Co wyłoni się z chaosu?

1 miesiąc temu

Czy reprezentacja Polski latem tego roku zaprezentuje się na wielkich piłkarskich arenach? / Źródło: Źródło: Flickr, fot. Steve Evans (CC BY-NC 2.0)

W ostatnich latach jednym z najczęściej używanych słów w kontekście polskiej piłki stały się „baraże”. W głównej mierze za sprawą męskiej kadry, która pod koniec marca trzeci raz z rzędu powalczy w barażach o awans do wielkiego turnieju. Do tej pory Polacy mają w tym formacie stuprocentową skuteczność. Jak w poprzednich przypadkach, przed tegorocznymi barażami o wyjazd na Mistrzostwa Świata w ocenie naszych szans wiemy jednak, że… nic nie wiemy.

Po czerwcowych zawirowaniach związanych z odebraniem Robertowi Lewandowskiemu opaski kapitańskiej posadę selekcjonera stracił Michał Probierz. 53-latek nie potrafił przekuć entuzjazmu związanego z awansem na Euro 2024 i pozytywnych wrażeń z występów przeciwko Holandii oraz Francji w coś bardziej przyszłościowego i trwałego. Z każdym kolejnym występem kadry po Mistrzostwach Europy coraz bardziej stawało się jasne, iż taka formuła nie ma sensu i Probierz nie ma pomysłu na rozwój drużyny. Po przeciętnej postawie w Lidze Narodów i na początku eliminacji czarę goryczy przelało kompromitujące czerwcowe zgrupowanie i stało się jasne, iż reprezentacja potrzebuje nowego opiekuna. Cezary Kulesza nie zaskoczył i postawił na jednego z faworytów opinii publicznej – Jana Urbana. Znany z pozytywnego nastawienia i stawiania na atrakcyjny styl gry trener musiał przystąpić do natychmiastowej budowy ze świadomością, iż ma trzy zgrupowania na przygotowanie zespołu do walki o Mundial.

Plac budowy i chaosu

Do takiego schematu jesteśmy już przyzwyczajeni. Zaczęło się od zwolnienia w 2021 roku, na pięć miesięcy przed startem Euro, Jerzego Brzęczka. Zastąpił go Paulo Sousa, który miał mało czasu w wdrożenie swojej ambitnej wizji gry przed czerwcowym turniejem, a na trzy miesiące przed barażami Mistrzostw Świata przyjął ofertę z Flamengo. Zastąpił go Czesław Michniewicz, awansował na turniej w Katarze i odszedł po aferze premiowej. Wydawało się, iż więcej spokoju w łatwej grupie eliminacyjnej będzie miał Fernando Santos, ale okazał się olbrzymim rozczarowaniem, przepracowując zaledwie kilka miesięcy. Pożar po nim uratował Probierz i tak docieramy do kadencji Urbana. Kadra w ostatnich latach stała się placem budowy, na którym panuje jednak wielki chaos i co chwilę zmienia się architekt. Nie da się stworzyć dobrego i stabilnego zespołu, jeżeli przez pięć lat prowadzi go pięciu różnych trenerów. Szczególnie w specyficznych realiach piłki reprezentacyjnej, w której szkoleniowcy pracują ze swoimi podopiecznymi zaledwie parę razy w roku.

Paradoks polega na tym, iż w tym burzliwym czasie Biało-Czerwoni nie opuścili ani jednego turnieju. Znamienna jest jednak ich postawa na tych imprezach. Dwa razy zajmowali bowiem ostatnie miejsce w grupie na Mistrzostwach Europy, przeplatając to wymęczonym awansem do fazy pucharowej Mundialu. Działo się to pod wodzą trzech różnych selekcjonerów. Co bardziej złośliwi mogliby zacząć kwestionować sens wyjazdu na wielką imprezę, skoro w minionej dekadzie tylko Euro 2016 dostarczyło Polakom więcej pozytywnych niż negatywnych emocji. Nie ma jednak wątpliwości, iż brak awansu na tegoroczne Mistrzostwa Świata byłby olbrzymim rozczarowaniem. Mało który sport tak wymyka się zasadom logiki, jak piłka nożna więc niezależnie od okoliczności przynajmniej do meczu otwarcia można liczyć, iż tym razem kadra stanie na wysokości zadania. W normalnych realiach każdy wyjazd na wielką imprezę to także motor napędowy dla całej dyscypliny i wizytówka odpowiedzialnego za nią związku. Poza tym począwszy od Mistrzostw Europy w 2016 roku, reprezentacja nie opuściła ani jednego z wielkich turniejów, a w jej dziejach taka seria nie zawsze była oczywista.

