Bój polskich działaczy we Włoszech. Wkręcone w to choćby Seszele i Namibia

2 godzin temu
W Mediolanie Radosław Piesiewicz i jego PKOl toczą zadzierżysty pojedynek z Jakubem Rutnickim, ministrem sportu. Chodzi o wpływy, o pozycję, o sprawczość, o odbiór, a nie o pączki, kremówki, oscypki i cebularz, choć i o tym będzie.
Było tak. Radosław Piesiewicz z prezydentem Karolem Nawrockim w światłach reflektorów stanęli już na starcie, podczas ceremonii otwarcia. Choć tu akurat zgrzyt, bo prezydent nie został należycie zauważony przez kamery TVP i poczuł się sytuacją urażony. Co innego minister Rutnicki. Tu była i wizyta w wiosce u olimpijczyków, i spotkanie z szefową MKOl Kirsty Coventry, i dyskusje o igrzyskach nad Wisłą... No i była też szpileczka w kierunku prezydenta, który włoskie uliczki przemierza w ubraniach marki "Nowrocky".

REKLAMA







Zobacz wideo Pola Bełtowska ujawnia, co wypisywali do niej ludzie...



Znak Polski walczącej na łyżwiarstwie figurowym
Było to tak mocne, iż informacja o tym, iż PKOl wreszcie, po miesiącach odpuścił blokowanie zgłoszenia się Polski do wyścigu o przyszłe igrzyska (tylko dlatego, bo to Rutnicki o to prosił) i wysłał list intencyjny do MKOl, przeszła zupełnie bez echa.
Potem przyszły wizyty w arenach sportowych: Nawrocki z Piesiewiczem zaszczycili łyżwiarzy figurowych, a na trybunach powiewała Polska Walcząca – znak polskiego oporu w II wojnie światowej. To wywołało lekką konsternację, wszak, jeżeli ktoś zna specyfikę łyżwiarstwa figurowego, to wie, iż to dyscyplina raczej pokojowa, a nie bojowa i sektorówki z Małym Powstańcem raczej tu nikt nie wywiesi. Rutnicki przycupnął z daleka od nich, ale widać go było wyraźnie, bo choć to nienarzucający się mężczyzna, to jednak duży i trochę show skradł.
Zaraz potem była kontra: otwarcie polskiego stanowiska na targach turystycznych BIT w Mediolanie. To impreza rządowa, zaproszenia, namowy, koniecznie przyjdźcie. Oscypki były, kapela im. Klimka Bachledy z Zakopanego.
Odpowiedź PKOl była natychmiastowa. Komitet zaparkował swój Dom Polski na kółkach – ciężarówkę, która rozkłada się jak Transformers - w centrum Mediolanu, przy via del Burchiello. Zaprasza sportowców, wysyła zaproszenia dziennikarzom, dopytuje, czy przyjadą, na dole pierogi i barszczyk czerwony. Rutnicki daleko od Casa Polonia i wszyscy od strony rządowej też daleko. Jedno powiem, kiedyś bywało inaczej, choć Domów Polskich nie było.



Dalej było tak: Rutnicki występował w TVP i w Polsacie, ale w Domu Polskim króluje TV Republika, robią wywiady codziennie i na okrągło, jak w Paryżu Polsat. Ale Polsat - wiadomo - już niedobry, bo wiceprezes PKOl i sportowy dyrektor stacji Marian Kmita ma Piesiewicza dosyć - jako szefa PKOl właśnie.
Na targach turystycznych pięknie prezentują się Dolny Śląsk i Małopolska, w Domu Polskim województwo lubelskie, gdzie marszałkiem jest jeden z największych sponsorów PKOl, Janusz Stawiarski z PiS, płacący PKOl-owi miliony, no bo przecież jest kibicem sportu, ale i wiernym poplecznikiem Piesiewicza, który swoje stanowisko zawdzięcza obietnicom o pieniądzach ze spółek skarbu państwa. I te pieniądze faktycznie popłynęły wartką rzeką dzięki przyjaźni Piesiewicza z wicepremierem PiS Jackiem Sasinem.
Tłusty Czwartek z ministrem
Rząd odpowiada. Tłusty czwartek, pączki z Ireneuszem Rasiem, sekretarzem stanu w ministerstwie sportu i turystyki, ad hoc zorganizowane spotkanie w konsulacie na Santa Rosa. Przyjeżdża kapela im. Klima Gąsienicy z Zakopanego, jest choćby konsul Seszeli i Namibii. Zaproszenie dla dziennikarzy, przyjeżdżają chętnie, słyszą, iż jest wieloletnia inicjatywa turystyczna, bo Włochy i Polska mają wielką postać wspólną, oczywiście Jana Pawła II, który połączy oba kraje (dodajmy Seszele i Namibię również). I w ten sposób doszło do symbolicznego połączenia pączków z kremówkami.
Kontra? Jak najbardziej. Trzy godziny później, w Casa Polonia. Pojawił się Damian Żurek, czwarty na 1000 metrów dzień wcześniej, nie wiadomo, który na 500 metrów w sobotę, być może będzie medal, może złoty. Tłum ludzi, odciągniętych przez Żurka od barszczyku.



I tak to się wśród polskich działaczy kręci. Nie od początku igrzysk, ale od miesięcy. Zgiełk ucichł tylko na chwilę, ale nie ze względu na olimpijskie zmagania, ale dlatego, iż chwilowo nie ma czasu w zabawę w podchody.
Idź do oryginalnego materiału