Styczeń to miesiąc, w którym najłatwiej uwierzyć, iż wystarczy silna wola, by zmienić styl życia… i najszybciej przekonać się, iż to nieprawda. Noworoczne postanowienia przegrywają nie dlatego, iż jesteśmy leniwi, ale dlatego, iż próbujemy budować regularność w warunkach, które jej nie sprzyjają, oczekując przy tym perfekcji tam, gdzie potrzebna jest elastyczność.
Zimowe bieganie jest dobrym papierkiem lakmusowym. Pokazuje, iż konsekwencja nie rodzi się z entuzjazmu ani idealnych planów, ale z mądrego przygotowania, zgody na niedoskonałość i decyzji, które wspierają ciało wtedy, gdy motywacja zawodzi. Jak więc nie odpaść jeszcze na starcie?
Dlaczego noworoczne postanowienia przegrywają zimą i czego może nas nauczyć bieganie
Noworoczne postanowienia mają swoją własną dynamikę. Rodzą się w momencie symbolicznego „resetu”, gdy kalendarz daje złudzenie czystej kartki, a my chcemy wierzyć, iż zmiana stylu życia jest kwestią decyzji. Problem polega na tym, iż styczeń, w polskich warunkach klimatycznych, jest miesiącem najmniej sprzyjającym konsekwencji. Zmienna aura, krótkie dni i fizjologiczne zmęczenie sprawiają, iż postanowienia o regularnym ruchu trafiają na najbardziej wymagający moment w roku. Nie dlatego upadają, iż są nierealistyczne, ale dlatego, iż zostały zaplanowane w oderwaniu od warunków, w których mają być realizowane.
To szczególnie dobrze widać w przypadku postanowień związanych z aktywnością fizyczną. W teorii brzmią prosto: „będę biegać”, „zacznę się ruszać”, „wrócę do formy”. W praktyce już po kilku tygodniach zderzają się z zimową codziennością. Porankami w półmroku, mokrymi chodnikami, mrozem, który jednego dnia wymaga pełnej mobilizacji, a następnego zaskakuje odwilżą i wilgocią. W takich warunkach motywacja, oparta wyłącznie na entuzjazmie, gwałtownie się wyczerpuje. To nie kryzys charakteru, ale brak systemu, który byłby odporny na zmienność.
– Noworoczne postanowienia często zakładają idealny scenariusz: stały rytm, przewidywalne warunki, energię na zawołanie. Tymczasem zima działa dokładnie odwrotnie. Organizm zwalnia, domaga się ciepła i bezpieczeństwa, a każdy dodatkowy wysiłek musi mieć sens i uzasadnienie. Jesienno-zimowe bieganie obnaża ten konflikt bardzo wyraźnie. Nie da się go realizować „siłą woli” przez długie tygodnie. Można natomiast nauczyć się je projektować w taki sposób, by minimalizować opór, zarówno psychiczny, jak i fizyczny – mówi Katarzyna Lamik, współzałożycielka marki Paterns. – W tym kontekście zimowe bieganie przestaje być sportem, a zaczyna być narzędziem myślenia o zmianie. Uczy, iż konsekwencja nie polega na maksymalnym wysiłku, ale na dostosowaniu ambicji do realiów. Zimą nie biega się szybciej ani dłużej, biega się mądrzej. I co najważniejsze, eliminuje się wszystko to, co sprawia, iż wyjście z domu staje się nadmiernym wyzwaniem – podkreśla.

Jak nie spalić się na starcie?
Jednym z najczęściej pomijanych elementów noworocznych postanowień jest wsparcie dla ciała. Zbyt często traktujemy je jak narzędzie, które „ma dać radę”, zamiast jak partnera, którego trzeba przygotować na trudne warunki. W zimowym bieganiu ten błąd ujawnia się bardzo szybko.
Źle dobrany strój prowadzi do przegrzania, a potem gwałtownego wychłodzenia, co nie tylko obniża komfort, ale realnie zniechęca do kolejnych prób. To właśnie w tym miejscu decyzje pozornie drugorzędne, takie jak materiał pierwszej warstwy, zaczynają decydować o trwałości postanowienia.
– Wełna merino, od lat obecna w świecie outdooru, odpowiada dokładnie na ten problem. Jej naturalne adekwatności termoregulacyjne pozwalają utrzymać stabilną temperaturę ciała przy zmiennym wysiłku, a zdolność odprowadzania wilgoci zapobiega wychłodzeniu choćby wtedy, gdy materiał jest przepocony. Warto więc podkreślić, iż dobór odpowiedniego ubrania do zimowego treningu nie jest kwestią estetyki, tylko bezpieczeństwa i poczucia komfortu. jeżeli ciało nie marznie i nie przegrzewa się, mózg przestaje traktować aktywność jako zagrożenie. A to bezpośrednio przekłada się na gotowość do powtarzania wysiłku dzień po dniu – mówi Lamik.
Drugim filarem, o którym rzadko myślimy w kontekście postanowień noworocznych, jest zarządzanie intensywnością. Zimą ciało potrzebuje więcej czasu w adaptację, a próba realizowania „letnich” planów treningowych często kończy się przeciążeniem lub frustracją. Paradoksalnie to właśnie świadome obniżenie ambicji, krótsze dystanse, wolniejsze tempo i mniej jednostek w tygodniu zwiększają szansę na utrzymanie regularności. Postanowienia upadają nie dlatego, iż są zbyt skromne, ale dlatego, iż zbyt gwałtownie wymagają zbyt wiele.
Trzeci element to przewidywalność. Zimą spontaniczność działa na niekorzyść aktywności fizycznej. Znana trasa, stała pora dnia i brak konieczności podejmowania wielu decyzji przed wyjściem z domu znacząco obniżają próg wejścia w ruch. Im mniej zmiennych, tym mniejszy opór psychiczny. Regularność rodzi się nie z ciągłego motywowania się, ale z poczucia kontroli nad warunkami.
Wreszcie czwarty, często pomijany aspekt, czyli zgoda na niedoskonałość. Zimowe treningi rzadko są spektakularne. Bywają krótsze, wolniejsze, czasem mniej „satysfakcjonujące” w klasycznym sensie. Jednak to właśnie one budują ciągłość. Postanowienia noworoczne nie wymagają perfekcji, wymagają powtarzalności. Ta natomiast rodzi się wtedy, gdy przestajemy traktować każdy trening jak egzamin, a zaczynamy jak element codziennej rutyny.
red

3 godzin temu







