Zawsze zastanawiałem się, czy lepiej schodzić ze sceny – jak w tej piosence Perfectu – niepokonanym, będąc na samym szczycie, czy jednak przeciągać moment końca kariery i walczyć o kolejne trofea i rekordy. Widzę jasne i ciemne strony obydwu wariantów. Podziwiam i Adama Małysza, który w swoim ostatnim konkursie Pucharu Świata stał na podium, i Kamila Stocha, który przez ostatnich kilka lat nie stał na podium ani razu, ale wciąż próbował. Gdybym był herosem sportu, to pewnie wybrałbym drogę Stocha, szanując jednocześnie wybór Małysza. Ale dziś nie o skoczkach…
Jeśli ktoś chciałby stworzyć ranking 10 najlepszych piłkarzy w XXI wieku, to z pewnością cała trójka bohaterów tego tekstu by się tam znalazła, a dwóch z nich bez wątpienia na dwóch pierwszych miejscach. Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Robert Lewandowski. Trzech wielkich piłkarzy, trzech superstrzelców i trzech ludzi, którzy ogniskowali wokół siebie uwagę milionów kibiców przez dwie dekady. Dziś cała trójka jest już na peryferiach wielkiej, europejskiej piłki, a jeden właśnie skończył reprezentacyjną karierę. Jak starzeją się i odchodzą futbolowi giganci?
Najlepsi z najlepszych
Zacznę od tego wydumanego rankingu. Zastanawiałem się, jak wyglądałaby dziś topka XXI wieku. Co do dwóch pierwszych dwóch miejsc nie mam żadnych wątpliwości. Messi, Ronaldo. Właśnie w tej kolejności. O innej nie ma mowy. Czy Lewandowskiego umieściłbym na miejscu trzecim? Brakuje mu trochę sukcesów z reprezentacją. To choćby nie do końca jego wina, bo z naszą kadrą to pewnie i Messi nie osiągnąłby wiele więcej. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Fakt jest jednak faktem, iż jeden ćwierćfinał dużego turnieju to bardzo mało. Dla mnie nr 3 to Luka Modrić – w końcu dwukrotny medalista mundiali i zdobywca Złotej Piłki. Lewandowskiemu tę Złotą Piłkę też zaliczam, choć formalnie jej nie dostał. Ale to już akurat w 100% nie jego wina. w okresie 2019/20 zrobił absolutnie wszystko, by ją dostać. I zasłużył na nią dużo bardziej niż Modrić dwa lata wcześniej.
France Football – jeżeli to czytacie – pozostało czas, żeby naprawić swój błąd.
Na czwartym miejscu dałbym Andresa Iniestę. Pęk sukcesów z reprezentacją, masa trofeów z Barceloną, unikalny styl gry, poezja w ruchach. Nie potrzebował liczb, by czarować i nie potrzebuje Złotej Piłki, by mówić o nim w kategoriach postaci wybitnej.
I chyba na miejscu piątym pora na Lewandowskiego. Nieprawdopodobna regularność, wspaniałe rekordy strzeleckie, niemal co sezon mistrzostwo kraju, mnóstwo tytułów króla strzelców, pięć goli w dziewięć minut, pamiętna kareta z Realem Madryt. Umieszczam go w gronie pięciu najlepszych nie z patriotycznych pobudek. Ja choćby nie jestem jego wielkim fanem. Po prostu doceniam.
Skończmy ten przydługi wstęp i przejdźmy do meritum. A meritum to schyłek kariery całej trójki.
Reprezentacyjny late bloomer
Messi zakończył karierę reprezentacyjną w zeszłym tygodniu, rozgrywając swój 208. mecz w barwach Albicelestes. Poświęciłem zresztą jego drodze w biało-błękitnej koszulce osobny tekst.
25 mgnień Messiego w bieli i błękicie. Opowieść o cierpieniu, presji i chwilach triumfu
A była to droga szalenie wyboista. Z jednej strony wszyscy widzieli, iż mamy do czynienia z piłkarzem wybitnym, genialnym, jedynym w swoim rodzaju. Notował kosmiczne liczby, zdobywał trofea z Barceloną, zgarniał Złote Piłki, Złote Buty. I równocześnie wciąż nie potrafił tego spuentować sukcesami w kadrze. Niemoc przerwał dopiero w 2021 roku, mając 34 lata na karku, sięgając po Copa America. Rok później dołożył upragnione mistrzostwo świata, potem wygrał jeszcze jedną Copę, a w tym roku dotarł do swojego trzeciego finału mundialu. W wieku 39 lat!
