D. Nocuń: Zatęskniłam za piłką ręczną. Teraz wszystko na jedną kartę (ROZMOWA)

1 godzina temu

Po półrocznej przerwie Dagmara Nocuń wróciła latem na zgrupowanie reprezentacji Polski kobiet, a w sobotę – na klubowe parkiety. W szczerej rozmowie skrzydłowa opowiada o najtrudniejszym okresie swojej kariery po odejściu z ŽRK Budućnost Podgorica, sile rodzinnego wsparcia, decyzji o powrocie do kraju i nowym rozdziale w barwach PGE MKS El-Volt Lublin, który rozpoczął się… zdobyciem Superpucharu Polski. Zdradza także, jak wielką motywacją jest dla niej walka o miejsce w składzie na Mistrzostwa Europy Kobiet 2026, które w grudniu odbędą się m.in. w Polsce.

Dagmara Nocuń to aktualnie jedna z najbardziej doświadczonych reprezentantek Polski. Wychowanka Dwójki Łomża i absolwentka Szkół Mistrzostwa Sportowego w Gliwicach oraz Płocku pierwsze seniorskie sukcesy odnosiła w PGE MKS El-Volt Lublin (2014-2021), skąd trafiła do niemieckiego TuS Metzingen (2021-2024), rumuńskiego CS Gloria 2018 Bistrița-Năsăud (2024-2025), a następnie czarnogórskiego ŽRK Budućnost Podgorica (2025).

Pobyt w Czarnogórze zakończył się jednak przedwcześnie i po rozwiązaniu kontraktu pod koniec 2025 roku skrzydłowa pozostawała bez klubu. W efekcie, na pół roku wypadła z regularnej gry oraz z reprezentacji Polski, dla której od debiutu w 2017 roku rozegrała już 82 mecze, zdobyła 129 bramek i wystąpiła w sześciu turniejach finałowych (ME 2020, 2022 i 2024 oraz MŚ 2021, 2023 i 2025).

Do kadry „Daga” wróciła dopiero podczas czerwcowo-lipcowego zgrupowania w Szczyrku, a od nowego sezonu ponownie reprezentuje barwy PGE MKS El-Volt Lublin, z którym w sobotę 29 sierpnia zdobyła Superpuchar Polski.

Na starcie nowego sezonu Dagmara opowiada nam, dlaczego zdecydowała się rozwiązać kontrakt w Podgoricy, czego najbardziej brakowało jej podczas półrocznej przerwy, jakie cele stawia sobie po powrocie do Polski i jak wielką motywacją jest marzenie, aby zagrać na Mistrzostwach Europy Kobiet 2026 przed własną publicznością.

Maciej Szarek, Związek Piłki manualnej w Polsce: Dagmara, co się z tobą działo przez ostatnie pół roku, kiedy zniknęłaś nam nieco z radarów?

Dagmara Nocuń, skrzydłowa reprezentacji Polski i PGE MKS El-Volt Lublin: Wszystko zaczęło się w listopadzie ubiegłego roku. Z jednej strony przestałam grać w klubie w Podgoricy, a z drugiej strony pojechałam na mistrzostwa świata z reprezentacją Polski, gdzie nie prezentowałam się zbyt dobrze, przez co trener nie dawał mi zbyt wielu szans. To wszystko sprawiło, iż nie czułam się dobrze.

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, a zarazem moje 30. urodziny (Dagmara Nocuń obchodzi urodziny 2 stycznia – red.). Naszły mnie takie myśli, iż po tylu latach chciałabym wreszcie spędzić je w spokoju z rodziną i przeżyć ten czas, powiedzmy, normalnie. Po powrocie z mistrzostw gwałtownie dogadałam się z klubem z Podgoricy i rozwiązaliśmy kontakt.

Planowałaś wtedy tak długą pauzę?

Chciałam trochę odpocząć od piłki manualnej, ale nie miałam w planie tak długiej przerwy. Już w lutym chciałam wrócić do gry, pojawiło się wtedy kilka propozycji, ale z różnych powodów już do końca ubiegłego sezonu nie zdecydowałam się na żadną z opcji.

Mam jednak poczucie, iż dobrze wykorzystałam ten czas. Trochę byłam w rodzinnym domu na Podlasiu, trochę czasu spędziłam w Lublinie u mojej siostry. Cieszę się, iż mogłam jak nigdy uczestniczyć w życiu rodzinnym. Mieliśmy w tym czasie komunię, mieliśmy bierzmowanie. Kiedy przez lata nie ma się okazji być na miejscu, naprawdę docenia się takie rzeczy.

