6 stycznia 2016 roku. Wielka wrzawa słoweńskich kibiców, celebrują zwycięstwo swojego skoczka. Peter Prevc wygrywa Turniej Czterech Skoczni bardzo pewnie. Był faworytem i nie zawiódł. 17. miejsce w klasyfikacji generalnej przypada jego bratu Domenowi. To jego debiutancki sezon w Pucharze Świata, a tuż przed wyjazdem do Austrii i Niemiec pierwszy raz stanął na podium - był drugi w Engelbergu. Turniej był jednak lekcją pokory dla młodego skoczka, który dopiero pierwszy raz zmierzył się ze światem wielkiego sportu.
REKLAMA
6 stycznia 2026 roku. Słoweńcy znów mogą się cieszyć ze zdobycia Złotego Orła. Po dziesięciu latach przerwy Domen Prevc powtarza wyczyn swojego brata. Jest już zupełnie innym skoczkiem. Ma ponad 30 miejsc na podium, kilkanaście zwycięstw, a do tego złoty medal mistrzostw świata w Trondheim z dużej skoczni z zeszłego roku. Gdy już go zdobył, pobił też rekord świata w długości lotu narciarskiego w Planicy na koniec sezonu. Wygrana w 74. TCS jest chyba jeszcze bardziej imponująca od tych osiągnięć. A nawiązanie do przeszłości świetnie eksponuje przemianę, którą przeszedł Prevc.
Zobacz wideo Ogromne zamieszanie wokół dyskwalifikacji Polaka na TCS. O co chodzi z zakazem fluoru?
Prevc wypalił dziennikarzowi w twarz: "Nie bądź taki mądry"
- Wciąż pamiętam jego krótkie i często dość buntownicze odpowiedni do dziennikarzy, gdy pierwszy raz przyjechał na Turniej. W Innsbrucku, wtedy jako 16-latek, wypalił jednemu prosto w twarz: "Nie bądź taki mądry, bo wcale nie wiesz tak wiele" - wspomina Sport.pl dziennikarz słoweńskiego dziennika "Delo" Miha Simnovec. Śledzi Domena Prevca od początku jego kariery, jeszcze zanim dotarł aż do Pucharu Świata.
- Jednak od tego czasu wykonał wyraźny progres. W tym w jego relacji z mediami, choć oczywiście przede wszystkim na skoczni. Stał się o wiele bardziej równym zawodnikiem, co znalazło odzwierciedlenie w jego wynikach - dodaje Słoweniec.
"Dorósł" - mówią o Domenie inni. Ale nie tylko jako zawodnik. Przede wszystkim jako człowiek. To jasne, iż dziesięć lat temu, jako nastolatek, pewnie trochę przygnieciony tym, co się wokół niego dzieje, nie mógł opanować swoich emocji. W rodzinie Prevców to on swoim charakterem wyróżniał się najbardziej. Peter? Bardzo spokojny, wyważony, a przez to pewny siebie. Nika? Czasem w ogóle nieokazująca emocji. A Domen? Młodszy był tak energiczny, ale też uciążliwy, iż Peter podobno na pierwszych zawodach PŚ, na które przyjechał, panicznie szukał kogoś, z kim mógłby być w pokoju, byle tylko nie trafić na Domena. Chciał mieć spokój, a z bratem na pewno by go nie zaznał.
Teraz nie da się w nim zobaczyć tego samego Domena, który wtedy poza skocznią był niemożliwym do zatrzymania wulkanem energii.
Tak trener pracuje z najlepszym skoczkiem na świecie. Nie potrzebuje psychologa
Domen w wieku 26 lat jest dość spokojnym, ale ciekawym i inteligentnym człowiekiem. - Dorósł zarówno jako osoba, jak i sportowiec. W końcu też jest dziesięć lat starszy, niż gdy zaczął wygrywać. A taki początek kariery dla wszystkich byłby szokiem. Wyeliminował wszystko, co mu przeszkadzało. Ma też inne ciało niż w chwili, gdy był 16-latkiem. Jako skoczek musisz odpowiednio dostosowywać swoje odczucia i potrzeby. Myśleć o metabolizmie, odpowiednich posiłkach. A inaczej do tego podchodzisz jako nastolatek, inaczej gdy dorośniesz. Wcześniej możesz jeść niemal wszystko, potem musisz być bardzo ostrożnym, żeby pozostać gotowym do uprawiania skoków - opisywał go w rozmowie ze Sport.pl brat Peter.
