Czeszki górą w starciu przyszłych gospodyń EURO

1 godzina temu

Reprezentacja Polski kobiet pod wodzą selekcjonera Arne Senstada przegrała z Czeszkami (25:27) w drugim meczu towarzyskiego turnieju w Chebie. Zmorą Biało-Czerwonych była nieskuteczność. W niedzielę, na zakończenie zmagań, Biało-Czerwone zmierzą się z drugą reprezentacją Norwegii (o godz. 13.00). Wszystkie mecze dostępne są za pośrednictwem oficjalnej platformy Czeskiej Federacji Piłki manualnej pod adresem hazena.tv.

Czechy – Polska 27:25 (10:9)

Polska: Płaczek, Zima, Wdowiak – Gadzina, Noga, Kobylińska, Górna, Rosiak, Przywara, Więckowska, Balsam, Pankowska, Granicka, Michalak, Zimnicka, Uścinowicz, Jureńczyk.

Czechy: Novotná, M. Malá – Březinová, Pejšová, Poláková, J. Franková, Smetková, Vavrova, Holeckova, Zachová, Jeřábková, Pazderová, Kafka, Kubálková, Jestříbková, Cholevová.

Piątkowe spotkanie reprezentacji Polski kobiet z Czechami było drugim meczem turnieju O Štít města Chebu i kolejnym sprawdzianem wszystkich jego uczestników przed grudniowymi Mistrzostwami Europy Kobiet 2026, które po raz pierwszy w historii odbędą się m.in. w Polsce, ale także w Czechach.

Biało-Czerwone zmierzyły się z Czeszkami po porażce ze Słowenią 28:29, natomiast rywalki przystąpiły do meczu po inauguracyjnej przegranej z Norwegią B 30:38.

Czeszki w ostatnich latach należą do szerokiej światowej czołówki. Podczas Mistrzostw Świata 2023 dotarły do ćwierćfinału, kończąc turniej na ósmym miejscu, natomiast dwa lata później na EURO zajęły 15. pozycję. Nie wystąpiły za to w Mistrzostwach Świata 2025.

Najbardziej utytułowaną zawodniczką czeskiego zespołu jest Markéta Jeřábková. Lewa rozgrywająca ma w dorobku triumf w Lidze Mistrzyń oraz tytuł MVP turnieju Final4, a po przerwie związanej z urlopem macierzyńskim wróciła do reprezentacji. W pierwszym meczu turnieju zdobyła sześć bramek i była jedną z najskuteczniejszych zawodniczek czeskiego zespołu.

Reprezentacja Polski przystąpiła natomiast do piątkowego spotkania w 17-osobowym składzie. W kadrze zabrakło Karoliny Kochaniak, która w meczu ze Słowenią doznała urazu stawu skokowego. Po wspólnej decyzji zawodniczki i sztabu rozgrywająca pozostała poza protokołem. Jej występ w niedzielnym meczu z Norwegią także będzie zależeć od tempa powrotu do zdrowia.

W pierwszej siódemce reprezentacji Polski mecz rozpoczęły natomiast Magda Balsam, Daria Przywara, Dominika Więckowska, Paulina Uścinowicz, Natalia Panowska, Daria Michalak oraz w bramce Adriana Płaczek. W ataku za Dominikę Więckowską pojawiała się Aleksandra Rosiak.

Początek spotkania kompletnie nie ułożył się jednak po myśli Biało-Czerwonych. Czeszki zdobyły trzy pierwsze bramki, dlatego już po kilku minutach o przerwę poprosił trener Arne Senstad. Reakcja Norwega była natychmiastowa. Na parkiecie pojawił się pakiet zmian złożony z Moniki Kobylińskiej, Karoliny Jureńczyk, Patrycji Nogi i Zuzanny Zimnickiej. Dla tej ostatniej był to jednocześnie debiut w seniorskiej reprezentacji Polski.

Biało-Czerwone miały jednak duże problemy ze skutecznością. Czeszki mogły prowadzić jeszcze wyżej, gdyby nie dobrze dysponowana Adriana Płaczek, która kilkukrotnie uratowała swój zespół. Na pierwszą bramkę Polki czekały aż do 11. minuty. Wynik otworzyła Daria Michalak, która skutecznie wykończyła akcję ze skrzydła.

Pierwszy gol nieco odblokował Biało-Czerwone. Kolejne bramki przychodziły już łatwiej, choć inicjatywa wciąż należała do Czeszek, które po kwadransie prowadziły 6:4. Jeszcze w pierwszej połowie swojego debiutanckiego gola zdobyła Zimnicka. Rozgrywająca od początku była aktywna i szukała ataku na bramkę. Ciężar gry brała na siebie Kobylińska.

Senstad przez cały czas szukał jednak optymalnego zestawienia, dlatego konsekwentnie rotował składem. Na parkiecie pojawiły się Joanna Gadzina, Joanna Granicka i Adrianna Górna. Z czasem przynosiło to coraz lepsze efekty. Przy wyniku 7:8 po raz drugi trafiła Zimnicka, a chwilę później, w 22. minucie, do remisu 8:8 doprowadziła Pankowska.

W tym momencie to trener Czeszek poprosił o czas, po którym gospodynie ponownie odskoczyły na dwie bramki (10:8). Biało-Czerwone odpowiedziały jednak jeszcze jednym trafieniem i na przerwę oba zespoły schodziły “na kontakcie” (9:10).

Po zmianie stron trwała wyrównana walka gol za gol. Oba zespoły bardzo mocno pracowały w defensywie, przez co o każdą bramkę trzeba było solidnie powalczyć. Z czasem ponownie na czoło wysforowały się jednak Czeszki, które wykorzystały kilka polskich błędów i w 40. minucie prowadziły 13:10, a kwadrans przed końcem – 15:12. W 48. musicie różnica wzrosła do 18:14.

Ambitne Polki próbowały odrobić straty i odwrócić losy spotkania, ale w piątek piłka często nie chciała znaleźć drogi do czeskiej bramki – zatrzymywały ją zarówno rywalki, jak i słupki oraz poprzeczka. Chwilowo nieco łatwiej zdobywanie bramek przychodziło jedynie Kobylińskiej, Uścinowicz i Nodze, ale na pięć minut przed końcem Czeszki wciąż prowadziły 23:19.

Kiedy gospodynie podwyższyły prowadzenie do 24:19, losy spotkania były już w zasadzie rozstrzygnięte. Czeszki kontrolowały przebieg końcówki i nie pozwoliły sobie odebrać zwycięstwa. Ostatecznie wygrały 27:25. Tytułem MVP meczu w polskim zespole wyróżniona została natomiast Monika Kobylińska.

Ostatnie spotkanie w ramach turnieju w Chebie reprezentacja Polski rozegra w niedzielę 27 września o godz. 13.00 przeciwko Norwegii B. Wszystkie mecze są dostępne na żywo za pośrednictwem oficjalnej platformy Czeskiej Federacji Piłki manualnej pod adresem hazena.tv.

fot. Václav Nováček / Czech Handball

Idź do oryginalnego materiału