Tymi wszystkimi okolicznościami zdaje się nie przejmować Jan Urban, który od razu wziął się do pracy. Z bardzo dobrym skutkiem, bo już w jego debiucie Polacy przywieźli z Rotterdamu remis, a trzy dni później przekonująco ograli Finlandię 3:1. W pięciu eliminacyjnych spotkaniach z Urbanem na ławce zdobyli 11 punktów, nie przegrywając ani razu. Wygrali też 1:0 w towarzyskim meczu z Nową Zelandią. I choć zarówno w nim, jak i w wyjazdowej potyczce z Maltą na koniec kwalifikacji nie zaprezentowali się zbyt korzystnie, całościowy obraz maluje się całkiem obiecująco. W grze reprezentacji widoczny był spójny pomysł, skutecznie realizowany przez zawodników, co w poprzednich latach nie było wcale takie oczywiste. Polacy zgodnie z wizją trenera potrafili zaimponować w ofensywie, ale też solidnie prezentowali się w tyłach. Dwukrotnie mocno napsuli też krwi Holendrom. Do optymalnej dyspozycji Biało-Czerwonych wciąż jeszcze sporo brakuje, co dobitnie pokazuje ich ostatni i wspomniany już mecz z Maltą. Jan Urban postawą swoich graczy kupił sobie jednak choć trochę spokoju i wysłał sygnał, iż może okazać się adekwatnym człowiekiem na adekwatnym miejscu w długoterminowej perspektywie.

Plusy i znaki zapytania

Pierwszą okazję, by to potwierdzić, będzie miał w marcowych barażach. W półfinałowej konfrontacji z Albanią przed własną publicznością Polacy na pierwszy rzut oka są faworytami. Nie ulega wątpliwości, iż potencjał piłkarski i indywidualna jakość są po naszej stronie. Pod wodzą Sylvinho Albańczycy są jednak bardzo niewygodnym zespołem, o czym przekonaliśmy się trzy lata temu w eliminacjach Mistrzostw Europy. W Warszawie Polacy wygrali zaledwie 1:0, a wyjazdowa porażka 0:2 pół roku później przesądziła o zwolnieniu Santosa. W przypadku zwycięstwa reprezentacja Polski zmierzy się na wyjeździe z Ukrainą lub Szwecją, czyli z rywalami na dość podobnym poziomie. Obie drużyny dysponują sporą grupą zawodników, z których da się zbudować groźny zespół, ale nie potrafią one wykrzesać w pełni swojego potencjału. Szczególnie dotyczy to Szwedów, którzy mają za sobą fatalne eliminacje (dwa punkty w sześciu meczach). Wydaje się więc, iż szczególnie rezultat finału może zależeć od dyspozycji dnia.

W tym miejscu powody do optymizmu ma sztab szkoleniowy reprezentacji Polski, bo jej trzon przeżywa ostatnio bardzo dobry czas. Świetne recenzje w defensywie Porto zbierają podstawowi obrońcy Jan Bednarek i Jakub Kiwior. Dość regularnie w barwach Barcelony strzela Robert Lewandowski. Na lidera Interu Mediolan wyrósł Piotr Zieliński, a bardzo obiecująco w ostatnich miesiącach spisują się, chociażby Matty Cash, Jakub Kamiński i Nicola Zalewski. Reprezentacja Polski ma więc przekonujące argumenty, by pojechać na Mundial w Ameryce Północnej. Mają je jednak także inne reprezentacje w naszej drabince. Pocieszające jest to, iż w tym pięcioletnim chaosie chyba najbardziej stałą rzeczą stało się to, iż co jak co, ale w barażach Biało-Czerwoni potrafią stanąć na wysokości zadania.

Igor DZIEDZIC

Idź do oryginalnego materiału