Dramat Polaka w Turnieju Czterech Skoczni! Tego w historii jeszcze nie było

1 dzień temu
Narty Pawła Wąska sprawdzano pod kątem obecności fluoru aż siedem razy. Za każdym razem zapalało się czerwone światło. Polski sztab jest zupełnie zaskoczony tym, co wykazała kontrola FIS. - Nie mamy zielonego pojęcia, co się stało - stwierdził trener Maciej Maciusiak, potwierdzając, iż według niego Polacy nie działali celowo.
To pierwsza w historii skoków narciarskich dyskwalifikacja za wykrycie fluoru na nartach. Smary zawierające fluor zostały zakazane w 2023 roku. To trzeci sezon, od kiedy obowiązuje ta zasada. Pojawiały się już wykluczenia w innych sportach, choćby w narciarstwie alpejskim. W skokach to jednak sprawa, której do tej pory choćby nie było pretekstu poruszać - według dotychczasowych przekazów fluor w skokach nie wpływa wyraźnie pozytywnie na żaden aspekt i niczego nie usprawnia.


REKLAMA


Niestety, sprawa fluoru zaczyna się teraz od przykrego polskiego wątku. Paweł Wąsek w sobotnich kwalifikacjach na Bergisel w Innsbrucku skoczył 117 metrów i zajął 36. miejsce. Awansowałby do trzeciego konkursu 74. Turnieju Czterech Skoczni, gdyby nie dyskwalifikacja właśnie za fluor wykryty na jego nartach. Polak został za to ukarany żółtą kartką.


Zobacz wideo Niesamowity wyczyn Tomasiaka. Czekaliśmy na to 18 lat


Tej dyskwalifikacji nie dało się oprotestować. Gdy narty Wąska zostały przy kabinie, wiadomo było, iż jest źle
Wąsek pojawił się w mixed zonie dla dziennikarzy po skoku, ale nie spędził w niej choćby minuty. Przyszedł bez nart, które zostały na górze. Już wtedy można było podejrzewać, iż coś jest nie tak. - Skok w kwalifikacjach? Nie wiem… Już jakby… Dużo się staram zmieniać i za każdym razem mam wrażenie, iż wychodzi to samo. Ciężko mi choćby opisać, jak to wygląda. Ile było pomysłów tej zimy? Bardzo wiele. Miałem już sezony, gdzie co zawody się szukało czegoś innego, ale tak to wygląda, gdy nie idzie - powiedział tylko Wąsek, niezadowolony ze swojego występu.
Po kwalifikacjach przez kilkanaście minut nie pojawiały się oficjalne wyniki serii. Trener Maciej Maciusiak obiecał przyjść porozmawiać do dziennikarzy, ale udał się na przeciwstok. "Jestem przy exit gate, na razie nie mam czasu" - odpisał nam, gdy pytaliśmy, gdzie jest i czy wróci. To wskazywało, iż z nartami Wąska, skoro zostały przy kabinie kontrolera, może być coś nie tak. Niedługo później pojawił się komunikat FIS o dyskwalifikacji.
Po tym udaliśmy się w kierunku kabiny kontrolera, a przed nią zobaczyliśmy dyskusję polskiego sztabu - wspomnianego Maciusiaka i kierownika kadry Wojciecha Jurowicza - z osobami z Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), w tym dyrektorem Pucharu Świata Sandro Pertile i kontrolerem sprzętu Mathiasem Hafele. Gdy Włoch zobaczył, iż wszystkiemu przyglądają się dziennikarze, chyba poprosił, żeby rozmowa przeniosła się z powrotem do kabiny kontrolera. Po kilku minutach wyszedł z niej Maciusiak, a po jego minie i zachowaniu widać było, iż decyzja o dyskwalifikacji została podtrzymana. Decyzji o dyskwalifikacji ze względu na obecność fluoru nie da się zresztą oprotestować.


