Bezlitosna wyliczanka angielskich mediów. Tak podsumowały drużynę Guardioli

2 godzin temu
Absolutny szok przeżyli we wtorkowy wieczór w Norwegii fani Manchesteru City. Zespół Pepa Guardioli został wręcz upokorzony i przegrał 1:3 z Bodo/Glimt, dla którego to pierwsze zwycięstwo w Lidze Mistrzów w ich historii. Co prawda "The Citizens" mieli sporo osłabień i eksperymentalną obronę, ale to ich nie usprawiedliwia. Przynajmniej nie w oczach angielskich mediów, które nie szczędzą krytyki wiceliderowi Premier League i wskazują głównych winnych.
Historia zna kilka naprawdę mocnych klubów, które przekonywały się, iż zimowe lub jesienne wypady do Bodo bywają koszmarem. Jednak w przypadku Manchesteru City nie miało być o czymś takim mowy. Owszem "The Citizens" pojechali do Norwegii bez wielu ważnych graczy, a ich defensywa musi być mocno wybrakowana, by duet stoperów tworzyli Abdukodir Khusanov i Max Alleyne. Natomiast wciąż na papierze jakością pożerali przeciwników, którzy na dodatek byli bez rytmu meczowego, bo liga norweska wraca do akcji dopiero w marcu.

REKLAMA







Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"



Manchester City upokorzony. Anglicy nie mają litości
Bodo jednak kompletnie zaszokowało Anglików. Brutalnie wykorzystywali wszelkie ich błędy, a łącznie piłka zatrzepotała w siatce bramki Gianluigiego Donnarummy aż 5 razy, przy czym dwukrotnie ze spalonego. Zaś gdy po golu Rayana Cherkiego na 1:3 zapaliła się nadzieja, gwałtownie zgasił ją Rodri dwoma żółtymi kartkami w minutę. Manchester poniósł upokarzającą porażkę, a angielskie media nie znalazły dla nich okoliczności łagodzących. "BBC" podkreśliło, iż młody skład "The Citizens" dostał w Norwegii bolesną lekcję.


"Wyjściowa jedenastka Manchesteru miała średnią wiekową na poziomie 24 lat i 84 dni. To najmłodszy skład, jaki ten klub kiedykolwiek wystawił w Lidze Mistrzów i było to bardzo widać. Indywidualne błędy 20-letniego Maxa Alleyne'a przyczyniły się do uczącej pokory porażki. Tak jak z Manchesterem United w weekend, City zostali wręcz rozszarpani i mieli szczęście, iż nie stracili więcej niż trzech goli" - czytamy.


Najwięksi gwiazdorzy zawiedli
Dziennik "The Guardian" podkreślił zaś, iż dla Erlinga Haalanda powrót do ojczyzny okazał się koszmarem. "Przed meczem Haaland miał więcej strzelonych goli w Lidze Mistrzów niż rozegranych w niej meczów (55 goli, 54 spotkania). Co więcej, sam strzelił więcej bramek niż wszystkie norweskie kluby w tych rozgrywkach razem wzięte od sezonu 2000/01 (48). Na koniec jednak to nie miało żadnego znaczenia. City zeszło z murawy upokorzone i po szkole życia. Rezultat końcowy i niezwykły styl, w jakim do niego doszło, był bardzo ciekawy. Stanowi też dokładny powód, dla którego sport potrafi oczarować" - piszą Anglicy.
"The Athletic" z kolei zastanawia się, co stało się z Rodrim, który zabił wszelkie nadzieje Manchesteru na odrobienie strat. - Pamiętacie jak City wygrywało każdy mecz z nim w składzie i nie przypominało siebie bez niego na boisku? W tym sezonie procent wygranych meczów Manchesteru z Rodrim na boisku wynosi ledwie 50 procent. W drugiej połowie plan gry City polegał na tym, iż Rodri będzie czyścił i wszystkich ustawiał, ale Hiszpan jest w tej chwili zardzewiały i nie wrócił jeszcze do formy po zerwaniu więzadeł. Był o wiele bardziej niepewny, niż byśmy się spodziewali przeciwko United na Old Trafford, a teraz wyglądał źle choćby przed dwoma żółtymi kartkami w 58 sekund - podsumowuje występ Hiszpana angielski dziennik.
Idź do oryginalnego materiału