Duńczyk zabrał głos po koszmarnym upadku. To koniec?

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Dramatyczny zwieńczenie finałowego wieczoru. Peter Kildemand nie tak wyobrażał sobie zakończenie tego etapu kariery. Choć jego Berwick Bandits sięgnęli po wyczekiwane trofeum MAXICAB KO Cup, doświadczony Duńczyk zapłacił za ten sukces wysoką cenę. Koszmarnie wyglądający wypadek na torze w Plymouth zakończył się dla niego w szpitalu ze złamanym nadgarstkiem, co stawia pod wielkim znakiem zapytania jego ostatnie zaplanowane starty w karierze.

Ostatni rozdział duńskiego zawodnika w barwach Berwick Bandits miał być czystą celebracją. Zespół przystępował do rewanżowego starcia z Plymouth Gladiators w komfortowej sytuacji po domowym zwycięstwie 58:32. Niestety, sport żużlowy po raz kolejny pokazał swoje bezwzględne oblicze już na samym początku zawodów.

Sytuacja dramatycznie skomplikowała się w pierwszym biegu dnia. Kildemand świetnie ruszył spod taśmy z czwartego pola i starał się założyć na Scotta Nichollsa. Doświadczony Brytyjczyk twardo bronił pozycji, walcząc z Duńczykiem na łokcie. W pewnym momencie Nicholls stracił panowanie nad motocyklem, wyprostował maszynę i z impetem uderzył w Kildemanda, który chwilę później wjechał w dmuchaną bandę na pierwszym łuku z ogromnym impetem.

Arbitrzy natychmiast przerwali wyścig i wykluczyli Nichollsa z powtórki. gwałtownie okazało się jednak, iż żaden z uczestników tej kraksy nie wyjedzie już tego wieczoru na owal. Sztaby medyczne zdiagnozowały u Kildemanda złamanie nadgarstka, co wykluczyło go z dalszego ścigania. Zamiast wziąć udział w finałowej batalii na torze, Duńczyk musiał obserwować poczynania kolegów z parku maszyn, gdzie przy przytomnej postawie reszty zespołu „Bandytów” dowieźli przewagę z pierwszego meczu i wznieśli w górę upragnione trofeum.

Słowa pożegnania w parku maszyn

Mimo ogromnego bólu i usztywnionej ręki, Duńczyk pozostał na stadionie do samego końca, by wspierać swoją drużynę. Tuż po przypieczętowaniu sukcesu popularny „Pająk” zdobył się na wyjątkowo szczerze i poruszające słowa, podsumowując nie tylko ten feralny wieczór, ale i całą dwuletnią przygodę z zespołem.

– Niestety kończy się mój udział w tych zawodach już po pierwszym biegu i upadku, ale najważniejsze jest to, iż drużynie udało się wygrać finał i zapewnić klubowi to trofeum. Czerpałem ogromną euforia z każdego momentu spędzonego w Berwick Bandits przez te dwa sezony i cieszę się, iż mogę zamknąć ten rozdział tak wielkim sukcesem zespołowym. Ogromne podziękowania dla wszystkich w klubie, moich kolegów z toru, wolontariuszy, sponsorów i przede wszystkim wspaniałych kibiców za wsparcie i wszystkie piękne wspomnienia z ostatnich dwóch lat. Dziękuję za wszystko, Berwick Bandits! To była prawdziwa przyjemność być częścią tego klubu – napisał Peter Kildemand na swoich social mediach.

Widmo nagłego końca kariery i kłopoty Belle Vue Aces

Słowa Duńczyka brzmią jak definitywne pożegnanie, a sytuacja zdrowotna mocno komplikuje jego plany na ostatnie dni na żużlowych torach. Kildemand ogłosił wcześniej, iż sezon 2026 będzie jego ostatnim w karierze, a punkty miał jeszcze zdobywać w barwach Belle Vue Aces w nadchodzącym finale Rowe Motor Oil Premiership.

Wszystko wskazuje na to, iż włodarze ekipy z Manchesteru stanęli właśnie pod ścianą i będą musieli pilnie poszukać zastępstwa medycznego. jeżeli najgorsze prognozy dotyczące złamanego nadgarstka się potwierdzą, ten wyjątkowo waleczny zawodnik nie wyjedzie już na tor, a jego wieloletnia kariera zostanie zamknięta bolesnym akcentem na owalu w Plymouth.

Idź do oryginalnego materiału