Dżentelmeńska umowa w Toyocie. Katusta i Pajari dogadali się

rallypl.com 3 godzin temu

Wielu kibiców obserwujących przebieg ostatniego etapu Rajdu Chorwacji mogło dostrzec brak bezpośredniej walki między czołowymi kierowcami Toyoty. Takamoto Katsuta oraz Sami Pajari zdecydowali się na zachowanie ostrożności, nie zakładając, iż lider rajdu, Thierry Neuville może stracić zwycięstwo w samej końcówce zawodów. Porozumienie zawarte w sobotni wieczór okazało się decyzją, która niespodziewanie zapewniła Japończykowi wygraną.

Sytuacja obu zawodników skomplikowała się podczas drugiego przejazdu nowego odcinka Generalski Stol – Zdihovo. Zarówno Katsuta, jak i Pajari przebili opony, co skutkowało ponad minutową stratą do Neuville’a. W tamtym momencie priorytety zespołu uległy zmianie. Toyota potrzebowała punktów w klasyfikacji producentów, zwłaszcza po wcześniejszych wypadkach dwóch pozostałych załóg fabrycznych.

Strategiczne porozumienie między kierowcami

Widząc dużą lukę czasową dzielącą ich od lidera, kierowcy uznali, iż wzajemna walka na niedzielnych trasach byłaby zbyt ryzykowna. Katsuta wyjaśnił, iż ich celem było bezpieczne dowiezienie samochodów do mety oraz ewentualna próba zdobycia dodatkowych punktów na ostatnim odcinku specjalnym.

– Między mną, Thierrym i Samim była duża przerwa, więc po prostu uzgodniliśmy całkiem oddzielny, jasny plan, iż dowiozę samochód do mety. I jeżeli to możliwe, spróbuję zdobyć kilka punktów na odcinku Power Stage. Na pewno nie pełną pulę, ale taki był nasz cel. Oliver i Elfyn walczyli o punkty. To był bardzo jasny, oddzielny cel. Poszło dobrze, a Elfyn i Oliver byli tak szybcy, jak się spodziewaliśmy. To był bardzo dobry weekend dla zespołu – powiedział Takamoto Katsuta dla dirtfish.com

Sami Pajari rozpoczął finałowy etap rajdu ze stratą niespełna trzydziestu dwóch sekund do Katsuty. Choć ostatecznie różnica ta zmniejszyła się do dwudziestu sekund, Fin nie zdecydował się na przypuszczenie ataku. Gdyby postawił na agresywną jazdę, mógłby wygrać rajd, biorąc pod uwagę problemy, jakie dopadły kierowcę Hyundaia.

Pajari o drugim stopniu podium

Mimo utraconej szansy na wygraną, Pajari nie ukrywał zadowolenia z uzyskanego wyniku. Fin podkreślił, iż powrót do czołówki po sobotnich trudnościach był dowodem na dobrą dyspozycję całego zespołu.

– Czuję się bardzo szczęśliwy z powodu Taki i Aarona. Wczoraj byłem o wiele bardziej przybity, gdy odebrano mi prowadzenie. W tamtym momencie w pewnym sensie wiedziałem, iż zwycięstwo przepadło. Ostatecznie walka była dramatyczna do ostatniej chwili, ale i tak dobrze podnieśliśmy się po tym, co wydarzyło się wczoraj, więc przez cały czas muszę być z tego zadowolony – powiedział Sami Pajari.

Drugie miejsce jest dla młodego kierowcy wynikiem powyżej oczekiwań, jakie stawiał sobie przed startem w Chorwacji. Jego tempo pozwoliło mu prowadzić w rajdzie od piątkowego wieczoru aż do pechowego momentu w sobotę.

– Oczywiście powinienem być szczęśliwy, powinienem być zadowolony z ostatecznych wyników i drugiego miejsca. Żartowałem, iż mam już dość tych trzecich pozycji, więc miło byłoby w pewnym momencie zdobyć coś więcej. Tak się właśnie stało. Wciąż powinienem być naprawdę zadowolony z tego, co zrobiliśmy w tym tygodniu. Przyjeżdżając tutaj, na pewno nie spodziewałem się tak mocnych występów, a skończyło się na prowadzeniu w rajdzie w piątek wieczorem i przez spory dystans w sobotę, dopóki nie zostało mi ono odebrane. To pozostawia pewien niedosyt. Ale dwa ostatnie rajdy były dla nas bardzo pozytywne, więc cieszę się z tego – powiedział Sami Pajari.


Źródło: dirtfish.com

Idź do oryginalnego materiału