31-letni Gnieźnianin swego czasu uważany był za duży talent. Na tyle duży, iż dostał szansę pokazania swoich umiejętności w PGE Ekstralidze. Te czasy jednak już dawno za nim. w tej chwili pogrąża się w coraz większym dołku formy i nic nie wskazuje na to, iż miałby się z niego wykaraskać. Praktycznie od 2019 roku notuje on co roku spadek formy. Wystarczy spojrzeć na statystyki. We wspomnianym przed chwilą sezonie osiągnął w barwach Startu Gniezno aż 1.952 punktu na bieg.
W poprzednim sezonie, również w barwach klubu z pierwszej stolicy Polski zanotował jedynie 1.105. Zniżka formy jest widoczna gołym okiem. Szansą miała być przeprowadzka do Świętochłowic, które wróciły do ligowego ścigania po 24 latach i szukali zawodników do zbudowania kadry i spokojnego odjechania sezonu. Tak też można określić sezon Gały – odjechany. Co prawda zanotował lekki progres względem poprzedniego sezonu, jednak to wciąż mało.
Jeśli spojrzeć na tabelę najskuteczniejszych zawodników jest wręcz fatalnie. Zajmuje trzecią lokatę od końca pokonując jedynie kolegę z zespołu – Wiktora Trofimowa i Michaela Westa, dla którego to jednak pierwszy sezon w seniorskim żużlu i ma wiele przed sobą. Trofimow z kolei odjechał 4 spotkania mniej co stawia Gałę po prostu w złym świetle. Śląsk co prawda zdecydował się pozostawić go w zespole co może być dla niego ostatnią, ostateczną, szansą.
Jeśli i wtedy zawiedzie może to dla niego oznaczać koniec kariery. Skoro nie sprawdził się w beniaminku Krajowej Ligi Żużlowej to co więcej mu pozostało? Może jedynie liczyć na casus Mateusza Tondera, który po roku przerwy bryluje na popularnej „Skałce”. Szanse na to są małe, ale sport żużlowy widział już wiele podobnych, zaskakujących zwrotów akcji. Jak będzie w tym przypadku?