Messi większość swoich mundialowych goli i asyst zanotował na piątym i szóstym turnieju w życiu. Gdyby nie mundialowy fenomen Kyliana Mbappe, rzutem na taśmę Leo wskoczyłby na prowadzenie wśród najlepszych strzelców w historii MŚ.
Choć wielki był od początku swojej kariery, to przyznanie mu tytułu „late bloomera” w barwach Albicelestes nie byłoby wielką przesadą. I w dużym stopniu jest to zasługa jego imiennika – Scaloniego. To ten selekcjoner potrafił ułożyć reprezentację tak, by Messi czuł się w niej komfortowo i by korzystała ona z jego wielkich umiejętności. Kadra stała się „messicentryczna”, ale to właśnie okazał się klucz do osiągania sukcesów.
Wcześniejsi selekcjonerzy uznawali prawdopodobnie, iż mając takiego giganta, wystarczy po prostu wstawić go do składu i jakoś to będzie. W 2014 roku Alejandro Sabelli prawie się udało. W końcu Scaloni znalazł klucz.
Wszyscy za jednego
Kadra Argentyny w ostatnich latach to swoisty fenomen. Sceny z tegorocznego mundialu oddają to najlepiej. Gdy Messi był ostro faulowany, momentalnie robiło się zbiegowisko. Do swojego kapitana doskakiwali praktycznie wszyscy zawodnicy, otaczając go ochronnym kordonem i wygrażając rywalowi. O Rodrigo de Paulu zwykło się mówić, iż to boiskowy ochroniarz Messiego, ale tak naprawdę po boisku biegało 10 ochroniarzy Messiego. A może celniej byłoby napisać – wyznawców jego kultu.
O tym, jakim moresem cieszy się w kadrze Messi, opowiadał też swego czasu Szymon Marciniak w wywiadzie z Krzysztofem Stanowskim w Kanale Sportowym. Sędzia finału MŚ w Katarze mówił, iż kiedy mecz Argentyny zaczynał się zaostrzać, powiedział on Messiemu, by uspokoił swoich kolegów, bo mogą posypać się kartki. Wystarczył jeden gest Leo, by cała reszta zaczęła chodzić jak w zegarku.
Argentyna Scaloniego na boisku harowała na swojego lidera i za swojego lidera. Messi z biegiem lat nomen omen przestał biegać. Truchtał, spacerował, człapał. Jak zwał, tak zwał. Przyspieszał kilka razy w meczu. Stworzyć drużynę zdolną wygrywać najważniejsze mecze, w której jeden z graczy nie angażuje się w obowiązki defensywne, jest szalenie trudne. Ale przykład Scaloniego pokazał, iż nie niemożliwe.
Dlaczego o tym piszę? Czy to ma być kolejna laurka dla Leo? Poniekąd tak, ale to przede wszystkim największy kontrast. Wszyscy piłkarze Albicelestes zaakceptowali rolę giermków Messiego i dokładali po 10-15% więcej z siebie, chowając swoje ambicje i dumę. Wszystko dlatego, bo wiedzieli, iż im się to opłaci. Że w kluczowym momencie Leo weźmie ciężar na siebie. Że wygra im mecz albo cały turniej.
The reason why England fans are Happy Lionel Messi has exited the stage. It took him 10 minutes to mess them up. https://t.co/Z4gO8QL4s6
— Voice (@TI_Voice) October 8, 2026
Scaloni choćby nie ukrywał, iż konsultuje swoje decyzje personalne i taktyczne z Messim. Brzmi to groteskowo – piłkarz rządzi sobie w kadrze, panoszy się, nie biega, a trener choćby się z tym nie kryje. Ale kogo to obchodzi, skoro na końcu jest sukces? Argentyna Scaloniego doszła do czterech finałów, trzy z nich wygrała. Messi był uprzywilejowany jak nikt inny, ale nie stał się ciężarem, tylko wybawcą. I tu dochodzimy do sedna.
