Co dalej z trenerem? Jasna deklaracja Stanisława Chomskiego o przyszłości kadry!

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Dramatyczny finał Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym przyniósł gigantyczne emocje, sporo kontrowersji i bolesny niedosyt dla polskich kibiców. Podopieczni Stanisława Chomskiego zakończyli zmagania na trzecim miejscu, przegrywając nie tylko z fenomenalnymi Australijczykami, ale w samej końcówce ulegając również reprezentacji Danii. Tuż po zawodach doświadczony selekcjoner zabrał głos, odnosząc się do kulisów rywalizacji, problemów zdrowotnych w zespole oraz spięcia na torze między Bartoszem Zmarzlikiem a Mikkelem Michelsenem.

Teatr jednego aktora od pierwszego biegu

Złoty medal powędrował w ręce Australii, która mimo braku kontuzjowanego Jacka Holdera od startu do mety kontrolowała przebieg wydarzeń w Warszawie. Trudno mówić o zaskoczeniu, biorąc pod uwagę fakt, iż zawodnicy z Antypodów od lat znakomicie czują się na czasowym owalu w stolicy Polski. Max Fricke i Jason Doyle wygrywali tu przecież rundy cyklu Grand Prix, a Brady Kurtz stawał na podium. Po pierwszej serii gonitw „Kangury” legitymowały się kompletem 12 punktów, zmuszając sztaby pozostałych ekip do wyciągania rezerwowych dział.

Dla biało-czerwonych początek turnieju był drogą przez mękę. Na pierwszą trójkę fani musieli czekać aż do ósmego biegu, w którym triumfował Bartosz Zmarzlik. Reszta drużyny miała olbrzymie kłopoty z dopasowaniem motocykli do nawierzchni. Dopiero wejście do gry Kacpra Woryny w trzeciej serii wyścigów wlało nieco nadziei w serca kibiców, jednak Duńczycy w drugiej fazie turnieju narzucili zabójcze tempo. Zdobyli aż 17 punktów między 10. a 16. biegiem i ostatecznie sprzątnęli nam srebro spod nosa.

Owal przygotowany na medal i spięcie liderów

Mimo rozczarowującego wyniku pod względem medalowym, selekcjoner Polaków docenił pracę wykonaną przy budowie jednodniowego toru na PGE Narodowym. Często krytykowane czasowe nawierzchnie tym razem zapewniły znakomite widowisko.

Bardzo się warunki zmieniają. Widzieliście państwo, iż te pola zewnętrzne też decydowały. Jeden punkt i nie ma, widzieliśmy co się działo. Trzeba było szybciej jechać. To był perfekt, perfekt tor, nie ma co narzekać. Chyba oglądali kibice najlepsze ściganie albo jedno z najlepszych na tym jednodniowym torze, mówię o Grand Prix i teraz o Pucharze Świata. Szkoda, iż może niektórzy są rozczarowani, ale trzeba się cieszyć z tego, co mamy – ocenił nawierzchnię Stanisław Chomski.

Sporo kontrowersji wywołała sytuacja z 18. biegu, kiedy to na nawierzchnię bez wyraźnego kontaktu upadł Mikkel Michelsen. Duńczyk po wstawaniu z toru kierował pretensje pod adresem Bartosza Zmarzlika, sugerując, iż kapitan naszej reprezentacji sfaulował go w walce o pozycję. Sędzia podjął decyzję o wykluczeniu lidera Duńczyków, a polski opiekun bez ogródek skomentował zachowanie rywala.

Sam pan widzi, to emocje. On też czuje ciężar odpowiedzialności, bo już się dopadliśmy i wiedział, jak to się może skończyć. Przecież to się widzi, to się czuje, zresztą czuje się przecież, jak jest coś dotknięte. Oni się nierzadko ocierają i wiedzą, iż to jest. To są emocje, frustracje. Ja się nie dziwię, ale na takim poziomie taka reakcja to raczej no nie wypada – skwitował sytuację doświadczony szkoleniowiec w rozmowie z mediami.

Zatrucie Dudka i przyszłość na trenerskiej giełdzie

Jak się okazuje, polski park maszyn zmagał się nie tylko z problemami sprzętowymi. W trakcie zawodów potężny kryzys zdrowotny dopadł Patryka Dudka, który mimo uciążliwego zatrucia pokarmowego chciał za wszelką cenę walczyć dla drużyny.

On poczuł się bardzo źle w pewnym momencie, jakieś zatrucie pokarmowe. Wymiotował, no ale kiedy tylko gwałtownie go doprowadzili na nogi, powiedział, iż da radę. Pod każdym biegiem podchodziłem, a on mówił: „Dam, dam, jeszcze dam radę”. Zaufałem mu, bo to jest doświadczony zawodnik– wyjawił kulisy decyzji taktycznych selekcjoner.

Porażka na własnym terenie natychmiast wywołała dyskusję dotyczącą przyszłości kadry i samego szkoleniowca. Chomski objął reprezentację w trudnym momencie po niespodziewanej rezygnacji Rafała Dobruckiego. Pytany o to, czy zamierza kontynuować pracę z „Orłami”, nie daje jednoznacznej odpowiedzi, dając do zrozumienia, iż jego misja ratunkowa mogła dobiec końca.

Chęci zawsze są, tylko są okoliczności, iż kiedyś trzeba powiedzieć dość. Zgodziłem się w sytuacji można powiedzieć awaryjnej, bo Rafał Dobrucki zrezygnował. Moim zdaniem młody, doświadczony, obiecujący trener miał powody, a taka sytuacja została opanowana, do której ja wszedłem. To dobra sytuacja, bo jak trafić w ręce… w czwartym, piątym roku – wyjaśnił Chomski, ucinając jednocześnie spekulacje, jakoby miał wskazywać swojego następcę: – To nie moja rola, żeby następcę szukać. To jest rola z wynikiem sportowym dla danego związku.

Przegrana na PGE Narodowym boli, zwłaszcza iż na trybunach zasiadło blisko 40 tysięcy kibiców liczących na złoty medal. Zwycięstwo Australii (38 punktów) przed Danią (30) i Polską (29) pokazuje jednak, jak wyrównana staje się czołówka światowego żużla i jak małe detale decydują o stracie najważniejszych trofeów.

Idź do oryginalnego materiału