FIS wykrył dużo fluoru na nartach Wąska. Były sprawdzane aż siedem razy, zmieniono procedurę
Sprzęt Wąska został sprawdzony przed skokiem. Już wtedy było wiadomo, iż na nartach wykryto fluor. Wąsek mógł jednak oddać skok, a pomiar powtórzono w kabinie kontrolera na dole. W procedurze takiej kontroli sprawdza się narty trzykrotnie. Gdy wykryje się nieprawidłowość, następnie sprawdza się jeszcze raz w niezbyt odległym miejscu od poprzedniego pomiaru, czy wykryty fluor nie jest jedynie zabrudzeniem na narcie. Trzeci raz to sprawdzenie innego miejsca na narcie, żeby zobaczyć, czy cała narta nie jest pokryta fluorem. W przypadku Wąska sprawdzano ją aż siedmiokrotnie, rozszerzono całą procedurę. I za każdym razem wykrywano pokrycie fluorem. I to nie śladową, a dużą ilością fluoru.
- Jesteśmy zaskoczeni, bo na pewno takich smarów nie posiadamy. I to już od bardzo dawna - mówił po wszystkim trener Maciej Maciusiak. Sport.pl ustalił, iż Polacy pozbyli się jakichkolwiek fluorowych smarów w momencie wprowadzenia zakazu FIS. - choćby mamy wewnętrzny zakaz kupowania czegoś takiego. A tu wychodzi, tak jak z tego pomiaru, co nam zostało przedstawione, iż musiało być go dużo. Jakby to było ewidentne smarowanie fluorem. My tego smaru używaliśmy też w Garmisch-Partenkirchen, gdzie też przechodziliśmy kontrolę i nie było żadnego problemu. Teraz nie wiemy, gdzie jest popełniony i czego szukać. To spory problem - tłumaczył szkoleniowiec.
Czy jest możliwość, żeby ktoś np. przypuścił próbę sabotażu? - Raczej nie. Myślę, iż nie ma gdzie, bo zawodnik wychodzi z szatni, idzie ze swoimi nartami Nie dopuścilibyśmy kogoś innego do nich, więc takiej hipotezy choćby nie stawiamy - stwierdził Maciusiak.
Oto co FIS zrobi po dyskwalifikacji Wąska. Jeszcze przed konkursem w Innsbrucku
Teraz najważniejszą kwestią jest sprawdzenie pozostałych zawodników, całej kadry. W końcu skoro Polacy używali tego samego smaru przy wszystkich skoczkach, to wyniki pomiarów kontroli FIS powinny wyjść podobnie także w przypadku reszty zawodników. - Chcemy, żeby cały team posprawdzać jutro przed zawodami. I żeby wyjaśnić, czy i co jest nie tak. Na razie nie mamy zielonego pojęcia, co się stało - wyjaśnił Maciusiak.


- Chcemy współpracować z jury i przyniesiemy choćby smar, dokładnie ten sam, którego używaliśmy. Wymogłem na naszym serwismenie Maćku Kreczmerze, żeby po prostu dał to, czego używał - dodał trener Polaków. Szybka kontrola Polaków przed jutrzejszymi skokami to także klucz do tego, żeby mogli wystartować w zawodach. Choć kontroler FIS, Mathias Hafele zapewnił nas, iż Polacy - jeżeli jutro nie przejdą kontroli, którą FIS ma przeprowadzić przed serią próbną - będą mogli wymienić narty. Gdyby były pokryte fluorem, będą mogli je wyczyścić lub wymienić. Podobnie w przypadku Wąska - wystarczy wyczyścić narty. On oczywiście musiał skoczyć w tych, które w sobotę zgłosił jako sprzęt startowy do kontroli FIS. Przez to został zdyskwalifikowany i do rywalizacji będzie mógł wrócić dopiero na treningi w Bischofshofen w poniedziałek.
Niedzielny konkurs w Innsbrucku ruszy o godzinie 13:30, a seria próbna półtorej godziny wcześniej. Relacje na żywo z 74. TCS na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.
Idź do oryginalnego materiału