Żółte kartki i żółte światło
Trochę bez echa przeszła w Polsce wypowiedź Sebastiana Staszewskiego, który zdradził, iż debiut Karola Czubaka w reprezentacji był tak okrojony czasowo, bo… zdecydował o tym Robert Lewandowski. Czubak miał wejść na pół godziny, właśnie za „Lewego”. Ostatecznie, według Staszewskiego, kapitan postanowił, iż zagra do końca, a Jan Urban wpuścił napastnika Motoru Lublin na kilka minut za Piotra Zielińskiego, co zresztą stało się kanwą do dyskusji podczas ostatnich powołań na mecze Ligi Narodów.
Szczerze mówiąc, mnie to, co przytoczył autor biografii Lewandowskiego, wywaliło z butów. Lewandowski osiągnął w kadrze status kogoś, kto decyduje sobie o tym, ile gra on sam i ile grają inni?
Zresztą, najświeższa aferka z wykartkowaniem się to kolejny przykład tego, iż kapitanowi wolno dużo więcej. Absolutnie nie wierzę, iż to był przypadek i iż tak doświadczony piłkarz złapał akurat takie dwie żółte kartki. Nie kupuję tego, choćby Lewandowski przysięgał mi na matkę boską chicagowską. Już ze Szwecją w kuriozalny wręcz sposób próbował złapać pierwsze napomnienie, by z Rumunią dopełnić formalności i mieć z głowy całą tę Zenicę. W końcu za oceanem czekało spotkanie z Thomasem Muellerem.
Bilans ostatniego zgrupowania w wykonaniu Lewandowskiego? Jeden mecz katastrofalny, jeden bardzo dobry i parę minut ze Szwecją – do statystyk, a głównie do jednej. Tej z żółtymi kartkami.
Chcecie mi powiedzieć, iż Lewandowski wszedł w poprzednim meczu w 88 minucie po żółtą kartkę i teraz „udało mu się” dostać następną, dzięki czemu może wrócić wcześniej do USA?
No gratulacje, zajebista kadra, zajebisty kapitan.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) October 2, 2026
Lewandowski wybiera sobie więc mecze, dyktuje selekcjonerowi, kiedy i ile zagra. Trwa to już jakiś czas. Pamiętacie, jak nie zagrał z Węgrami, a poszedł na urodziny Rafała Brzoski? Można by rzec, iż przypomina to trochę Messiego, który w kadrze Argentyny stał się kimś więcej niż piłkarzem czy choćby kapitanem.
Tu jednak jest największy rozstrzał. Messi w wieku 39 lat doprowadził Argentynę do finału mundialu, a koledzy z zespołu daliby się za niego pokroić. Lewandowski kopie się w czoło w meczu z Bośnią i Hercegowiną, a koledzy z zespołu darzą go raczej szorstką formą sympatii. To bardziej podziw i uznanie jego piłkarskich osiągnięć. Zresztą, tajemnicą poliszynela jest to, iż kadrowicze w pierwsze tempo popierali decyzję Michała Probierza o odebraniu Lewandowskiemu opaski. Dopiero później, kiedy przyszło sprawdzić, kto ma jaja, okazało się, iż w sumie nikt.
Jednocześnie nie mam złudzeń – Lewandowski to wciąż najlepszy polski napastnik i jeden z najlepszych piłkarzy w tej kadrze. I jeżeli sam chce jeszcze grać dla reprezentacji, to powinien otrzymywać powołania. Nie ma jednak sportowego powodu, dla którego miałby być w tej reprezentacji na specjalnych prawach. jeżeli chce dalej wybierać sobie mecze i kierować kadrą z tylnego siedzenia, to po prostu trzeba ustalić pierwszy, wolny termin meczu pożegnalnego. To i tak prędzej czy później nastąpi i należy się już szykować na epokę post-Lewandowski. Epokę, w której miejsce w pierwszej linii reprezentacji Polski nie będzie zabetonowane na długie lata.