Co ciekawe, te spore zmiany u w tej chwili najlepszego skoczka świata wcale nie są efektem szerokiej współpracy z psychologiem. - Nie pracuje z nikim, mentalną pracę wykonuje sam - mówi o Domenie trener słoweńskiej kadry Robert Hrgota. - Niektórzy zawodnicy potrzebują psychologa, inni nie. To indywidualna kwestia. Ale rodzina Prevców ogółem nie używa za dużo takiej pomocy, z tego co wiem - dodaje szkoleniowiec. Nauczył się wiele o sobie, poznał swoje potrzeby - zarówno dla ciała jak i głowy, a potem wszystko przeniósł na skoki.
Jak współpracuje się z nim Hrgocie? - Kiedy ktoś skacze na bardzo wysokim poziomie, raczej nie ma z nim wiele pracy do wykonania. Wystarczy pewnych rzeczy nie przekombinować, nie komplikować ich. Kontynuować to, co wychodzi dobrze. To ze skoczkami, którzy mają problemy, trzeba spędzać więcej czasu. Na nich się skupiam, ale trzeba zachowywać balans. To nie tak, iż zapominam o Domenie, bo sobie poradzi - wskazuje trener Słoweńców. - Gdy walczy o zwycięstwa, staramy się go nieco przytrzymywać, nie pozwalać mu się za bardzo unieść po dobrych wynikach. Ważne, żeby obiema nogami mocno stąpać po ziemi. Czy wychodzi z niego czasem stary Domen? Czasami, ha, ha. Ale nie chcemy, żeby kogoś udawał i ukrywał się z tym, kim naprawdę jest. choćby jeżeli masz wady, one też tworzą cię takiego, jakim cię widzimy. Nie trzeba się za nie karać - uzupełnia "Robi".
- Jak idzie dobrze, zachowujemy spokój i pracujemy tak jak wcześniej. Nie rozmawiamy choćby za wiele. Najwięcej roboty mieliśmy oczywiście latem podczas przygotowań. Więcej dyskusji, wskazywania odpowiedniej drogi. Teraz, gdy psychika działa odpowiednio, a do tego przychodzi świetna technika skakania, nie trzeba wykonywać nerwowych ruchów. Trzeba wszystko kontrolować i prowadzić zawodnika, ale też niczego nie przyspieszać ani nie rozmontowywać, skoro jest dobrze - tłumaczy Hrgota.
Chcieli protestować, mieli wątpliwości, ale nic go nie zatrzymało
Jak wspomniał Peter Prevc, Domen nie zmienił się tylko w kwestii swojej głowy, mentalu. Pracował też nad swoim ciałem. I wypracował warunki znakomite dla skoczka. Jest świetnie zbudowany, a najwięcej mówi się o jego "niezwykle długim tułowiu".
Ta część ciała zwycięzcy Turnieju Czterech Skoczni wzbudzała też tej zimy kontrowersje ze względu na sprzęt. To dzięki niej Prevc może zakładać na skocznię kombinezon, który wygląda na zbyt duży. Tak naprawdę ma być dostosowany do jego ciała wręcz idealnie. - Po prostu ma odpowiednią fizykę, żeby latać daleko jako skoczek. Ma pewno możliwości, które go wyróżniają - mówi Robert Hrgota. Gdy prosimy, żeby dodał coś więcej, wskazuje: "Najlepsi zwykle są tak zbudowani, niezbyt wysocy, ale z odpowiednio długim ciałem w konkretnych miejscach".
Hrgota dodaje jeszcze jedno zdanie: "To detale, a one zawsze tworzą różnicę między dobrymi i najlepszymi".
Słyszeliśmy, iż jeden z trenerów jeszcze przed TCS przed jednym z konkursów chodził po wieży ze zdjęciem kombinezonu Prevca i pytał się innych, co o nim sądzą. Ewidentnie sondował ewentualny protest. Ale prawda jest taka, iż Domen przechodzi kontrole sprzętu, a w ostatnim czasie ma ich wiele. I sprawdza mu się niemal wszystko. Sprawa kombinezonu też nigdy nie przyniosła nic więcej niż ferment w środowisku i opinie, iż niektórym nie podoba się, jak porusza się po skoku. Według rywali, podnosząc ramiona manipuluje ułożeniem materiału stroju. I nie ma co patrzeć na obrazki telewizyjne. Podobno dokładnie wie, kiedy ma to robić.
