Co za bieg Elizy Ruckiej-Michałek! Genialna walka na 50 kilometrów

7 godzin temu

Zrobiliśmy już wszelkie podsumowania. Oceniliśmy, jak wypadają nasze cztery medale historycznie, czy powinniśmy być z nich zadowoleni i kto zawiódł, a kto przekroczył oczekiwania. Tymczasem ostatniego dnia rywalizacji, nie tyle z drugiego, co z trzeciego albo i czwartego szeregu wyskoczyła Eliza Rucka-Michałek. I w biegu na 50 kilometrów dała nam niesamowite emocje, przez moment walcząc choćby o podium. Ostatecznie była 8., ale to i tak rezultat znacznie lepszy od oczekiwanego. Tym bardziej, iż mówimy o zawodniczce, która do sportu wróciła niedawno… po czterech latach przerwy!

Spis treści

  1. Eliza Rucka-Michałek 8. zawodniczką igrzysk! Wspaniały bieg Polki
  2. Bieg, który miał być tylko bonusem
  3. Wielka walka, wielki wynik!
  4. Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

Eliza Rucka-Michałek 8. zawodniczką igrzysk! Wspaniały bieg Polki

Tour de Ski. Trzeci etap. Eliza Rucka-Michałek niespodziewanie zajmuje tam 6. miejsce. To dla polskich biegów narciarskich haust świeżego powietrza – na nasze warunki ogromny, niespodziewany sukces. Justyna Kowalczyk-Tekieli pisze wtedy na swoim profilu w social mediach: „BRAWA. Mama dwójki dzieci. Dziewczyna po bardzo burzliwych przejściach sportowych. Jestem pod ogromnym wrażeniem! Gratulacje dla Trenera / Męża Elizki, Mikołaja Michałka! Poukładał wszystko mimo nikłego wsparcia”.

Zachwyty legendy polskich biegów są uzasadnione, jak najbardziej. Rucka-Michałek przecież jeszcze rok wcześniej nie była choćby w kadrze. Ba, adekwatnie to choćby nie biegała.

Bo w 2020 roku, w swoim pierwszym sezonie w kadrze Polski, zemdlała na trasie. Zdarzało jej się to kilkukrotnie, w tym w debiucie w Pucharze Świata. Lekarze pierwotnie dopuszczali ją do startów, ale z czasem wyszło, iż zagrożenie dla zdrowia jest spore. Dopiero po czasie można było dojść do tego, co Polce było. TVP Sport mówiła w listopadzie tego roku: – Przy nagłej zmianie pozycji podczas biegu traciłam przytomność. Musiałam skończyć. Skończyłam i zaczęło się to jeszcze bardziej nasilać. A później zaszłam w ciążę i te problemy zniknęły. Przeszłam wiele badań w tym roku. Wszystko jest na razie OK, jestem dobrej myśli i mam nadzieję, iż tak zostanie.

CZYTAJ TEŻ: MDLAŁA NA TRASIE. TERAZ NAWIĄZAŁA DO SUKCESÓW KOWALCZYK

Winnym był zespół wazowagalny – przez niego dochodziło do spadków ciśnienia krwi. Przez niego skończyła karierę. A potem poznała przyszłego męża, wzięła ślub, urodziła dwójkę dzieci. Po kilku latach stwierdziła: a w sumie to tęsknię za tymi biegami. Wystartowała w kilku regionalnych zawodach, szło całkiem fajnie. No to zgłosiła się do mistrzostw Polski i… wygrała! Dla niej samej to był szok. Nagle okazało się, iż jest jedną z najlepszych biegaczek w kraju, mimo kilku lat przerwy.

Trzeba było spróbować wrócić do kariery. Przecież wciąż miała 24 lata, 25. urodziny świętowała stosunkowo niedawno, w grudniu.

I dziś pokazała, iż opłaciło się wrócić, zdecydowanie.

Bieg, który miał być tylko bonusem

50 kilometrów to dystans debiutujący w rywalizacji kobiet na igrzyskach. Justyna Kowalczyk w Vancouver – i reszta mistrzyń olimpijskich na najdłuższym dystansie – biegała 30 kilometrów. Zawodniczka, która do niedawna nie była w kadrze, ba, nie była choćby czynną biegaczką, teoretycznie mogła liczyć na to, iż na nim… dobiegnie. Po prostu. Nic mniej, nic więcej.

A miejsce? Co tam miejsce! Byle móc pobiec, pokazać się, zaliczyć ten bieg.

