W sobotę w Melbourne Iga Świątek pokonała Annę Kalinską 6:1, 1:6, 6:1 w meczu trzeciej rundy Australian Open 2026. Dla wiceliderki światowego rankingu starcie z 33. zawodniczką listy WTA było pierwszym poważnym testem w pierwszym w tym roku turnieju wielkoszlemowym. O dziwo teraz przed Polką zdecydowanie łatwiejsze zadanie. Przynajmniej w teorii.
REKLAMA
Zobacz wideo Koncert Świątek, ale nagle stanęła! Zaskakująca rywalka Igi
Maddison Inglis to dopiero 168. tenisistka rankingu WTA. 28-latka z Australii awansując do czwartej rundy Australian Open już osiągnęła swój życiowy sukces. W przeszłości raz była w trzeciej rundzie wielkoszlemowej (w Australian Open 2022). W żadnym z innych startów w imprezach tej rangi nie wygrała ani jednego meczu (odpadła w pierwszych rundach Roland Garros 2020, US Open 2020 i Wimbledonu 2022). W rankingu najwyżej była 112. A teraz jest dopiero 168.
Nieznana rywalka Świątek to maratonka
Teraz do głównego turnieju Australian Open Inglis musiała się przebijać przez kwalifikacje. A po nich zarówno w pierwszej, jak i w drugiej rundzie rozegrała horrory. Najpierw po trzech godzinach i trzech minutach pokonała swą rodaczkę, Kimberly Birrell (76 WTA) 7:6, 6:7, 6:4. Następnie po aż trzech godzinach i 23 minutach zażartej walki wygrała z Niemką Laurą Siegemund (48 WTA) 6:4, 6:7, 7:6.
Po tych zwycięskich maratonach Inglis miała się zmierzyć w trzeciej rundzie z Naomi Osaką. Ale Japonka będąca w tej chwili 17. tenisistką świata poddała mecz z powodu kontuzji. I tak Inglis bez gry awansowała do pojedynku ze Świątek o ćwierćfinał Australian Open.
Rok temu Świątek spotkało coś podobnego
Historia najbliższej rywalki Świątek trochę przypomina to, co przeżywała poprzednia tak nisko notowana przeciwniczka Polki w walce o wielkoszlemowy ćwierćfinał. Niemal równo rok temu, dokładnie 371 dni temu – 20 stycznia 2025 roku – Świątek mierzyła się w czwartej rundzie Australian Open z Evą Lys. Niemka ukraińskiego pochodzenia była w tamtym turnieju szczęśliwą przegraną z kwalifikacji. Zajmowała wówczas dopiero 128. miejsce w rankingu WTA i przegrała mecz trzeciej, ostatniej, rundy kwalifikacji. Ale do turnieju głównego weszła w ostatniej chwili, jako szczęśliwa przegrana, która skorzystała z kontuzji innej zawodniczki.
Dla Lys ubiegłoroczne Australian Open było jak piękny sen. Możliwość zmierzenia się ze Świątek, mimo końcowego wyniku, to była wyjątkowa sprawa dla nieznanej wówczas tenisistki.
Trybuny świętowały, gdy rywalka urwała Świątek gema
Co do wyniku, to Świątek wygrała mecz 6:0, 6:1 w 59 minut. A po pierwszym secie zanosiło się choćby na jeszcze większą lekcję tenisa daną Niemce przez Polkę. Pierwszą partię Świątek wygrała w zaledwie 24 minuty.
- Koszmarnie to wygląda. 139 km/h prędkości miał pierwszy serwis – nie mógł się nadziwić Dawid Olejniczak już po 13 minutach meczu. Wtedy było 3:0 i 30:15 dla Świątek przy podaniu Lys. Były tenisista, który komentował mecz w Eurosporcie, podkreślał, iż Niemka zupełnie nie ma siły, żeby się przeciwstawić Polce. – Ten return Igi był o 20 km szybszy niż serwis – podkreślał zdumiony Olejniczak po returnie na 5:0 i 30:15. Wówczas po serwisie Lys piłka osiągnęła prędkość zaledwie 125 km/h. – Coś niesamowitego! – wyrzucił z siebie komentator, gdy było 6:0, 3:0 i Polka kolejny raz skarciła Niemkę returnem. Tym razem po serwisie mającym prędkość 134 km/h. - To wartości niegodne meczu w cyklu WTA – powiedział w końcu dosadnie Olejniczak.
Komentująca razem z nim Justyna Kostyra podkreślała ogromną euforia Niemki, gdy przy wyniku 0:6, 0:3 ugrała honorowego gema. - Wygrywa własny serwis Eva Lys, a Rod Laver Arena świętuje – ogłosiła wtedy komentatorka. I absolutnie nie przesadzała. Niemka z euforii zacisnęła pięść, po chwili podniosła ręce, odetchnęła z ulgą i mocno się uśmiechnęła.
Świątek skazana na powtórkę
Zaledwie kilka minut później uśmiechnąć mogła się Świątek. Bo już skończyła mecz i awansowała do ćwierćfinału Australian Open. Po takim występie, o którym w jego trakcie Olejniczak powiedział słusznie, iż "to dla Polki dobry trening przed ćwierćfinałem".
Z całym szacunkiem do Inglis, która przeżywa właśnie najlepsze dni swojej kariery i która zagra u siebie, przed australijską publicznością, pewnego zwycięstwa Świątek w meczu o ćwierćfinał Australian Open należy się spodziewać i tym razem. To absolutnie nie musi być kolejne 6:0, 6:1. Ale od zawodniczki tej klasy co Polka trzeba oczekiwać, iż po prostu pokaże swą niepodważalną wyższość nad rywalką z odległego miejsca w rankingu WTA.
Mecz Iga Świątek – Maddison Inglis w czwartej rundzie Australian Open 2026 odbędzie się w poniedziałek nie przed godziną 9 czasu polskiego. Transmisja w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze. Relacja na Sport.pl.

1 godzina temu











