De Minaur nie do przebicia. Hurkacz skreczował w Pekinie

7 godzin temu

Młodzi tenisiści często trenują ze ścianą – po prostu odbijając o nią piłkę. Dziś Hubert Hurkacz mógł się poczuć jakby cofnął się w czasie o dwie dekady i właśnie z taką ścianą rywalizował. Alex De Minaur był bowiem nie do przebicia w defensywie. Do tego Hubert nabawił się urazu i ostatecznie mecz poddał. Australijczyk w efekcie awansował do finału turnieju w Pekinie.

Hubert Hurkacz bez finału w Pekinie

Dobre tygodnie notuje w Chinach Hubert Hurkacz. Najpierw był w finale turnieju ATP 250 w Chengdu – w nim przegrał z Alejandro Davidovichem Fokiną – co zdarzyło mu się po raz pierwszy od maja 2025 roku. W Pekinie, imprezie o wyższej randze, bo ATP 500, doszedł z kolei do półfinału. Zanotował też w tym okresie kilka naprawdę niezłych wygranych – choćby z Denisem Shapovalovem czy notowanymi wyżej w rankingu Learnerem Tienem (ATP 15) i Karenem Chaczanowem (ATP 27).

Co jednak najważniejsze: świetnie wyglądała jego gra. Długimi momentami to był Hubert Hurkacz w najlepszym wydaniu, jakiego przez ostatnie dwa lata oglądaliśmy z rzadka.

Efekty widać też w rankingu. W zestawieniu live – zliczającym punkty na bieżąco – Hubert był przed półfinałem w Pekinie 34., a przecież jeszcze w czerwcu wypadał na moment z najlepszej setki. Z kolei jeżeli chodzi o tylko ten sezon – 29. A to ważne, bo gdyby skończył ten rok w najlepszej „30”, byłby pewien rozstawienia w Australian Open – a cały sezon 2026 przeszedł bez takiej „pomocy”. Innymi słowy: jest o co walczyć, a każda wygrana staje się jeszcze ważniejsza. Bo gdyby faktycznie udało się solidnie punktować i to rozstawienie zdobyć, potem można z większymi szansami podchodzić do kolejnych imprez.

Sęk w tym, iż dziś po drugiej stronie siatki stanął tenisista, który w formie jest jednym z najbardziej solidnych w tourze. Alex De Minaur nie jest co prawda – i pewnie nigdy nie będzie – materiałem na mistrza wielkoszlemowego, ale to gość, którego trudno, naprawdę trudno złamać, o ile nie jest się Carlosem Alcarazem czy Jannikiem Sinnerem. Australijczyk biega jak szalony, znakomicie odgrywa choćby najtrudniejsze piłki i mecze z nim to często czysta męczarnia.

Hubert Hurkacz coś o tym wie – mierzyli się czterokrotnie, wygrał raz, ale dawno, bo w 2019 roku. W 2025 i 2026 – odpowiednio w Indian Wells i United Cup – lepszy był Australijczyk. On też wygrał ich pierwsze starcie, w Atlancie, w 2019 roku. Wszystkie te trzy mecze rozgrywano na kortach twardych. Hubert z kolei triumfował na mączce, gdzie obaj czują się średnio.

Dziś więc faworytem musiał być 10. na świecie De Minaur. Ale dobra forma Hurkacza pozwalała w niego wierzyć.

Walka do czasu. Potem krecz

Zaczęło się jednak fatalnie, bo De Minaur zgarnął pierwsze cztery gemy. To wciąż rzadkość, iż ktoś tak łatwo poczyna sobie z serwisem Huberta Hurkacza, a Australijczyk był po prostu znakomity. Genialnie returnował, potem świetnie radził sobie w wymianach. Hurkacz był nieregularny, często piłki wyrzucał, oddając wiele punktów rywalowi. No i efekt tego był, jaki był – uciekały gemy i to uciekały w tempie zawrotnym. Dopiero przy wspomnianym 0:4 Hubi się ocknął.

I powalczył, trudno mu odmówić tego. Nie zniechęcił się przy 0:4, nie zniechęcił przy 1:5, przy 2:5 też nie, bo wtedy to jemu udało się przełamać De Minaura. Przez chwilę można było mieć nadzieję, iż pójdzie w ślady Igi Świątek, która w starciu z Donną Vekić w fenomenalnym stylu odwróciła drugiego seta, a potem i cały mecz – zaczynając od 2:5 właśnie.

Niestety, tak się nie stało, bo De Minaur finalnie na to po prostu nie pozwolił.

PIERWSZY SET DLA AUSTRALIJCZYKA

𝐇𝐮𝐛𝐞𝐫𝐭 𝐇𝐮𝐫𝐤𝐚𝐜𝐳 Alex De Minaur

Polsat Sport 1, PS Premium 1
Polsat Box Go https://t.co/otCm5frnvU

— Polsat Sport (@polsatsport) October 5, 2026

W drugiej partii Hubert znów miał problemy przy swoim serwisie. De Minaur grał bowiem genialnie w defensywie, adekwatnie nie było akcji, której Hubert nie musiałby kończyć choćby nie to, iż na dwa razy, ale na trzy, cztery, czasem i pięć. Ba, bywało, iż w sytuacji beznadziejnej Alex odgrywał jeszcze tak, iż ostatecznie akcję wygrywał. Genialny był dziś w obronie, serio – to w dużej mierze za jej sprawą zanotował kolejne przełamanie. Hurkacz robił, co mógł – rozrzucał go po kątach, chodził do siatki, atakował, grał woleje, szukał (z tym akurat był pewien problem) skutecznego serwisu.

I całkiem często znajdował. Ale i tak za rzadko na Australijczyka.

Do tego z czasem zaczęły się problemy zdrowotne. Wyglądało na to, iż to pachwina, która już sprawiała mu problemy w tym turnieju. Widać było, iż coraz trudniej mu biegać, iż walczy, ale z trudem. Wygrał jeszcze swojego gema, długiego, po walce, ale przy serwisie Australijczyka uznał, iż to jednak nie ma sensu. Zrezygnował… i w sumie słusznie. Zaraz bowiem turniej w Szanghaju, jeszcze wyższej rangi, bo ATP 1000. W pierwszej rundzie Hubert trafił tam na Jamesa Duckwortha, a to nie będzie łatwy mecz. Druga to najpewniej – o ile nic nie zmieni się w ostatniej chwili – starcie z Novakiem Djokoviciem.

A sam Novak zaraz powalczy o finał w Pekinie. Jego rywalem w półfinale jest Daniił Miedwiediew.

Hubert Hurkacz – Alex De Minaur 4:6, 2:3 krecz

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Zwroty akcji, pościgi, tylko wybuchów zabrakło. Iga Świątek przetrwała w Pekinie
Iga Świątek w walce o WTA Finals. Czy zagra w Indian Wells?
Pogłoski o śmierci jednoręcznego backhandu. Czy są przesadzone?

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału