Czy chaos w Lazio ma imię?

1 miesiąc temu
Bojkot kibiców Lazio przez cały czas trwa / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Tifosi_curva_nord_lazio.jpg, fot. Andrew (CC BY-SA 3.0)

W minionych latach Lazio przyzwyczaiło swoich kibiców do stabilnego miejsca w tabeli, tuż za plecami czołówki. Ponadto jego dyspozycja, na przestrzeni czasu, wiązała się także z regularną grą w europejskich pucharach. W zeszłym sezonie ta seria została jednak przerwana. Dzisiaj rzymski klub musi borykać się z wieloma problemami – nie tylko tymi dotyczącymi sfery sportowej, ale także kwestii gabinetowych.

Tego sezonu rzymski klub na pewno nie uzna za udany. Dość niska pozycja w tabeli wypisała już Biancocelestich z walki o puchary. Atmosfera wokół klubu jest coraz bardziej napięta. Końca konfliktu między właścicielem a trenerem nie widać. Kibice w ramach protestu nie pojawiają się na stadionie. A taki stan rzeczy nie wpływa dobrze na wizerunek klubu oraz motywacje piłkarzy do lepszej gry. Choć przyczyn zamieszania możemy szukać w wielu miejscach, według niektórych ma ono jedno imię. A jest nim Claudio Lotito. Czy faktycznie to właściciel klubu odpowiada za chaos w Lazio?

Zakaz transferowy

Początku całego bałaganu możemy szukać w ubiegłorocznym oknie transferowym. Mimo wielkich nadziei kibiców związanych z powrotem Maurizio Sarriego na ławkę trenerską, już w czerwcu stało się jasne, iż ten sezon nie będzie tym przełomowym. Wszystko to związane było z zablokowaniem rynku transferowego dla rzymskiego zespołu. FIGC (Włoska Federacja Piłkarska) wykazała przed rozpoczęciem nowych rozgrywek brak płynności finansowej klubu. Oznaczało to, iż Lazio mogło sprzedawać swoich zawodników, ale miało zakaz sprowadzania nowych, dopóki bilans się nie poprawi.

Trzeba przyznać, iż było to duże utrudnienie dla trenera. Zwłaszcza, iż nie wiedział o tym, gdy wracał do Rzymu. Maurizio Sarri przyznał bowiem na jednej z pierwszych konferencji po powrocie, iż poczuł się oszukany przez Claudio Lotito. Nie był świadomy skali problemów finansowych klubu przy podpisywaniu kontraktu. Mimo tego, iż trener nie mógł w takim wypadku budować zespołu według własnej wizji, pozostał na stanowisku, ponieważ czuł zobowiązanie wobec fanów i samego klubu.

Konflikt właściciel – trener

Po powyżej opisanej sytuacji relację łączącą Lotito z Sarrim określa się jako burzliwą. Czytając bowiem ich wypowiedzi, można bez problemu wywnioskować, iż nie darzą się oni sympatią. Przykładem może być telefoniczna rozmowa właściciela z kibicem, nagrana w styczniu, w której trakcie Lotito uznaje, iż zawodnicy odchodzą z klubu z winy trenera. Oczywiście, Lotito próbował później tłumaczyć swoją wypowiedź tym, iż została nagrana za jego plecami i opublikowana bez jego zgody, co nie zmienia jego krytycznej opinii dotyczącej prowadzenia zespołu przez Sarriego. Sam trener zaś także nie powstrzymuje się od uszczypliwych uwag wobec prezydenta klubu. Na konferencji po marcowym meczu z Atalantą odniósł się do słów Lotito, oskarżającego go o zablokowanie transferu Tijaniego Noslina, uznając, iż to prezes odpowiada za rynek transferowy, a sam nic nie wie o tej sprawie. Włoski przedsiębiorca pytany wprost, czy jest w otwartym konflikcie z Sarrim zaprzecza. Mimo to, zarówno media, jak i kibice wyczuwają napiętą atmosferę między mężczyznami.

Bałagan wewnątrz klubu

Blokada transferowa Lazio wygasła wraz z nadejściem tego roku. W czasie zimowego okienka rzymski klub stał się jednym z najbardziej aktywnych zespołów we Włoszech na rynku. Nie oznaczało to jednak, iż problemy zniknęły. Jednym z nich było zamieszanie związane z niedoszłym transferem Alessio Romagnoliego. Ten najważniejszy dla Lazio obrońca po styczniowym meczu z Lecce symbolicznie pożegnał się już z kibicami klubu. Fabrizio Romano ogłosił zaś w mediach, iż Włoch niedługo stanie się zawodnikiem katarskiego Al-Sadd. Wszystko było dopięte na ostatni guzik – wydawało się, iż odejście Romagnoliego jest już przesądzone. Do czasu, gdy oficjalna strona Biancocelestich opublikowała komunikat, w którym zaznaczyła, iż zawodnik nigdy nie został wystawiony na listę transferową i przez cały czas pozostaje zawodnikiem klubu. Choć Romagnoliego nie odsunięto od składu po tym zamieszaniu, tak jak zrobiono to w przypadku Ademoli Lookmana w Atalancie, kwestia ta stała się kolejnym powodem utarczek między Sarrim a Lotito. Ponadto taka sytuacja nie przedstawiła klubu w profesjonalnym świetle.

