Nowy sezon Drive to Survive nie zachwyca, zwłaszcza po tak ciekawym sezonie, ale jest pozycją, którą mimo wszystko dobrze obejrzeć przed kolejnymi emocjami w F1.
Warto
Tradycyjnie chcę zacząć od bardzo ważnej rzeczy: Uważam, iż serial Drive to Survive to coś bardzo pozytywnego dla Formuły 1 i bardzo dobrze, iż przez cały czas powstają kolejne sezony.
Jest to znakomite przypomnienie poprzedniego sezonu i stanowi doskonałą okazję do “wczucia” się w kolejny. Zawsze po obejrzeniu tego serialu nabieram jeszcze większej ochoty na kolejną porcję ścigania i całego tego “formułowego” zamieszania.
Nawet o ile narzekam na kolejne sezony to cieszę się, iż mam na co narzekać. Bo Netflix dostał ogromny dostęp do zaplecza Formuły 1 i super, iż daje nam jego część, choć uważam, iż niestety zbyt skromną.
Bardzo podobały mi się odcinki dotyczące Alpine (choć nie jestem zwolennikiem gloryfikowania Flavio Briatore”), czy Mercedesa (ciekawie przedstawiona relacja George Russell – Andrea Kimi Antonelli). Uważam, iż bardzo dobrze wypadł odcinek o Red Bullu i zwolnieniu z niego Christiana Hornera, a odczytanie korespondencji SMS pomiędzy nim a Toto Wolffem było wisienką na torcie tego epizodu.
W całym sezonie jest też kilka bardzo wartościowych fragmentów, wyjaśniających niektóre sytuacje na torze i poza nim
Jest Claire
Ważne ostrzeżenie dla Was – ponownie w roli ekspertki w serialu wypowiada się była szefowa Williamsa, Claire Williams. Z jej ust padają choćby słowa, iż wie, iż nie jest łatwo postawić na jednego kierowcę w zespole. Jest nam również przypominane, iż Williams to “legendarny zespół F1”. Odcinek o Williamsie był niestety najbardziej sztucznym z tej serii. Miałem wrażenie, iż za scenariusz i reżyserię odpowiadał James Vowles.
Stare nawyki
Ponownie mamy sporo “kreatywnego montażu” wypowiedzi i zachowań bohaterów serialu by pasowały one do obranej narracji. Mam wrażenie, iż ta sztuczność jest na jeszcze większym poziomie niż w kilku ostatniach sezonach i to z pewnością minus.
Cringe
Być może niektórym taki humor przypadnie do gustu, jednak było w tym serialu bardzo wiele żenujących (cringe`owych) momentów, po których aż zakrywałem twarz rękoma. Z drugiej strony, były pokazywane zachowania około 20-letnich rozpieszczonych chłopaków więc może po prostu ja się już starzeję?
Mniej przekleństw!
Co roku narzekałem na to przy okazji premier kolejnych sezonów, a tym razem wreszcie nie muszę. W ósmym sezonie Drive to Survive nie ma sztucznie kreowanych i wstawianych przekleństw by w ten sposób “podsycić” zawartość. Uszy – zwłaszcza młodzieży oglądającej serial – nie wiedną przy nim i to mi się podoba.
Na zamówienie
Niestety, największym narzutem wobec nowego sezonu jest to, iż był chyba tworzony jako laurka – konkretnych zespołów (McLaren, Williams, Mercedes) czy osób (Zak Brown – jest go zdecydowanie za dużo, Flavio Briatore czy James Vowles).
Wolałbym, żeby Drive to Survive próbowało coś poszponcic, skonfrontować zespoły czy bohaterów, sprawić, iż będzie to wszystko z większym pazurem.
Za mało przedstawiono pogoni Maxa Verstappena za McLarenami, brakowało chronologicznej dynamiki minionego sezonu i tego byśmy poczuli na nowo emocje ostatniego wyścigu sezonu.
Na zaliczenie?
Mam też jeden istotny wniosek dotyczący nowego sezonu. Składa się on z tylko 8 odcinków, a nie 10 tak jak zazwyczaj. Nie realizowane są one długo o ile chodzi o liczbę minut, a dodatkowo są bardzo… rozwleczone. Przyznam, iż oglądałem serial z prędkością 1,25 i dopiero ona wydawała mi się “normalną”. Dialogi i wypowiedzi są spowolnione, mamy wiele pauz.
Odnoszę też wrażenie, iż ekipa filmowa była na mniejszej liczbie rund Formuły 1 niż w poprzednich sezonach. Całość sprawia więc wrażenie… zrobionego na odwal się – byle by było.
Sezon ósmy ma swoje wady, myślę, iż można było wycisnąć z niego znacznie więcej, ale to tylko moja opinia. Na Wasze czekam w komentarzach!

3 godzin temu
