Na igrzyskach do tej pory Eliza Rucka-Michałek była 27. w biegu na 10 kilometrów i 29. w biegu łączonym na 15. kilometrów. Startowała też w sztafecie, gdzie Polki zawiodły i wylądowały poza czołową „10”. Generalnie nie były to wyniki przesadnie dobre… ale samo to, iż Eliza była na igrzyskach, było dla niej nagrodą. Ta pięćdziesiątka dzisiaj miała być po prostu dodatkiem do tego wszystkiego. Ot, bonusem – piekielnie męczącym, ale i cudownym, bo pokazać się ostatniego dnia rywalizacji, to zawsze coś fajnego.

A ona, wiadomo, miała dodatkową motywację. Jak mówiła we wspomnianym wywiadzie:

Wracam do rywalizacji z takim kopem i chcę pokazać, na co mnie stać. Jestem matką dwójki dzieci. Mam takie myśli, iż wolałabym nimi się zajmować, niż jeździć na zawody i nie pokazywać w nich nic. Dlatego mam teraz wyższe cele niż wtedy, gdy wcześniej trenowałam. Trochę tracę dorastanie dzieci, nie widzę ich. Nie jest łatwo. Ale start w igrzyskach olimpijskich to spełnienie moich marzeń. Chcę w nich wystartować i osiągnąć satysfakcjonujący wynik. Wtedy poczuję, iż było warto .

I wiesz co, Eliza? Na pewno było warto. A ten wynik na pewno jest satysfakcjonujący.

Wielka walka, wielki wynik!

Długo wydawało się, iż nie będzie w tym biegu wielkich emocji. Na półmetku Eliza była 11., więc biegła znakomicie jak na nasze oczekiwania. Tyle tylko, iż do rywalek z przodu raczej traciła. Ale z czasem okazało się, iż ma mocne ręce, nogi i fantastyczne płuca. Bo od pewnego momentu zaczęła odrabiać. Co punkt pomiaru czasu była bliżej rywalek, a przy okazji zostawiała te, które miała za sobą. I goniła grupki, które były z przodu.

Najpierw dopadła i zostawiła rywalki, które walczyły o 8. miejsce.

A potem? Potem zaczęła gonić.

Na 32 kilometry przed traciła 70 sekund do 7. Jessiki Diggins. Pięć kilometrów dalej – 33 sekundy. I tak się zbliżała, po trochu, niespodziewanie stając się nadzieją medalową dla Polski. Sam fakt, iż w ogóle zaczęliśmy Elizę pod tym kątem rozważać – zwłaszcza na tym dystansie – był sensacją. A iż ona wreszcie tę grupę dopadła – bo dopadła – wydawał się wręcz niewyobrażalny. Momentami widać było, iż narty niosą ją coraz gorzej, iż jest piekielnie zmęczona. Ale goniła, zbliżała się.

𝐖𝐎𝐖 𝐅𝐀𝐍𝐓𝐀𝐒𝐓𝐘𝐂𝐙𝐍𝐘 𝐁𝐈𝐄𝐆 𝐄𝐋𝐈𝐙𝐘
W szalonym tempie Eliza Rucka-Michałek nadrabia stratę do grupy walczącej o brązowy medal!#HomeOfTheOlympics #MilanoCortina2026 pic.twitter.com/duhWRtFwJc

— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) February 22, 2026

Zresztą trudno było tego zmęczenia uniknąć. Bo przecież goniła piątkę rywalek w pojedynkę. Przez kilkanaście kilometrów. I cały czas biegła od nich szybciej. Aż wreszcie faktycznie się przy nich znalazła, przez moment choćby wydawała się odsadzać Diggins i łapać się na rywalizację z pozostałymi czterema. Emocje sięgały więc zenitu… ale niestety, okazało się, iż wysiłek, który Polka włożyła w pogoń za przeciwniczkami był zbyt duży. Te przyspieszyły, zaatakowały, zaczęła się walka o brąz.

I Eliza od tej walki odpadła. Na metę wbiegła ostatecznie za tą grupką. Zajęła 8. miejsce.

Ale to 8. miejsce po fantastycznej pogoni. Wielkich emocjach. I ogromnym wysiłku, który przy okazji pokazał nam, iż Eliza Rucka-Michałek ma w sobie potencjał na wielkie rzeczy. I oby wszystko poszło w tej karierze dobrze. Bo jeżeli tak będzie, to za cztery lata możemy mieć powody do wielkich emocji.

A tak na koniec napiszemy, iż tak wysokiego miejsca polskiej biegaczki – w biegu indywidualnym – nie było od 2014 roku i sukcesów Justyny Kowalczyk.

Wielkie brawa, Eliza!

Fot. Polski Związek Narciarski

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

  • Turyści? Nie, to sportowcy. Doceńmy ich wysiłek [KOMENTARZ]
  • Chcemy sukcesów, nie chcemy inwestować. To jak ma być dobrze?
  • Siemirunnij chorążym reprezentacji Polski!
  • Curling rośnie w siłę. A gdzie są Polacy? „450 złotych miesięcznie
Idź do oryginalnego materiału