Choć sezon 2026 jeszcze nie ruszył, giełda transferowa na rok 2027 już teraz płonie. Najgorętszym tematem ostatnich tygodni były przenosiny Bartosza Zmarzlika do Betard Sparty Wrocław. Jak informuje „Gazeta Wrocławska”, hitowy transfer sześciokrotnego mistrza świata najprawdopodobniej legł w gruzach. Powód? Wcale nie chodzi o pieniądze, a o… układ sił w zespole.
Wydawało się, iż Wrocław ma w ręku wszystkie asy. Kwestie finansowe nie były dla Sparty problemem, a logistycznie stolica Dolnego Śląska leży znacznie bliżej rodzinnych Kinic zawodnika niż Lublin. To w napiętym kalendarzu mistrza może mieć ogromne znaczenie.
Z najnowszych doniesień wynika jednak, iż Jakub Kępa dopiął swego. Prezes Motoru miał przekonać Zmarzlika do przedłużenia umowy. Co ciekawe, Motor w trakcie remontu swojego stadionu ma startować w Łodzi, co dla Bartosza jest logistycznie równie wygodną opcją.
Najciekawsze są jednak kulisy fiaska rozmów z Wrocławiem. Według źródeł zbliżonych do lubelskiego obozu, na przeszkodzie stanęły sportowe ambicje obecnych liderów Sparty – Brady’ego Kurtza oraz Artioma Łaguty.
Przypomnijmy, iż Kurtz w zeszłym roku deptał Zmarzlikowi po piętach i Polak dopiero w ostatnim biegu Grand Prix zapewnił sobie złoto. Z kolei Łaguta to ostatni człowiek, który odebrał Zmarzlikowi tytuł mistrza świata (w 2021 roku).
Zmarzlik ma obawiać się sytuacji, w której w jednym klubie spotka się trzech tak potężnych kandydatów do korony. Presja byłaby gigantyczna, zwłaszcza przy plotkach o możliwym powrocie Łaguty do cyklu Grand Prix. Sparta ucięła też spekulacje o odejściu Rosjanina z polską licencją – 13 stycznia klub ogłosił, iż Artiom zostaje we Wrocławiu aż do końca 2028 roku. Wygląda na to, iż dla tylu samców alfa w jednym parku maszyn po prostu zabrakło miejsca.
Bartosz Zmarzlik












