W pierwszym spotkaniu drugiej rundy eliminacji mistrzostw świata Biało-Czerwoni wygrali aż 33:24, zatem przed rewanżem znajdowali się w bardzo komfortowej sytuacji. Jak się okazało, to niepowodzenie nie zniechęciło rywali, którzy przyjechali w na mecz do Ostrowa Wielkopolskiego.
REKLAMA
Zobacz wideo Urban zaskoczy Albanię Pietuszewskim? Kosecki: To będzie jego ulubieniec!
Kompromitująca pierwsza połowa i wielki powrót
Biało-Czerwoni byli oczywiście wielkimi faworytami tego spotkania. Tym większy mają powód do wstydu za to, co pokazali w pierwszej połowie. Tę w ich wykonaniu można określić tylko w jeden sposób: była dramatyczna. Polacy razili nieskutecznością i choć na początku prowadzili 7:4, to rywale zdołali ich dopaść na tablicy wyników. Ostatecznie zaś pierwsza część gry zakończyła się rezultatem 18:15 dla Łotwy.
Trener Gonzalez miał powody do ogromnej złości na swoich podopiecznych. Na szczęście ci w drugiej części meczu wzięli się do pracy i odrabiania strat. Jednym z liderów był Kamil Syprzak, który w poprzednim meczu z Łotwą zaliczył powrót do kadry, gdyż było to jego pierwsze spotkanie od 2025 roku. Syprzak zdobył cztery bramki, a pod tym względem lepszy z Polaków okazał się tylko Mikołaj Czapliński, który trafił do siatki pięć razy. Z kolei zawodnikiem spotkania został Piotr Jędraszczyk.
Łotyszy w meczu starał się utrzymać Valdis Kalnins, który zdobył siedem bramek, ale na nic się to zdało. Polacy drugą połowę wygrali aż 18:7, a cały mecz 33:25.
Mimo tego spektakularnego powrotu Biało-Czerwonych, trudno o optymizm przed dwumeczem trzeciej rundy eliminacji mistrzostw świata, który zagramy z Austrią. To znacznie lepsza drużyna od Łotwy, a komentujący dzisiejszy mecz Grzegorz Tkaczyk powiedział, iż z taką grą jak w niedzielę, Polacy z Austriakami nie będą mieli czego szukać.
Polska 33:25 (15:18) Łotwa

2 godzin temu