Oczywiście, w moim planie dnia były wciąż treningi, bo nie rozważałam zakończenia kariery. Ćwiczyłam na siłowni, wykonywałam treningi biegowe. Forma nie przyjdzie sama z siebie, ruch musi być. Dlatego też po przyjeździe na czerwcowe zgrupowanie kadry w Szczyrku wcale nie czułam się słabsza od dziewczyn, mimo iż od pół roku nie rozegrałam żadnego meczu.

Zatęskniłaś za piłką ręczną?

Muszę przyznać, iż tak. Kiedy przy okazji podpisywania kontraktu w Lublinie miałam okazję uczestniczyć w kilku treningach, od razu poczułam, iż chciałabym już wrócić do gry. Kiedy pojawiło się powołanie na zgrupowanie kadry w Szczyrku i znalazłam się na liście rezerwowej, też szeroko się uśmiechnęłam, bo selekcjoner nie musiał robić tego kroku w moim kierunku i mógł postawić na dziewczyny, które grały regularnie. To bardzo miłe z jego strony, iż kiedy później pojawiło się miejsce w zespole, postanowił mnie dowołać. To pokazało mi, iż trener mnie nie skreślił i wciąż we mnie wierzy.

Co okazało się najważniejsze dla niepowodzenia twojego pobytu w Podgoricy?

Gdybym miała podjąć decyzję jeszcze raz, nie zdecydowałabym się na ten transfer. Myślałam, iż będzie mi odpowiadać, iż w okresie będzie nas czekać w zasadzie tylko 16 poważnych meczów w Lidze Mistrzyń, bo w kraju Mistrzostwo czy Puchar Czarnogóry Podgorica i tak wygrywa z dużą przewagą.

Na początku drużynę prowadziła trenerka, a moją koleżanką z pozycji była młoda zawodniczka z Czarnogóry, bardzo dobra zresztą. Pod jej wodzą grałyśmy mecze pół na pół. Po kilku spotkaniach doszło jednak do zmiany i klub zatrudnił nowego trenera. Na początku dalej grałyśmy po równo, ale w październiku pojechałam na zgrupowanie reprezentacji, wróciłam do klubu i zupełnie przestałam grać. To był dla mnie jasny sygnał, iż coś się zmieniło. Poszłam do trenera i zapytałam go, o co chodzi. Usłyszałam, iż w tym czasie moja koleżanka świetnie trenowała w klubie. A trener nie widział mnie przecież na kadrze, gdzie ja też dawałam z siebie wszystko. To był dla mnie ten moment, kiedy pomyślałam, iż nie ma sensu dłużej tam siedzieć.

Jak zareagowałaś na taki obrót spraw?

Jeszcze przed wyjazdem na mistrzostwa świata zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, jaka jest sytuacja. Trochę popłakałam, ale cieszę się, iż mam takich rodziców, którzy zawsze są dla mnie wielkim wsparciem. Powiedzieli, żebym zrobiła tak, jak czuję. Żebym nie patrzyła na pieniądze i tym podobne, ale zrobiła tak, jak uważam, iż będzie dla mnie najlepiej. Po mistrzostwach wszystko było już dla mnie jasne. Trzeba też powiedzieć, iż na końcu klub z Podgoricy potraktował mnie bardzo miło, bo kiedy powiedziałam im, iż nie czuję się dobrze w zespole i chcę odejść, to nie robili żadnych problemów. Rozwiązaliśmy kontrakt i wróciłam do domu.

Teraz występujesz znów w Polsce, w barwach PGE MKS El-Volt Lublin. Jakie nadzieje wiążesz z tym transferem?

Jeszcze przed podpisaniem kontraktu w Podgoricy poważnie myślałam o powrocie do Polski. Wtedy też rozmawiałam z Lublinem, ale ostatecznie nie udało nam się dogadać.

Na pewno będę chciała z powrotem regularnie grać. Zdaję sobie sprawę, iż powrót do Polski w pewnym sensie jest dla mnie obniżeniem poziomu rozgrywek po sezonach w Niemczech czy Rumunii, ale patrząc na transfery polskich klubów i ruchy moich koleżanek, jest duża szansa, iż poziom sportowy LOTTO Superligi Kobiet się podwyższy.

Jako zawodniczki bardzo chciałybyśmy, żeby polska liga miała jak najlepszy poziom, żeby nie trzeba było wyjeżdżać, aby grać np. w Lidze Mistrzyń. Myślę, iż marzeniem każdego sportowca jest to, aby grać u siebie w domu o najwyższe cele, dlatego będę musiała dać dużo od siebie i będę chciała dać dużo doświadczenia, aby pomóc klubowi z Lublina dalej się rozwijać.

Powrót na polskie parkiety nie mógł chyba ułożyć się lepiej? W sobotę, w pierwszym oficjalnym meczu w barwach MKS-u, zdobyłaś w Łodzi Superpuchar Polski i wraz z koleżankami przełamałaś dominację KGHM Zagłębia Lubin.

