Były gwiazdor Wisły Kraków skończył karierę. Od pół roku był bez klubu

3 godzin temu

W pierwszym sezonie po spadku Wisły Kraków z Ekstraklasy został wicekrólem strzelców 1. ligi. Rok później wygrał te rozgrywki z Lechią Gdańsk, choć prawie cały sezon stracił przez uraz kolana. Po awansie w burzliwych okolicznościach opuścił ówczesnego beniaminka i wrócił do ojczyzny. Teraz ogłosił koniec kariery w wieku zaledwie 32 lat.

Gwiazda Wisły Kraków, nieudany pobyt w Gdańsku

Luis Fernandez był bez wątpienia najlepszym zawodnikiem Wisły Kraków w pierwszym sezonie po spadku z Ekstraklasy. Hiszpan, który na Reymonta trafił pół roku przed spadkiem Białej Gwiazdy, sezon 2022/23 z dorobkiem 20 goli zakończył jako wicekról strzelców 1. Ligi. Z 27 punktami na koncie został zaś zwycięzcą klasyfikacji kanadyjskiej tych rozgrywek. Jego wygasający po sezonie kontrakt nie został jednak przedłużony. Fernandez miał zażyczyć sobie podwyżki pensji, która wynosiła 120 tysięcy złotych miesięcznie – najwięcej w 1. Lidze.

Wisła już prowadzi mimo gry w „10”! Luis Fernandez po raz drugi

Transmisja meczu Wisła Kraków – Podbeskidzie trwa w Polsacie Sport News oraz online w Polsat Box Go pic.twitter.com/BSkOJXbiGq

— Polsat Sport (@polsatsport) October 22, 2022

Wychowanek Deportivo La Coruna nie opuścił zaplecza Ekstraklasy. Sensacyjnie przeniósł się do zmagającego z problemami finansowymi spadkowicza – Lechii Gdańsk. Już w debiucie popisał się hat-trickiem, a po tym znakomitym występie w Głogowie dostał opaskę kapitańską. Później jednak w 11 meczach zdobył tylko 4 bramki, w tym jedną przy Reymonta w Pucharze Polski. Był to zresztą jego ostatni gol dla Lechii. W październiku doznał kontuzji kolana i nie grał aż do kwietnia. Minuty na boisku w Katowicach okazały się jego finałowymi w koszulce Lechii.

Ledwie dwa tygodnie po powrocie Biało-Zieloni poinformowali bowiem o konieczności przeprowadzenia u Fernandeza zabiegu czyszczenia kolana z powodu odniesionej infekcji. Podczas jego ponownej pauzy gdańszczanie przypieczętowali szybki powrót do Ekstraklasy. W elicie Fernandez mógł reprezentować inny klub, ale ponoć słabo wypadł na testach w Rakowie. Miesiąc później rozwiązał obowiązującą do czerwca 2026 roku umowę z Lechią z winy klubu. Twierdził, iż od dawna mu nie płacono i mimo dyspozycji nie pozwalano mu trenować z zespołem.

pic.twitter.com/M4ELcF9hp4

— Luis Fernández (@LuisF24Oficial) September 27, 2024

Skończył karierę jako 32-latek

Dopiero dwa miesiące po opuszczeniu Gdańska Fernandez znalazł zainteresowanego. Rozpoczął treningi z trzecioligowym Arenteiro, gdzie ostatecznie dołączył na początku 2025 roku. Spędził tam jednak tylko rundę. Na boisku pograł zaledwie przez 160 minut. Żadnego z 12 występów nie zaliczył w podstawowym składzie. Nie zdobył też bramki, czy asysty. Od tego czasu nie udało mu się znaleźć nowego pracodawcy. Po ponad półrocznym okresie bez klubu Fernandez poinformował na Instagramie o zakończeniu kariery w wieku 32 lat.

– Wszystko zaczęło się od piłki i marzenia, które wydawało się niemożliwe. Były cele, które wykrzykiwałem z całą moją duszą i ciche momenty, które nauczyły mnie bycia silniejszym. To nie zawsze było łatwe, ale zawsze realne . Ten sport dał mi więcej niż mogłem sobie wyobrazić – ludzi, doświadczenia, wartości, momenty, które pozostaną ze mną na zawsze. Nie mówię dziś futbolowi „żegnaj”. Mówię „żegnaj” pewnemu etapowi życia. Bo marzenia nie odchodzą na emeryturę, one ewoluują, a moje są żywsze niż kiedykolwiek.

Wyświetl ten post na Instagramie

Podczas ostatniego okresu bez klubu FIFA, do której Fernandez wraz z Conrado złożył sprawę przeciwko Lechii, rozstrzygnęła wniosek na korzyść zawodników. Decyzją Izby Rozstrzygania Sporów gdańszczanie mieli zapłacić Hiszpanowi ok. 540 tysięcy euro zaległego wynagrodzenia oraz ok. 675 tysięcy euro z tytułu naruszenia umowy w postaci odsunięcia od treningów z drużyną.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Królewski zabrał głos w sprawie transferów Wisły. Zaskakujące słowa
  • Lechia Gdańsk finalizuje transfer. Ściąga młodego skrzydłowego [NEWS]
  • Polski talent na testach w Lechii. Chętnych na niego jest więcej

fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału