Nie ma w Polsce drugiego takiego klubu, jak BKS Pahonia Warszawa. Tworzą go Białorusini, którzy uciekli przed reżimem Alaksandra Łukaszenki. W składzie są byli więźniowie polityczni i ludzie uznani przez swoją ojczyznę za terrorystów lub ekstremistów. W Polsce mają zapewnioną ochronę czy też status uchodźcy. Na Białoruś nie mają drogi powrotu.
REKLAMA
Zobacz wideo Urban nie wytrzymał! "Czy ja się nie przesłyszałem?!"
Grając w piłkę, chcą przypominać o problemach swojego kraju i walczyć o los innych opozycjonistów zamkniętych w więzieniach, a przy okazji meczów zbierać pieniądze dla ich rodzin. Boisko i trybuny stały się dla Białorusinów miejscem spotkań. Wspólnie chcą uwierać białoruskiego wodza: grają w biało-czerwono-białych barwach, które niegdyś były narodowymi barwami Białorusi, ale zostały przez Łukaszenkę zastąpione kolorem czerwonym i zielonym, i dziś są symbolem oporu, a w herbie mają uzbrojonego jeźdźca na koniu, który w latach 1991-1995 był także herbem Białorusi.
Pahonia Warszawa. Klub, który walczy z białoruskim reżimem
Pahonia powstała w 2022 roku. Od blisko dwóch lat stara się dołączyć do polskich rozgrywek i wystartować w mazowieckiej B-klasie. Jej założyciele pisali w tej sprawie listy do prezesa Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej Sławomira Pietrzyka i do samego prezesa PZPN Cezarego Kuleszy.
"W tej chwili w Warszawie mieszka kilkadziesiąt tysięcy Białorusinów. Udział naszej drużyny w zawodach sportowych miałby swój skutek kulturowy i terapeutyczny. Przede wszystkim pomogłoby to wielu osobom, które wciąż odczuwają ból utraty ojczyzny, poczuć więź i akceptację w nowym kraju. Po drugie, przyczyniłoby się to do komunikacji kulturowej i adaptacji poprzez uczestnictwo w meczach, przynależność do drużyny oraz komunikację z polskimi sportowcami i kibicami piłki nożnej. Po trzecie, Pahonia przyciągnęłaby na mecze B-klasy setki widzów i wzbudziłaby falę zainteresowania szczerymi zawodami amatorskimi" - czytamy w jednym z listów.
W federacji wstawiała się za nimi choćby Swietłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji, kandydatka w wyborach prezydenckich w 2020 r.
"Klub Pahonia oraz jego działalność nie tylko odzwierciedlają nasze zaangażowanie w rozwój sportu, ale również stanowią istotny element integracji i adaptacji białoruskich uchodźców w Polsce. Założyciele klubu są znani przede wszystkim jako odpowiedzialne i świadome osoby, patrioci swojego kraju oraz zwolennicy demokracji. Wśród nich - znani dziennikarze, aktywiści, pastorzy chrześcijańskiej cerkwi oraz informatycy, którzy teraz zamieszkują w Warszawie. W składzie rady nadzorczej klubu znajdują się osoby posiadające doświadczenie w profesjonalnym futbolu. Piłka nożna stanowi jedną z płaszczyzn, która mogłaby pomóc Białorusinom w procesie adaptacji oraz integracji kulturalnej w nowym środowisku. Tym samym, przynosząc korzyści dla kraju, który ich przyjął oraz odkrywając nowe talenty dla polskiego sportu" - czytamy w liście, który do MZPN wysłał Dzianis Kuczyński, Doradca ds. Dyplomatycznych Swiatłany Cichanouskiej.
Ale długo nie przynosiło to żadnych rezultatów. Był bowiem problem prawny - zgodnie z przepisami na boisku może przebywać tylko jeden zawodnik spoza Unii Europejskiej. Wyjątkiem są Ukraińcy, których za zgodą UEFA, od 2022 r. ten limit nie dotyczy.
Białorusini opowiadali więc władzom polskiej piłki o swojej sytuacji - przedstawiali, dlaczego znaleźli się w Polsce i jaką misję ma ich klub - licząc, iż również dla nich uda się znaleźć specjalną furtkę, pozwalającą dołączyć do rozgrywek. Co więcej - sami ją wskazywali, przypominając, iż w Krakowie istnieje internacjonalna drużyna Dragoons FC, która rozgrywa już szósty sezon z kolei i zdążyła choćby wywalczyć awans do A-klasy.