To uczucie nie do opisania! Niesamowicie cieszę się z tego pucharu i nie pamiętam w zasadzie, kiedy ostatnio czułam się tak fantastycznie. Całe wydarzenie zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie. Na pewno nie spodziewałam się takiego powrotu do kraju, ale odkąd dołączyłam do zespołu z Lublina, wiedziałam, iż drużyna jest mocna. Ja sama po całym okresie przygotowawczym czuję się naprawdę dobrze i super było wrócić do gry.

Regularne występy w klubie mają przełożyć się na stały powrót do kadry?

Mam taką nadzieję, ale to już zależy od selekcjonera. Najbardziej ekscytujące podczas zgrupowania w Szczyrku było dla mnie to, iż znów mogłam spotkać się z koleżankami z kadry, które wcześniej widywałam regularnie. Każde powołanie to wielka duma, ale myślę, iż każda z nas powie, iż stanowimy naprawdę świetną grupę, dlatego najbardziej brakowało mi tej atmosfery i funkcjonowania w reprezentacji. Wcześniej musiałam chodzić na siłownię czy na bieżnię sama, a w grupie jest zdecydowanie inaczej. Poczułam to też w mięśniach, bo samemu ciężko jest się zmusić do takiego wysiłku. To dało mi też kopa do jeszcze cięższej pracy.

Mając na uwadze Mistrzostwa Europy Kobiet 2026, które w grudniu odbędą się w Polsce, wasze przygotowania będą przebiegały tak, jak zawsze, czy turniej w domu powoduje pewne zmiany?

W samym procesie naszych przygotowań nie zmieni się nic, bo my zawsze dajemy z siebie maksimum przygotowując się do każdego kolejnego turnieju. Samo rozgrywanie mistrzostw w Polsce będzie jednak wyjątkowe.

Dla wielu z nas będzie to przecież jedyna szansa w karierze, aby rozegrać taką imprezę w Polsce. Nie mamy młodej kadry. Myślę, iż średnia wieku to między 26 a 27 lat, a najbardziej doświadczone zawodniczki, jak ja, mają mniej więcej 30 lat. Mistrzostwa świata w Polsce zaplanowane są na 2031 rok, więc wtedy reprezentacja Polski będzie wyglądać prawdopodobnie zupełnie inaczej.

Super, iż latem udało się zorganizować dodatkową akcję i większość klubów podeszła do tego pozytywnie. W Szczyrku było dużo piłki manualnej oraz treningów fizycznych, ale był też czas na rzeczy, na które zwykle nie ma szans podczas zwykłego zgrupowania. Byłyśmy całą drużyną na wspólnej wyprawie w góry, byłyśmy w Energylandii, więc miałyśmy okazję zrobić coś razem poza boiskiem. To naprawdę dla nas coś innego, bo na normalnych zgrupowaniach jedyne, co robimy, to funkcjonujemy w trybie hala – hotel – siłownia. Teraz mogłyśmy poznać siebie jeszcze lepiej, może z innej strony, choć i tak znamy się już jak łyse konie (śmiech)!

Na czym polegać będzie dla ciebie wyjątkowość polskich mistrzostw?

Najważniejsze jest dla mnie to, że, jeżeli wystąpię w grudniowym turnieju, będę mogła przeżywać go wraz z moją rodziną. Oczywiście, do tej pory także zdarzało się, iż moi bliscy podróżowali za nami na mistrzostwa po całej Europie, ale tym razem na trybunach będą mogli pojawić się także ci, dla których wyjazdy były niemożliwie, na przykład moje babcie. Już mam ciarki na plecach, gdy o tym mówię, iż będę mogła zaprosić wszystkich na mecze i dzielić z całą rodziną takie momenty. Jestem z nimi bardzo blisko i to sprawia, iż jeszcze bardziej chciałbym znaleźć się w składzie i grać na EURO, żeby móc to przeżyć wspólnie z nimi.

Przed selekcjonerem Arne Senstadem trudne wybory…

Nie mam problemu z tym, iż w ostatnich latach nie byłam pierwszoplanową postacią w kadrze, bo trener najczęściej stawia na Darię Michalak. „Zawi” jest w świetnej formie i to jak najbardziej zrozumiałe. Oczywiście, rozmawiałam nie raz z trenerem na ten temat, iż ambicją każdego sportowca jest to, żeby grać jak najwięcej, ale w pełni szanuję decyzje trenera.

Nawet jeżeli nie gram za dużo, to wciąż za każdym razem bardzo cieszę się na powołanie do kadry. Mamy świetną atmosferę, zawsze fajnie spędzamy czas i, zwłaszcza grając za granicą, to zawsze bardzo miła odmiana, aby znów się spotkać i walczyć dla kraju.

