Borek uderza w Legię: „Brkić to nie jest moja bajka”. Chce powrotu gwiazdy z Francji

2 godzin temu
Wygenerowano przez AI

Legia Warszawa stoi przed poważnym wyzwaniem kadrowym. Kacper Tobiasz niemal na pewno opuści klub po wygaśnięciu kontraktu w czerwcu, a nazwisko kandydata do jego zastąpienia wywołało burzę. Mateusz Borek nie gryzł się w język.

Odejście Tobiasza to dziś już adekwatnie formalność. Dyrektor sportowy Michał Żewłakow przyznał publicznie, iż rozmowy w sprawie przedłużenia umowy zakończyły się fiaskiem – golkiper odrzucił ofertę nowego kontraktu i wyraźnie myśli o zmianie otoczenia. Trudno się dziwić, iż sprawa przyspieszyła – przez ostatnie miesiące sezonu 23-latek oglądał mecze z ławki, zastąpiony przez Otto Hindricha.

Legia już rozgląda się za następcą. Według medialnych doniesień na liście życzeń klubu znalazł się Ivan Brkić, doświadczony golkiper od dwóch lat grający w Motorze Lublin. To właśnie ta kandydatura rozgrzała dyskusję na Kanale Sportowym. Mateusz Borek nie ukrywał rozczarowania.

Brkić. Bramkarz dobry. Ale jak idziemy w Legii w stronę Ivan Brkić i Zoran Arsenić, 30 lat, to idźmy w 40 lat. To nie jest moja bajka – powiedział komentator.

Borek nie atakuje Brkicia jako piłkarza. Jego pretensje są głębsze – uważa, iż taki ruch świadczy o braku ambicji i myśleniu wyłącznie o łataniu dziury, a nie o budowaniu czegoś trwałego. Wprost sugeruje, iż klub sięga po tanią opcję, bo zwyczajnie nie ma pieniędzy na nic lepszego.

Dziennikarz ma za to własny pomysł na obsadzenie bramki. Chciałby, żeby Legia podjęła starania o powrót Radosława Majeckiego – wychowanka, który w 2020 roku trafił do AS Monaco za siedem milionów euro i do tej pory nie zdołał w pełni wykazać swojego potencjału.

Legia musi nabrać tożsamości. Zawsze miała kozaka między słupkami – podkreślił Borek, wymieniając przy okazji wielkie nazwiska z przeszłości: Fabiańskiego, Boruca, Szamotulskiego czy Kowalewskiego.

Historia Majeckiego we Francji to opowieść o wielkich oczekiwaniach i ciągłych przeszkodach. Po transferze do Monako przez dwa lata praktycznie nie grał. Przełomem okazało się wypożyczenie do belgijskiego Cercle Brugge, gdzie w końcu dostał regularne minuty i zaliczył solidny sezon. Powrót do Monaco znów oznaczał jednak walkę o miejsce – klub sprowadził utytułowanego Lukasa Hradecky’ego, co zepchnęło Polaka na koniec kolejki do bramki.

Latem 2025 roku Majecki wyruszył na kolejne wypożyczenie, tym razem do Stade Brest. Klub z Bretanii potrzebował golkipera po sprzedaży poprzedniej jedynki, więc Polak dostał szansę od pierwszej kolejki. Sezon nie ułożył się jednak po jego myśli – po kilku potknięciach stracił miejsce w składzie i pojawiły się spekulacje o przedwczesnym zakończeniu wypożyczenia.

Kontrakt Majeckiego z Monaco obowiązuje do 2028 roku, więc karta jego przyszłości pozostaje niezapisana. Powrót na Łazienkowską dałby mu to, czego najbardziej potrzebuje – regularną grę i poczucie pewności siebie. Legia z kolei zyskałaby bramkarza z prawdziwą europejską historią i wciąż dużym potencjałem. Pytanie, czy klub może sobie na to finansowo pozwolić po kolejnym trudnym sezonie bez europejskich pucharów.

Idź do oryginalnego materiału