Była 78. minuta. Oto co zrobił Zieliński w meczu Interu

2 godzin temu
Inter Mediolan długo męczył się z lawirującym nad strefą spadkową Lecce. Decydujący cios padł dopiero w 78. minucie. Wówczas impuls do ataku kolegom dał Piotr Zieliński, który posłał niezwykle precyzyjne podanie w pole karne. Po nim doszło do trzech dotknięć piłki. Po ostatnim z nich futbolówka zatrzepotała w siatce.
Inter Mediolan chce odzyskać Scudetto, które w poprzednim sezonie utracił na rzecz SSC Napoli. I jest na dobrej drodze, by tego dokonać. Przed środowym meczem zajmował pozycję lidera Serie A z przewagą trzech punktów nad AC Milanem. Tego dnia miał znakomitą okazję, by dopisać kolejne trzy "oczka" do konta. Rywalizował z Lecce, znajdującym się tuż nad strefą spadkową.

REKLAMA







Zobacz wideo Papszun skreślił Tobiasza? Żelazny: Całe życie pojawiały się zastrzeżenia



Spore kontrowersje w pierwszej połowie. "Miękki faul"
Kibice oczekiwali wielu goli w tym starciu. Szczególnie polscy fani liczyli, iż być może jednego z nich zdobędzie Piotr Zieliński. Pomocnik pojawił się bowiem na murawie od pierwszych minut, co regułą nie jest, choć w ostatnich tygodniach dostaje od trenera coraz więcej szans.


Wydawało się, iż oczekiwania kibiców znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości. Polak mógł stanąć bowiem przed okazją na bramkę już w 28. minucie. Wówczas sędzia podyktował rzut karny po faulu na Ange-Yoanie Bonny'm. "11" była jednak dość kontrowersyjna, a powtórki z kamer nie przesądzały o sprawie. Po analizie VAR rzut karny został anulowany - arbiter uznał, iż przewinienia nie było.
Mimo wszystko to Inter był w kolejnych minutach konkretniejszy, choć brakowało skuteczności. Oddał dwa celne strzały, dobrze pracując też w defensywie. Dowód? Lecce nie miało ani jednego strzału w światło bramki. Okazje dla Interu mieli m.in. Zieliński, Ange-Yoan Bonny czy Henrikh Mkhitaryan, ale gole nie padły. Piłkarze schodzili do szatni przy wyniku 0:0.
Zobacz też: Rybus ponownie zagra w Polsce. "Jest dla nas bardzo istotną postacią".



Tak Zieliński dał sygnał do ataku. Co za zagranie!
Komentatorzy Eleven Sports liczyli, iż w drugiej odsłonie Inter przyspieszy i skorzysta z tego, iż rywal będzie bardziej zmęczony. Czy tak się stało? Faktycznie, od początku to mediolańczycy, a więc gospodarze, byli aktywniejsi. Już w 51. minucie kapitalną szansę miał Nicolo Barella, ale jego uderzenie główką, tuż pod poprzeczkę, obronił bramkarz.
I już po nieco ponad godzinie gry ta stracona szansa mogła się na Interze sensacyjnie zemścić. Antonino Gallo oszukał obronę gospodarzy, zaliczył kapitalny drybling i uderzył na bramkę, ale tam stał czujny Yann Sommer. Szwajcar zaliczył widowiskową interwencję.
W 78. minucie Inter w końcu dopiął swego. I duży udział w tym miał Zieliński. Posłał kapitalne dośrodkowanie w pole karne. Przyjął je Francesco Pio Esposito i podał do Lautaro Martineza, a ten oddał mocny strzał. Bramkarz odbił jednak piłkę. Dopadł do niej Esposito i wyprowadził własną drużynę na prowadzenie. Ostatecznie więcej goli nie padło.
Inter Mediolan - Lecce 1:0



Strzelcy: Francesco Pio Esposito (78')
Dzięki temu zwycięstwu Inter umocnił się na pozycji lidera Serie A. Ma 46 punktów po 20 spotkaniach, a więc o sześć więcej od AC Milanu. Druga z włoskich drużyn ma jednak o jeden mecz rozegrany mniej. Lecce może czuć się mocno zawiedzione. Pozostało na 17. lokacie z dorobkiem 17 "oczek". Ma tylko trzy punkty zapasu nad strefą spadkową.
Idź do oryginalnego materiału