Skontakowaliśmy się jednak z osobą, która zna budowę ciała Prevca z pracy ze Słoweńcami w przeszłości. I ona twierdzi, iż tu nie trzeba i nie warto szukać kontrowersji. - Byłem choćby obecny tego lata, gdy Słoweńcy mieli robione przez FIS pomiary podstawowe ciała trójwymiarowym skanerem. I widziałem, iż był mierzony naprawdę precyzyjnie. Wszystko wyszło tak jak powinno. A z jego długim tułowiem to prawda. Zresztą Domen nie tylko jest świetnie zbudowany. On potrafi poruszać swoim ciałem jak kosmita, nie widziałem, żeby inny tak umiał. Na tym też oczywiście zyskuje - przekazuje nam nasz rozmówca, prosząc o pozostanie anonimowym.
Przewagi Prevca w sprzęcie szukano już wszędzie. Mówiło się o butach, które ma porozwiązywane, żeby mógł inaczej prowadzić narty i utrzymywać pozycję najazdową. Słyszeliśmy też o asymetrycznych elementach wiązań. Do tego trzeba pamiętać, iż narty szykuje mu Peter Slatnar, współpracujący bardzo ściśle ze słoweńską kadrą. Na niczym go jednak nie przyłapano, nie udowodniono, żeby cokolwiek było nie tak. Jedno jest pewne: dostosował go i dopracował tak, żeby pomagał mu zdobywać nad innymi przewagę. Nie ma na razie żadnych dowodów, by robił to nieprzepisowo.
To nie szaleniec, to fenomen
- Domen Prevc? Jest świetny w powietrzu, zwłaszcza w pierwszej fazie. Ale potrafi wykorzystywać cały czas, jaki tam spędza. Nie przejmujemy się jednak tym i spróbujemy mu zagrozić - przekonywał jeszcze przed austriacką częścią Turnieju Czterech Skoczni trener Austriaków Andreas Widhoelzl. I rzeczywiście, jego skoczkowie nie ułatwili zadania Prevcowi. Jednocześnie nie było żadnych wątpliwości, iż to Słoweniec okaże się lepszy.
Ale zatrzymajmy się przy jego locie. Mówi się, iż Domen to mistrz treningu w tunelu aerodynamicznym. Że potrafi tam spędzać ogrom czasu - standardowa pojedyncza sesja w kombinezonie skoczka trwa do 30 sekund. On miał latać choćby dwie minuty. Nauczył się tam wiele i wykorzystuje to w wyjątkowy sposób.
A pamiętamy, jak Prevc latał ekstremalnie agresywnie, z młodzieńczą, wręcz przesadną energią i fantazją. Wsadzał głowę pomiędzy czuby swoich nart, choćby na skoczniach mamucich. Teraz, choć stara się być spokojniejszy i stabilniejszy, gdy lata, niesamowitych skoków wcale nie ma mniej.
Nie chodzi tylko o rekord świata z zeszłego roku. W końcu w zeszłym roku, gdy upadł w Lillehammer, przytrzymał sobie ręką nartę, z której strzeliło wiązanie i spowodowało jego problemy. A to nie był jedyny taki skok. Peter Prevc opowiedział nam o taki, który oddał latem zeszłego roku i skracał dwoma rękami, by bezpiecznie wylądować. To nie szaleniec, to fenomen światowych skoków.
Rozgryzł "enigmę", a brak Wielkiego Szlema go nie rozbił. Jest wielki na skoczni i "jakiś" poza nią
W Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen Prevc był nie do powstrzymania. Najpierw rozgryzł "enigmę", jak pierwszą z czterech skoczni nazywał w jego przypadku trener Robert Hrgota. Potem utrzymał formę i znów nie dał się nikomu wyprzedzić na drugim przystanku rywalizacji. Nieco zmieniło się w Innsbrucku. Stracił tu szansę na Wielkiego Szlema, w końcu nie wygrał konkursu. Ale w Bischofshofen nie wypadł przez to z odpowiedniego rytmu. I to pozwoliło mu sięgnąć po triumf w klasyfikacji generalnej 74. TCS.
Domen Prevc to jedna z najbardziej wyrazistych postaci obecnego świata skoków. Dobrze, iż mamy takiego zwycięzcę Turnieju Czterech Skoczni.
Jest wielki na skoczni i "jakiś" poza nią. To sprawia, iż mamy do czynienia z gościem, którego nie tylko świetnie ogląda się, gdy rywalizuje z innymi w trakcie zawodów, ale także śledzi, gdy te się zakończą. Gdzie doleci do końca zimy? Nie musi się zatrzymać na Złotym Orle za niemiecko-austriackie tournee. Wygląda, jakby miał "zdomenować" mistrzostwa świata w lotach, być groźny na igrzyskach, a na koniec powalczyć o końcowy triumf w Pucharze Świata i Kryształową Kulę. Na wszystko na pewno go stać.

1 dzień temu
















