawieniem obserwowano poczynania ich sportowców. I celebrowano dobre wyniki.
Nawet te osiągane nie pod flagą.
Pytanie, jakie wypadałoby tu sobie jednak zadać: czy jest na imprezie, która ma nieść porozumienie i być symbolem pokoju miejsce dla kraju-agresora? Kraju przelewającego krew obywateli innego państwa? Kraju autorytarnego, przesiąkniętego propagandą? I nie, nie dotyczy to tylko Rosji, bo wiem, iż hasła: „a co z krajem X?” zaraz się pojawią. Od początku ludobójstwa w Strefie Gazy jestem orędownikiem wyrzucenia Izraela z igrzysk. Biorąc pod uwagę wiele z ich działań, chętnie – choć, co oczywiste, to się nie wydarzy – zrobiłbym to też ze Stanami Zjednoczonymi.
A i więcej państw by się znalazło.
MKOl zdaje się jednak zmierzać w innym kierunku. Gdzieś między wierszami w wielu komunikatach można bowiem wyczytać, iż myśli się i rozważa przywrócenie sportowców z Rosji. Na początek w młodzieżowych kategoriach – wiele federacji sportowych już to zresztą zrobiło, niedawno głośno było o rosyjskiej reprezentacji, która wygrała Mistrzostwa Świata Juniorów i Kadetów w Szermierce, po czym świętowała to z flagami. Albo o młodej gimnastyczce, Sofii Ilterjakowej, która na podium – gdy jej rywalce odgrywano ukraiński hymn – pozostała odwrócona tyłem do flag.
Russian gymnast turns her back during Ukraine’s anthem
At the World Cup stage in Sofia, 15-year-old Russian gymnast Sofia Iltyeryakova, competing under a “neutral” status, stood with her back to the flags during the medal ceremony.
The anthem was played for the winner —… pic.twitter.com/H1iDOeZOcu
— NEXTA (@nexta_tv) March 31, 2026
To wszystko jest tylko delikatną zapowiedzią tego, co może się wydarzyć, jeżeli przywróci się Rosję na igrzyska, zestawiając ofiary z oprawcami. Co zresztą i tak się na igrzyskach – ale znów: nie powinno! – dzieje. I nie tylko tam.
Kirsty Coventry, przewodnicząca MKOl, mówiła jakiś czas temu:
– Gdy przeprowadzałam swoją kampanię, od wielu z was słyszałam tę samą wiadomość: skupmy się na naszych podstawach. Jesteśmy sportową organizacją. Rozumiemy politykę i wiemy, iż nie operujemy w próżni. Ale naszym polem jest sport, chcemy utrzymać jego neutralny status. Chcemy, by sport był tym miejscem, gdzie każdy sportowiec może rywalizować bez „przytrzymywania” przez politykę czy podziały w ich rządach. W coraz bardziej podzielonym świecie to wszystko pozostało ważniejsze.
Brzmi pięknie, prawda? Ale jest też niezmiernie naiwne. Sport jest od ponad stu lat areną politycznych rozgrywek. Sport legitymizuje reżimy, daje głos propagandzie. Igrzyska są największą imprezą sportową świata. Ignorowanie tego statusu i przywracanie zbrodniczych reprezentacji zamiast ich potępienia, sprawi tylko, iż szczytne idee sprzed 130 lat jeszcze raz zostaną obrzucone błotem.
A przecież to nie tak, iż udało się zmyć w całości to, które poleciało na nie do tej pory.
Milczenie to przyzwolenie. MKOl powinien o tym pamiętać
– Pomysł na promocję pokoju w świecie to odpowiedź na pojawiające się i trwające latami konflikty zbrojne, idące za tym wykluczenia oraz niekorzystne zmiany społeczne. Ta idea jest dla nas bardzo ważna, szczególnie teraz, gdy za granicą naszego kraju toczy się wojna. Nie możemy pozwolić na naruszanie olimpijskiej karty i jedności. Mam nadzieję, iż wszelkie wydarzenia towarzyszące obchodom Dnia Sportu dla Pokoju i Rozwoju przypomną nam wszystkim jak ważne jest życie w zgodzie – mówił trzy lata temu Andrzej Kraśnicki, ówczesny prezes PKOl.
Thomas Bach, prezes MKOl, też mówił w tamtym okresie o pokoju, o tym, iż sport powinien dbać o to, by promować „pokojowe społeczeństwo”.
Oczywiście, iż znaczy to też działania na rzecz edukacji, rozwoju społecznego, poprawy warunków bytowych dużej części populacji wielu krajów. Oczywiście, iż – co akurat MKOl robi dość skutecznie – chodziło również o pomoc sportowcom-uchodźcom. Wreszcie jednak: oczywiste, iż chodzi tu też o sprzeciwienie się konfliktom zbrojnym. Nie tylko o dostrzeżenie ich istnienia i opcjonalny komentarz.

Kirsty Coventry, aktualna przewodnicząca MKOl. Czy to za jej sprawą Rosjanie wrócą na igrzyska? Fot. Newspix
Chodzi o sprzeciw. O niezgodę na to, iż na wojnach wciąż giną niewinni. W tym – co dla MKOl-u powinno być szczególnie istotne – sportowcy. Ukraińscy, irańscy, palestyńscy i wielu, wielu innych. Kolejnym odbiera się możliwość sportowego rozwoju. Jeszcze inni kończą okaleczeni, torturowani, przetrzymywani w więzieniach czy aresztach. Albo w biedzie, uciekając przed konfliktami.
Niektórzy z nich ostatecznie trafią jednak na mistrzostwa czy igrzyska. I ma się od nich wymagać, by startowali tam przeciwko tym, którzy reprezentują ich oprawców?
To nie promowanie pokoju i jedności. To promowanie znęcania się i bezkarności. jeżeli w MKOl-u (i innych organizacjach) tego nie zrozumieją, pokażą – nie pierwszy raz – iż na to znęcanie się, na przemoc, na mordy dają przyzwolenie.
A tego robić nie powinien nikt przyzwoity.
SEBASTIAN WARZECHA
Czytaj też na Weszło:
- Sport wygra ze wszystkim. A przynajmniej pomoże odwrócić wzrok
- Wilde-Donald Guerrier: Na Haiti bandyci wchodzą do domów i zabijają [WYWIAD]
- Nie podali ręki Izraelczykom. „To miał być przykład”
Fot. Newspix

4 godzin temu