Wydaje mi się, iż zasługi Lewandowskiego dla biało-czerwonych kolorów nie powinny być dziś argumentem w dyskusji. Za zasługi ma się miejsce w historii, ale niekoniecznie powinno to rzutować na obecny status w kadrze. A Lewandowski nie poprowadził nas do żadnego wielkiego tytułu i już nie poprowadzi. Dlatego nikt z kolegów nie jest w niego zapatrzony jak w obrazek. Robienie z niego świętej krowy może tylko popsuć relacje wewnątrz drużyny, bo przecież wszyscy dookoła widzą, iż dziś Robert jest jednym z nich, a nie piłkarzem o dwie półki lepszym, jak ongiś bywało.
Żółte światełko ostrzegawcze dla jego dalszej bytności w reprezentacji właśnie się zapaliło.
Kapryśny 41-latek
O ile Lewandowski szarogęsi się w kadrze we w miarę białych rękawiczkach, o tyle Cristiano Ronaldo to już przykład skrajny. Wszystkim wydawało się, iż 41-latek skończy swoją reprezentacyjną drogę po mundialu w USA. Nic takiego się jednak nie stało. CR7 postanowił grać dalej. Ja tej decyzji hejtować nie zamierzam, bo też nie jest to jeszcze ostatni ogórek, który nie ma żadnych boiskowych zalet. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, iż prolongowanie reprezentacyjnej kariery to jedynie narzędzie do celu, jakim jest dobicie do 1000 goli. Dla Cristiano stało się to obsesją i gotów jest choćby powiedzieć, iż to ważniejsze niż wygranie mistrzostwa świata. A jeżeli choćby nie powie tego sam, to zrobi to za niego Piers Morgan.
Ostatnie zgrupowanie reprezentacji Portugalii przejdzie do historii. Obrażony na Jorge’a Jesusa (i cały świat) Ronaldo spakował się i wyjechał, zapowiadając oświadczenie, w którym ujawni całą prawdę. O jaką to decyzję obraził się CR7? To akurat wiedzą wszyscy, ale jeżeli ktoś akurat przebywał w hibernacji, to przypomnę, iż Jesus posłał Ronaldo na rozgrzewkę podczas meczu z Norwegią, a potem nie wpuścił go na plac gry. Ponoć obiecał wcześniej Crisowi, iż go wpuści, ale słowa nie dotrzymał.
Sfochowany Ronaldo po paru dniach faktycznie wydał oświadczenie, w którym przedstawił właśnie taki przebieg zdarzeń. Nie wyjechał bezpośrednio po meczu. Konflikt próbowano załagodzić, mediował choćby prezes tamtejszej federacji. Nie udało się, bo Jesus nie wygłosił satysfakcjonującego Ronaldo oświadczenia na konferencji prasowej. W jego treści miały paść przeprosiny, mocne postanowienie poprawy, a choćby słowa, iż „piłkarzy pokroju Pele czy Maradony nie wysyła się na rozgrzewkę, by ich nie wpuścić”. Serio – to był jeden z warunków pojednania i Ronaldo o tym napisał.
Piłkarz ma prawo być cymbałem, ale iż nikt z jego otoczenia nie doradził mu usunięcia takiego fragmentu z własnego oświadczenia? To już lekko szokujące, a jednocześnie pokazujące, iż wielkie gwiazdy otaczają się raczej chórem potakiwaczy, a nie prawdziwymi doradcami. Nikt przy zdrowych zmysłach nie miał prawa uznać, iż dobre dla wizerunku Ronaldo będzie publikowanie tego kuriozalnego oświadczenia, stawiającego go w roli totalnie rozkapryszonej gwiazdy z ego wywalonym poza skalę.
Media donoszą, iż w kadrze wszyscy mają już Ronaldo dość. Piłkarze za nim – delikatnie mówiąc – nie przepadają. Ponoć nikt z zawodników nie polubił choćby oświadczenia CR7. Może to infantylny argument, choć w dzisiejszych czasach lajkami, followami itp. mierzy się coraz więcej zjawisk.
Widać w każdym razie gołym okiem, iż Ronaldo stał się dla reprezentacji problemem. Nie dawał tej kadrze sportowo już praktycznie nic i to od wielu lat. Jego występy na wielkich turniejach były wręcz komediowe. W USA krzyczał „Wróciłem” (oczywiście nie po polsku) po dublecie z Uzbekistanem. Potem z Chorwacją strzelił gola z karnego i… był to jego jedyny gol w fazie pucharowej mundiali w całej karierze. Fatalnie spisywał się też na poprzednim mundialu. Euro 2024 skończył z jedną asystą.