Oprócz wspomnianej Darii Michalak, pod twoją nieobecność selekcjoner sprawdził Wiktorię Kostuch, a do reprezentacji po długiej przerwie wróciła Joanna Gadzina. Jak wygląda rywalizacja w zespole o miejsce EURO?

Uważam, iż to bardzo dobra sytuacja dla reprezentacji, iż jest rywalizacja o miejsce w składzie, bo każdą z nas motywuje to do jeszcze lepszej pracy. Każda z nas bardzo chce wystąpić w turnieju, a trener bierze pod uwagę wiele zawodniczek. To sprawia, iż musimy pracować jeszcze ciężej, żeby zdobyć swoje miejsce w zespole.

Jestem pewna, iż trener Senstad sam nie wie jeszcze, na kogo postawi i rozstrzygnie się to dopiero podczas ostatniego zgrupowania przed EURO. Na plus działa też to, iż wszystkie będziemy wtedy w Polsce, więc choćby gdyby nie mógł się zdecydować, to gwałtownie może zrobić zmianę i będzie miał więcej możliwości. Dla mnie znaleźć się w składzie choćby na jeden mecz, to już będzie super sprawa.

Z drugiej strony – nie chciałabyś mieć pewności gry?

Pamiętam, iż selekcjoner miał już jedną taką sytuację, kiedy nie mógł się zdecydować, kto ma grać (śmiech)! Chodzi o EURO w Czarnogórze w 2022 roku, kiedy wziął do składu mnie, „Zawi” oraz Mariolę Wiertelak. Ostatecznie okazało się, iż to Mariola grała super, więc my… siedziałyśmy grzecznie na ławce i kibicowałyśmy.

Arne nieraz mówi, iż w Norwegii jest taka konkurencja, iż jak dwie są w składzie, to pięć kolejnych czeka, żeby do niego wejść. Musimy iść w tym samym kierunku. Dlatego to naprawdę cieszy z perspektywy dobra drużyny, iż choć nie mamy aż tylu zawodniczek w kraju, to rywalizacja jest coraz większa.

Na co stać reprezentację Polski na EURO? Biorąc pod uwagę wyniki ostatnich dużych imprez (9. miejsce Mistrzostw Europy 2024 i 11. miejsce Mistrzostw Świata 2025), dawno nie byłyście tak silne.

Zgadzam się z tym. Uważam, iż to w dużej mierze dzięki temu, iż był taki moment gdzieś pięć lat temu, kiedy choćby ja, „Nosi” (Natalia Nosek) czy „Rosi” (Aleksandra Rosiak) wyjechałyśmy za granicę. W tamtym momencie naprawdę wiele z nas zdecydowało się na taki ruch, za pomocą którego zdobyłyśmy europejskie doświadczenie. Teraz część z nas wróciła już do Polski bogatsza o te doświadczenia, a kolejna część wyjeżdża i dopiero będzie je zbierać. Myślę, iż to mocno rozwinęło naszą drużynę.

Druga rzecz, to coraz większa nasza samoświadomość. Względem kilku lat wstecz, bardzo poprawiłyśmy się fizycznie, zarówno w bieganiu, jak i na siłowni. Nie ma się co oszukiwać, iż jeżeli grasz w polskiej lidze jeden mecz w tygodniu, to musisz zrobić coś dodatkowo, żeby się rozwijać i dorównać tym, które grają w europejskich pucharach. Myślę, iż każda z nas, choćby ta grająca za granicą w Lidze Mistrzów, zaczęła robić dla siebie coś więcej, a efekty przełożyły się na całą drużynę. Wiemy, iż teraz musimy kontynuować takie podejście i dalej ciężko pracować. Musimy postawić wszystko na jedną kartę, żeby w grudniu pojechać na EURO w jak najlepszej formie.

***

Mistrzostwa Europy Kobiet 2026 odbędą się w dniach od 3 do 20 grudnia 2026 roku w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowacji i Turcji. W turnieju wezmą udział 24 reprezentacje, a Polska po raz pierwszy w historii będzie współgospodarzem imprezy tej rangi. Wszystkie mecze Biało-Czerwonych odbędą się w katowickim Spodku. W ramach fazy grupowej Polki 5 grudnia zmierzą się z Francją, 7 grudnia z Ukrainą, a 9 grudnia z Wyspami Owczymi. Wszystkie spotkania zaplanowano na godz. 18.00. Katowice będą również gospodarzem rundy głównej oraz wielkiego finałowego weekendu. Bilety na wszystkie mecze Women’s EHF EURO 2026 dostępne są w oficjalnym systemie sprzedaży pod adresem: tickets.eurohandball.com.

Idź do oryginalnego materiału