Wygląda na to, iż w wielu krajach kibice nie mieli motywacji – zwłaszcza biorąc pod uwagę zmianę czasu – by wstać z samego rana i oglądać rywalizację na Suzuce.
Coraz częściej, czytając komentarze kibiców, spotykam się ze zdaniem, iż przestają oglądać Formułę 1 lub nie zamierzają robić zawsze wszystkiego by obejrzeć sesje.
Co prawda danymi oglądalności z Polski nie dysponuję, jednak te z innych europejskich państw dają do myślenia.
W Hiszpanii tegoroczne Grand Prix Japonii obejrzało na żywo tylko 63 tys. osób. Serię nadaje tam płatna stacja DANZ. W ubiegłym roku było to 124 tys. osób, a dwa lata temu 137 tys.
Aby odnaleźć ostatni słabszy od tegorocznego wynik w Hiszpanii, trzeba by cofnąć się do sezonu 2019, w którym w Formule 1 nie jeździł Fernando Alonso.
Podobnie źle wygląda to we Francji. W ubiegłym roku wyścig na Suzuce na antenie Canal+ obejrzało 705 tys. osób. W tym roku było to 404 tys.
Są to o tyle ważne dane, iż wiemy, iż dla właściciela praw komercyjnych do F1 – Liberty Media, a także dla zespołów, które przecież dostają procent od zysków z tych praw, najważniejszym czynnikiem są pieniądze. o ile liczby wyświetleń, a tym samym zysków, zaczną spadać, będą oni bardziej skorzy do zmian i powrotu F1 do jej bardziej naturalnej formuły.
To oraz kwestie bezpieczeństwa to czynniki, które mogą nam pomóc odzyskać dawną Formułę 1.

2 godzin temu