Wracając do wzmocnień zespołu w styczniu – ich także nie można określić mianem przemyślanych posunięć. Choć kibice spodziewali się głośnych nazwisk, do klubu trafili zawodnicy dość anonimowi dla włoskiej publiczności. Oczywiście, nie mam tu na myśli młodego Maldiniego, który trafił do Lazio po nieudanej przygodzie w Atalancie, czy też Kennetha Taylora sprowadzonego z Ajaxu, ale takich zawodników jak Petar Ratkov i Adrian Przyborek. Chociaż ten pierwszy dostał już parę szans od trenera, Polak choćby jeszcze nie zadebiutował w barwach Lazio. Po chaosie związanym z zakazem transferowym trudno się dziwić kibicom, uznającym te nazwiska za rozczarowujące.

Bojkot kibiców

Tifosi Biancocelestich nie kryją swojego niezadowolenia z sytuacji, w jakiej znalazł się klub. Swoją niecierpliwość wyrażają poprzez nieobecność na trybunach. W styczniu przed meczem z Genoą wydali oświadczenie, w którym postanowili rozpocząć protest przeciwko polityce klubu. Od tamtej pory nie pojawiali się na meczach domowych. Zamiast na trybunach stawiali się przed stadionem lub na Ponte Milvio (Moście Mulwijskim). Mimo iż Stadio Olimpico może pomieścić ponad 70 tysięcy widzów, w ostatnich czterech meczach domowych sprzedano średnio pięć tysięcy biletów. Bojkot przerwano tylko na spotkanie z AC Milanem, rozgrywane w Rzymie. Ze względu na rangę przeciwnika i ważność meczu, fani zdecydowali się wrócić na trybuny, by wspierać drużynę , co się opłaciło, gdyż Lazio wygrało z mediolańskim zespołem 1-0.

Kibice mają jednak plan, by kontynuować strajk do końca sezonu. Nie zmienili bowiem swojego zdania dotyczącego polityki klubowej Claudio Lotito. Uważają, iż właściciel przekłada zysk i interesy ponad dobrostan sportowy zespołu. Ich wizja na prowadzenie Lazio mija się z tym, jaki pogląd ma na to Lotito. Według tifosich prezes widzi w zespole przede wszystkim dochodowe przedsięwzięcie biznesowe, które generuje przychody dla jego innych zewnętrznych interesów. Ponadto zarzucają mu brak ambicji, w tym tych transferowych – sprzedawane są gwiazdy zespołu, a sprowadzani anonimowi gracze. Ich niechęć jest także spowodowana wypowiedziami samego Lotito. Często krytycznie odnosi się wobec fanów, ale także zawodników czy samego trenera. Sympatycy Biancocelestich chcą jednego – odejścia Lotito i sprzedaży przez niego klubu. Nie widzą jasnej przyszłości swojego ukochanego zespołu w rękach tego człowieka i pragną zmian. Dlatego też przez pewien czas będziemy świadkami pustek na trybunach Stadio Olimpico.

Problemów rzymskiego klubu możemy doszukiwać się więc w osobie właściciela. To on odpowiada za ruchy transferowe klubu, podkręca burzliwą już atmosferę kontrowersyjnymi wypowiedziami i jest odpowiedzialny za niewydolność finansową. Nie wolno jednak zapomnieć, iż w 2004 roku przejął zespół, gdy ten był na skraju bankructwa. W trakcie rządów Lotito Biancocelestich stali się prestiżową marką w świecie calcio. Będąc właścicielem takiego projektu, Włoch nie zrezygnuje ze swojego stanowiska, tak jak oczekują od niego kibice. Ponadto sportowa dyspozycja zespołu nie jest bezpośrednio zależna od jego osoby. Oczywiście transfery nie spełniają wymagań kibiców, ale jakość w tej chwili grających zawodników powinna zapewniać walkę o europejskie puchary (tymczasem po 32 kolejkach Lazio zajmuje dziewiąte miejsce ze stratą 13 punktów do pucharów). Sytuacja zatem nie jest czarno-biała. Pozbycie się Lotito nie zagwarantuje powrotu dawnej świetności Lazio. Jedyną szansą na uratowanie tegorocznej kampanii jest wygranie Coppa Italia. Włożenie tego trofeum do gabloty sprawi, iż kibice nie spiszą tego sezonu na straty, a w przyszłość będą patrzeć trochę bardziej optymistycznie.

Paulina OGŁOSZKA

Idź do oryginalnego materiału