Rok temu ich sprawa w końcu trafiła na obrady zarządu PZPN. Tam zapadła decyzja, iż to Mazowiecki Związek Piłki Nożnej ma samodzielnie podjąć decyzję. Większość zarządu była przeciwna dopuszczeniu Pahonii do gry w B-klasie. Jak słyszymy, przez część członków przemawiała obawa, iż uchylnie limitu dla Białorusinów sprawi, iż swoje drużyny zechcą zgłosić przedstawiciele innych mniejszości narodowych.
Pahonia występowała więc w meczach Pucharu Polski, w którym nie ma limitu obcokrajowców. Jeden z jej meczów w tych rozgrywkach transmitował kanał NEXTA, czyli największe niezależne medium na Białorusi. Śledziło ją 3 tys. – to więcej niż standardowa oglądalność białoruskiej ekstraklasy. Pahonia regularnie rozgrywała też mecze sparingowe z zespołami z B-klasy, których liczba była w ostatnim sezonie nieparzysta. - Zgłaszaliśmy się do zespołu, który akurat pauzował i proponowaliśmy sparing. Większość chciała grać. Dziwili się, iż nie dopuścili nas do gry w lidze – mówi Anton Lahvinets, jeden z założycieli klubu.
Zgoda jest. Ale jest też problem. "Musielibyśmy podać wszystkie nasze dane na tacy"
Przełom nastąpił 12 sierpnia 2025 r. Latem odbyły się wybory w wojewódzkich związkach, zmienił się zarząd również w MZPN, prezes Sławomir Pietrzak pozostał na stanowisku i raz jeszcze poddał pod głosowanie prośbę Białorusinów. Tym razem większość była "za". Problem pojawił się później - gdy zawodnicy próbowali zarejestrować się w systemie PZPN. Przy wysyłaniu wniosku pojawiał się komunikat: "Skontaktuj się z klubem w celu przeprowadzenia transferu zagranicznego przychodzącego". Klub otrzymał natomiast informację z MZPN, iż każdy z zawodników, który ma zostać zarejestrowany jako piłkarz Pahonii, musi najpierw zgłosić się do białoruskiej federacji i poprosić o zgodę na przeprowadzenie takiego transferu.
- Żeby przeprowadzić transfer zagraniczny, zawodnik musi zgłosić się do swojej federacji. Musi podać swoje dane, wysłać skan paszportu i dokument "Deklaracja gry amatora". Federacja musi wtedy wystawić dokument, z którego wynika, iż nie ma nic przeciwko, żeby zawodnik dołączył do klubu w Polsce. Ale w naszym przypadku to niemożliwe. Jako osoby z ochroną uzupełniającą czy statusem uchodźcy nie możemy zgłosić się do federacji kraju, w którym jesteśmy represjonowani. To byłoby niebezpieczne. Osoby, które używają herbu Pogoni, są zatrzymywane i prześladowane. Reżim potrafi wyszukiwać osoby, które są już poza granicami Białorusi, ale np. zostawiają "lajki" w internecie w niewłaściwych miejscach, a tutaj my mielibyśmy im podać wszystkie nasze dane na tacy - opisuje Anton Lahvinets, założyciel Pahoni.
O sytuacji białoruskiego klubu porozmawialiśmy ze Sławomirem Pietrzykiem, prezesem MZPN.
- W tej sprawie dwa razy byłem na tak. W poprzednim roku i w tym. Dotrzymałem słowa, iż damy Pahonii tę licencję. Ale w tej sytuacji, w której jest ten klub, nie możemy nic zrobić. Żeby grać w lidze, każdy piłkarz musi być zarejestrowany w systemie Ekstranet. Musimy przecież jakoś kontrolować, kto gra w meczach. Jak mielibyśmy zrobić protokół sędziowski? Jak mielibyśmy weryfikować, kto jest na boisku? - pyta Pietrzyk.
- Żeby wszystko było zrobione tak, jak powinno, zawodnicy powinni przygotować już wcześniej dokumenty, które są wymagane do rejestracji. Znamy ich sytuację, ale wydaje mi się, iż wysłanie zapytania do federacji nie jest problemem. My tak naprawdę zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Zgodziliśmy się, żeby w tym zespole na boisku występowało jedenastu Białorusinów. Kolejna sprawa - przepisy mówią, iż klub powinien mieć w kadrze przynajmniej siedmiu Polaków. Ale tutaj też wyraziliśmy zgodę, żeby byli sami Białorusini.
- Próbujemy zamknąć ten temat z korzyścią dla drużyny, ale nie wiem, czy znajdziemy rozwiązanie. Dyrektor biura spotkał się z wiceprezesem i rozmawiali o tej sprawie. Ale to trudny problem do rozwiązania. Na dzisiaj nie wiemy, co z tym fantem zrobić. A czas nagli, bo sezon już się rozpoczął – mówi prezes MZPN.