Dawid Kroczek wraca na ławkę i stawia sprawę jasno. Ma jeden cel w Rakowie

1 tydzień temu
Wygenerowane przez AI

Dawid Kroczek, przez lata prawa ręka Marka Papszuna, a ostatnio skaut klubu, niespodziewanie wrócił na ławkę trenerską Rakowa Częstochowa. Przejął zespół po zwolnieniu Łukasza Tomczyka i już przy pierwszym podejściu do mikrofonów dał jasny sygnał: nie zamierza zadowolić się rolą strażaka. Chce zostać.

Częstochowa przeżywa kolejne turbulencje. Gdy w grudniu 2025 roku Marek Papszun — człowiek, który przez lata budował Raków na potęgę, dwukrotny mistrz Polski, architekt europejskich przygód klubu — odchodził do Legii Warszawa, kibice liczyli na nowy rozdział. Tomczyk miał być właśnie tym świeżym startem: wychowanek akademii, znający klub od środka, typowany przez władze na projekt długofalowy. Zaledwie dwa dni przed jego zwolnieniem prezes Wojciech Cygan publicznie zapewniał, iż szkoleniowiec potrzebuje czasu i przynajmniej jednego okienka transferowego, by móc w pełni zaplanować skład pod siebie. Słowa te okazały się niemal natychmiast nieaktualne — Tomczyk pożegnał się ze stanowiskiem po finale Pucharu Polski przegranym z Górnikiem Zabrze, a wypowiedź prezesa jedynie pogłębia poczucie chaosu decyzyjnego w klubie.

Kroczek wraca z cienia

Nagłe powołanie Dawida Kroczka to trochę historia z gatunku „wróć, synu marnotrawny” – tyle iż w odwrotną stronę. Były asystent Papszuna, po odejściu swojego mentora zepchnięty do roli skauta, odebrał telefon od właściciela klubu Michała Świerczewskiego w niedzielę i bez chwili wahania powiedział „tak”. Jak sam przyznaje, nie miał nad czym się zastanawiać.

„W niedzielę zadzwonił właściciel klubu Michał Świerczewski i zapytał, czy poprowadzę drużynę w czterech ostatnich spotkaniach. Nie było się nad czym zastanawiać, moja decyzja mogła być tylko jedna” — powiedział Kroczek w rozmowie z TVP Sport.

Brzmi jak człowiek, który czekał na tę szansę. I który doskonale wie, iż może to być jego ostatnia tego rodzaju okazja w tym klubie.

Europejskie puchary w zasięgu, ale liczy się więcej

Przed Rakowem cztery kolejki Ekstraklasy i jeden konkretny cel: zakończyć sezon w pierwszej piątce, co zagwarantuje udział w europejskich pucharach. To zadanie minimum, które klub stawia przed tymczasowym szkoleniowcem. Ale Kroczek myśli szerzej — i nie ukrywa tego.

„Do mojej sytuacji najlepiej pasuje powiedzenie: »pracuj tak, jakbyś miał pracować tutaj całe życie«. Nastawiam się tak, jakbym miał pracować w Rakowie długo, ale postawiony przede mną cel jest krótkoterminowy i trzeba go zrealizować. Twardo stąpam po ziemi i wiem, jakie są oczekiwania. Na rozmowę o tym, co dalej, jestem umówiony po sezonie” — zdradził trener.

To dość przejrzysta deklaracja jak na kogoś w roli „tymczasowego”. Kroczek wie, iż ma kilka tygodni, by pokazać zarządowi coś, czego jego poprzednicy nie potrafili — iż jest gotowy na samodzielne dowodzenie.

Historia zaklętego kręgu

Częstochowskie problemy z obsadą ławki trenerskiej to temat, który sam w sobie zasługuje na osobną analizę. Przez lata Raków i Papszun tworzyli tandem nie do rozdzielenia — mistrz Polski z 2023 roku, dwukrotny zdobywca Pucharu Polski i Superpucharu, regularny uczestnik europejskich pucharów. Gdy legendarny szkoleniowiec odszedł po raz ostateczny do Legii, okazało się, iż klub znów nie ma gotowego planu B. Każda kolejna próba znalezienia stabilnego następcy kończyła się rozczarowaniem, a kibicom w Częstochowie coraz trudniej uwierzyć, iż ktoś zdoła trwale wypełnić tę lukę. Być może odpowiedź tkwi właśnie wewnątrz — w człowieku, który przez lata chłonął filozofię Papszuna z pierwszego rzędu. Kroczek nie jest nieznanym nazwiskiem; to część DNA tamtych sukcesów. Pytanie, czy potrafi napisać własny rozdział tej historii.

Idź do oryginalnego materiału