Z obsadą prawej obrony czy prawego wahadła w reprezentacji Polski z pewnością bywało gorzej. Matty Cash zaliczył bodaj najlepszy rok w karierze, trzech innych piłkarzy dość regularnie gra w ligach top5, a Ekstraklasa wysyła do rankingu wyjątkowo silną reprezentację. I choć poza Cashem nikt nie zbliża się do poziomu Łukasza Piszczka, to chyba tym razem nie musimy usychać z tęsknoty za obrońcą Borussii Dortmund.
Ranking Weszło 2025 – prawi obrońcy i wahadłowi
Na początek słówko wstępu – w tej klasyfikacji bierzemy pod uwagę zawodników, którzy w minionym roku grali głównie na pozycji prawego obrońcy lub prawego wahadłowego. A iż różni trenerzy mają na tę pozycję różne pomysły: prowadzi to czasem do sytuacji nieco niezręcznych, w których musimy porównywać dwóch zawodników o skrajnie różnych profilach.
Na przykład – w rankingu musimy umieścić kojarzonego głównie z grą na środku obrony Sebastiana Walukiewicza, który na początku 2025 roku został przesunięty na prawą stronę defensywy. Na tej pozycji grał już wiosną w Torino (jako prawy obrońca zaczynał dziesięć spotkań, jako środkowy – zaledwie cztery), na tej pozycji gra też jesienią w Sassuolo (wszystkie szesnaście spotkań od pierwszej minuty). A z drugiej strony – na prawym wahadle w Rakowie występuje Michael Ameyaw, bowiem w systemie Marka Papszuna nie było miejsca na grę klasycznym skrzydłowym. 25-latek to skrajnie inny typ zawodnika od Walukiewicza, w Rakowie czasami grywał choćby jako jedna z dziesiątek (osiem spotkań), ale znacznie częściej widzieliśmy go jednak na wahadle (czternaście meczów). I tam musimy umieścić go w rankingu.
Jak więc porównywać dwóch piłkarzy o tak różnych profilach? No cóż, jest to pewne wyzwanie, dlatego trzeba pamiętać, iż ten ranking to w dużej mierze po prostu zabawa – natomiast w naszej ocenie staraliśmy się bazować na jakości występów, formie z minionego roku, sile klubów i przeciwników, z którymi mierzą się zawodnicy i ogólnie rozumianej klasie piłkarskiej zawodnika.
Świetny rok Matty’ego Casha
Na szczęście przy wyborze zwycięzcy nie ma żadnych kontrowersji – Matty Cash odsadził resztę stawki o kilka długości i pozostaje się tylko cieszyć, iż Jan Urban w odróżnieniu od poprzednika nie ma żadnej awersji do zawodnika Aston Villi. Cash w kadrze zamurował prawą flankę, zaliczając chyba najlepszy rok w biało-czerwonych barwach. Jesienią był jednym z liderów drużyny, strzelając ważne gole z Holandią i Finlandią, wcześniej trafił też w sparingu z Mołdawią.
Do tego jego Aston Villa bryluje w Premier League, wygrywając właśnie 11 spotkań z rzędu, co jest wyrównaniem klubowego rekordu sprzed 111 lat. Sam Cash strzelał jesienią i Manchesterowi City, i Arsenalowi, i Sunderlandowi, znajdując się cały czas w doskonałej dyspozycji. Wygląda na to, iż 28-latek jest właśnie w życiowej formie.
Aston Villa nie do zatrzymania. Sezon, w którym wszystko stało się możliwe
Reprezentantowi z importu jako jedynemu przyznajemy klasę B. Za jego plecami mamy trzech kandydatów do drugiego miejsca, wszystkich ocenionych na klasę C. To Sebastian Walukiewicz, Przemysław Frankowski i Arkadiusz Pyrka. Najwyżej stawiamy właśnie na przesuniętego ze środka defensywy Walukiewicza. Wiadomo, nie jest to gość, którego będziemy rozliczać z liczb i ofensywnych szarż, a z defensywnej solidności. A tę 25-latek gwarantuje. Po wypożyczeniu do Sassuolo opuścił tylko jedno spotkanie z powodu kontuzji, pozostałe najczęściej gra od dechy do dechy. Do tego chwali go trener Fabio Grosso, w przeszłości przecież także grający jako boczny obrońca.
Spadek w rankingu zalicza Przemysław Frankowski, który ma za sobą burzliwe dwanaście miesięcy. Rok zaczynał jeszcze w Lens, grając na prawej obronie przeciwko PSG, a potem strzelając gola Angers. Później był hucznie witany w Galatasaray, ale jego przygoda w tureckim gigancie była krótka i rozczarowująca. Mimo ważnego jeszcze przez trzy lata kontraktu Turcy już po pół roku poinformowali, iż nie wiążą przyszłości z Frankowskim, bowiem ten nie spełnił pokładanych oczekiwań.
Jesienią na wypożyczeniu w Rennes też nie było kolorowo. Frankowskiego co rusz trapiły urazy i nie potrafił złapać regularności. W kadrze był swoją kiepską wersją – miałki i anemiczny, co dostrzegał też Urban, dając mu zagrać tylko w sparingu z Nową Zelandią, a później w ogóle nie powołując na listopadowe zgrupowanie.
Szkoda, bo uniwersalny Frankowski w dobrej formie przydałby się kadrze – zwłaszcza w obliczu absencji Zalewskiego w pierwszym barażowym meczu. Dlatego miejmy nadzieję, iż w przyszłym roku 30-latek ustabilizuję formę w Ligue 1. Na razie ustawiamy go na trzeciej pozycji, nad czwartym Arkadiuszem Pyrką.