Jednocześnie Ronaldo – tak jak i Lewandowski – zapracował sobie w kraju na status kogoś więcej niż wielkiego piłkarza. To żywa legenda. Kolejni selekcjonerzy liczą się z jego zdaniem, chodzą na zgniłe kompromisy, byle tylko nie urazić pięciokrotnego zdobywcy Złotej Piłki. choćby fakt, iż Jesus negocjował jakieś przeprosiny pokazuje to dobitnie. To, iż finalnie ich nie wygłosił trochę go ratuje, tak jak to, iż potrafił podjąć boiskową decyzję w oparciu o własny ogląd sytuacji, a nie w oparciu o status CR7.
Cristiano oczywiście osiągnął w futbolu i ze swoją reprezentacją więcej niż trzy lata młodszy Lewandowski. Ale jednocześnie Portugalczycy – w przeciwieństwie do Polaków – mają klasowych napastników i nie muszą się oglądać na humory emeryta. O ile uważam, iż miejsce Lewandowskiego wciąż jest (a przynajmniej może być) w pierwszej jedenastce drużyny narodowej, o tyle w przypadku CR7 nie mam wątpliwości, iż są od niego lepsi. Portugalia dla własnego dobra powinna zorganizować Ronaldo godne pożegnanie, docenić jego osiągnięcia i mieć go z głowy. Ostatnie zgrupowanie zresztą to udowodniło. Kadra Jesusa bez napastnika Al-Nassr grała dużo lepiej i koniec końców wygrała wszystkie cztery spotkania. Bóg raczy wiedzieć, co byłaby w stanie wywalczyć na trzech ostatnich turniejach, gdyby rywalizacja o skład opierała się wyłącznie na argumentach sportowych.
Poeci umierają
Na naszych oczach kończy się pewna epoka w sporcie. Wielcy mistrzowie odchodzą na drugą stronę rzeki.
W XXI wieku nikt w męskim tenisie nie mógł się równać z tercetem gigantów, którzy taśmowo wygrywali najważniejsze turnieje. Kariery Rogerowi Federerowi i Rafaelowi Nadalowi skończyły kontuzje. Ostatni z „Wielkiej Trójki”, Novak Djoković, wciąż gra i wciąż potrafi wygrywać. Wszyscy trzej czarowali swoimi umiejętnościami przez dekady. Ten czas nie dobiegł jeszcze definitywnego końca wyłącznie dzięki „Nole”.
% Career titles that are big titles
Novak Djokovic: 70.6% (72/102)
Rafael przez cały czas : 64.1% ( 59/92)
Jannik Sinner : 56.7% ( 17/30)
Carlos Alcaraz : 55.6% (15/27)
Roger Federer : 52.4% ( 54/103) https://t.co/XvD8SjUCYk
— Nick Ally (@nick_ally1986) October 7, 2026
Messi, Ronaldo i Lewandowski to ich odpowiednicy w futbolu – piłkarscy giganci długowieczności. Ich klasę mierzy się nie tylko liczbą zdobytych bramek i pucharów, ale też liczbą lat na szczycie. Karierę w narodowych barwach skończył tylko jeden z nich i to paradoksalnie ten, który wciąż sportowo dawał tym barwom najwięcej. Messi stał się i Małyszem, i Stochem jednocześnie. Odszedł będąc na szczycie, ale też przeciągając karierę do niemal czterdziestki.
Czy Lewandowski i Ronaldo stali się bardziej problemem niż skarbem w swoich ojczyznach? W przypadku Ronaldo odpowiedź twierdząca wydaje się dość oczywista. Lewandowski rozsądniej zarządza swoim wizerunkiem i nie ma żadnych godnych następców, co powoduje, iż wciąż warto brać go pod uwagę. Pytanie tylko, na jakich zasadach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ

8 godzin temu










![Polonia gra na wyjeździe z Górnikiem [RELACJA LIVE]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/09/mecz-Polonia-Swidnica_-_GKS-Mirkow-2026.09.06-8.jpg)


