Chinchero: Aston leci do Australii… bo musi

3 godzin temu



Najnowsze doniesienia sugerują, iż sytuacja w Astonie Martinie jest tak trudna, iż zespół chciał odpuścić start w Grand Prix Australii. Ale nie może tego zrobić.

Aston Martin, pod wodzą Adriana Neweya, rozpoczął przedsezonowe testy z dwudniowym opóźnieniem, a konstrukcja, którą przywieziono najpierw do Barcelony, a potem do Bahrajnu, odbiega drastycznie od tego, co ekipa chciałaby mieć w swoim garażu.

Silnik Hondy jest około 15 kg cięższy niż jednoski napędowe rywali, a do tego jest bardzo awaryjny, przede wszystkim ze strony układu elektrycznego. Dodatkowo ma odzyskiwać zaledwie 250 kW energii z możliwych 350 kW. W jego zachowaniu nie pomaga agresywny design, stworzony przez Adriana Neweya.

Lance Stroll przyznawał w Bahrajnie, iż ich samochód traci około 4,5 sekundy do rywali, a nastroje w ekipie są fatalne, choćby mimo publicznych deklaracji, iż problemy da się rozwiązać w krótkiej lub średniej perspektywie czasowej.

Przed Astonem teraz bardzo dużo pracy z nadrabianiem zaległości, ale najpierw trzeba uporać się z awaryjnością konstrukcji.

Jak przekazał podczas streama na swoim Twitchu Roberto Chinchero – dziennikarz włoskiego motorsport.com, sytuacja jest tak zła, iż gdyby Aston Martin nie musiał lecieć do Australii, nie zrobiłby tego. Taki obowiązek nakładają na ekipę jednak postanowienia Concorde Agreement.

Aston poleci zatem na tor Albert Park tylko “na zaliczenie” i trudno spodziewać się poprawy osiągów auta. Będzie pozytywne, o ile ekipa w ogóle ukończy wyścig choć jednym bolidem.



Idź do oryginalnego materiału