A co do Pyrki właśnie, mieliśmy spore obawy – wiosnę spędził w gliwickim klubie kokosa, a później niemal z marszu musiał wejść do Bundesligi. W niej poradził sobie nadspodziewanie dobrze. Do gry 23-latka z Radomia trudno mieć większe zastrzeżenia, jest wybiegany, solidny, wygryzł ze składu całkiem przyzwoitego (jak na warunki St. Pauli) Manolisa Saliakasa. Ale z drugiej strony – nasza pozytywna ocena wiąże się też z dość niskimi oczekiwaniami, bowiem transfer do topowej ligi po półrocznej banicji budził raczej strach niż nadzieję. W skali Bundesligi Pyrka jest jednak – przynajmniej na razie – zwykłym szarakiem (średnia ocen Kickera – 4,09 daje mu 216. miejsce na 236. sklasyfikowanych piłkarzy) w dość słabym klubie, walczącym rozpaczliwie o utrzymanie. St. Pauli, z Pyrką w składzie, potrafiło jesienią zaliczyć choćby serię dziewięciu porażek z rzędu. Stąd też, przynajmniej na dziś, wciąż wyżej cenimy Frankowskiego.
Jak obsadzić ligową czwórkę?
Jeszcze większy orzech do zgryzienia mamy na miejscach 5.-8.. Zdradzając trochę redakcyjnych kulis – gdy poprosiliśmy jej członków o uszeregowanie na potrzeby rankingu czwórki Jan Grzesik, Norbert Wojtuszek, Paweł Wszołek, Michael Ameyaw, otrzymaliśmy chyba… każdą możliwą konfigurację. I to skrajnie różne: raz Ameyaw znajdował się na pierwszym miejscu, raz na ostatnim. Ale każdy oceniający podkreślał:
– Uuuu, trudne się wylosowało.
Bo poziom tej czwórki był na przestrzeni minionego roku naprawdę podobny. Tę dyskusję moglibyśmy pewnie toczyć dość długo, bo nie jest łatwo ocenić, kogo na przestrzeni roku należy cenić bardziej:
- Grzesika, który notuje fantastyczne liczby w przeciętnym Radomiaku (osiem goli, siedem asyst w 2025 roku), a do tego obskoczy każdą możliwą pozycję,
- Ameyawa, który stracił wiosnę z powodu kontuzji, ale jesienią wyróżniał się w Rakowie,
- Niezawodnego Wojtuszka, który po transferze do Jagiellonii wskoczył na wyższy poziom, imponuje inteligencją w grze i nie zawodzi w europejskich pucharach,
- Wszołka, na którego formie odbił się kryzys Legii, ale jednocześnie potrafił wrócić do reprezentacji Polski, dać coś ekstra w meczu z Holandią, a przeciwko Malcie strzelić gola (po dziewięcioletniej przerwie).
Ostatecznie drogą negocjacji i kompromisu ustawiamy ich właśnie w przytoczonej kolejności. Z zaznaczeniem, iż różnice są minimalne, a każdy z redaktorów indywidualnie dokonałby pewnie drobnych przesunięć.
Nie ma źle. Ranking pod znakiem solidności
Na koniec, dwójka ligowców – Marcin Wasielewski z GKS-u Katowice i Wiktor Długosz z Korony Kielce. Ten ostatni w ostatniej chwili wskoczył do rankingu za Marcela Krajewskiego (Widzew). Jesienią Długoszowi trochę przeszkodziła kontuzja, ale postanowiliśmy docenić rozwój poczyniony na przestrzeni roku. I jasne – 25-latka nie przypisalibyśmy sztywno do boku obrony, choćby w tym sezonie zdarzało mu się grać na dziesiątce, ale większość ostatniego czasu spędził jako prawy wahadłowy, więc do rankingu jak najbardziej się łapie.
W porównaniu rok do roku, możemy chyba powiedzieć, iż mamy progres. Wówczas Wasielewskiego umieściliśmy już na szóstym miejscu, a całą drugą połowę rankingu zdominowali gracz z kategorią „E”, a więc „Z braku laku”. Tym razem dla Huberta Zwoźnego, Mateusza Grzybka, Mateusza Żukowskiego i Alana Czerwińskiego nie było już miejsca, czego częścią zasługi jest choćby przesunięcie z innych pozycji Walukiewicza i Ameyawa, czy wystrzał formy Wojtuszka.
Dzięki temu nie musieliśmy w rankingu umieszczać ani Roberta Gumnego, ani Dawida Bugaja (choć grającemu w MLS zawodnikowi pewnie będziemy się przyglądać), ani Igora Orlikowskiego czy innego Tomasso Guercio.
Podsumowując: jest solidnie. Jest zdecydowany lider, jest kilku piłkarzy, którzy lepiej lub słabiej radzą sobie za granicą, jest silna reprezentacja ligowa. Można wciąż tęsknić za Łukaszem Piszczkiem, ale biorąc pod uwagę i dobrą formę Casha i liczne zaplecze – bywało zdecydowanie gorzej.

ZOBACZ POZOSTAŁE RANKINGI 2025 ROKU NA WESZŁO:
- Najlepszy polski bramkarz? Emeryt i rezerwowy. Ale i tak jest bardzo dobrze

6 godzin temu














