Adrian Bartosiński nie ukrywa, iż zamieszanie wokół jego kolejnej walki w KSW mocno wybiło go z rytmu przygotowań. Najpierw wypadł Adam Masaev, później pojawił się Tymoteusz Łopaczyk, a na końcu zmienił się jeszcze termin pojedynku. „Bartos” wprost przyznaje, iż jako mistrz spodziewał się zupełnie innego traktowania ze strony federacji.
Popularny „Bartos” miał wrócić do klatki w październiku. Pierwotnie jego przeciwnikiem był Adam Masaev, jednak ten wycofał się ze starcia i KSW musiało gwałtownie znaleźć nowego pretendenta.
Po kilku telefonach wybór padł na Tymoteusza Łopaczyka. Problem w tym, iż nowy rywal nie był w stanie przygotować się na październik. W efekcie pojedynek został przesunięty i ostatecznie trafił na kartę XTB KSW 123.
Dla Bartosińskiego oznaczało to spore komplikacje. Mistrz musiał przerwać konkretny etap obozu przygotowawczego pod Masaeva, a następnie rozplanować kolejne tygodnie od nowa. Zmiana przeciwnika oznacza też dodatkową pracę dla Dawida Pepłowskiego, który musi przygotować zupełnie inny gameplan.
Bartosiński nie kryje żalu do KSW
W rozmowie z Fansportu TV mistrz kategorii półśredniej odniósł się do całej sytuacji i jasno dał do zrozumienia, iż przełożenie terminu pod nowego pretendenta nie przypadło mu do gustu.
– Tymek w wywiadach mówił, iż „będzie gotowy wtedy, kiedy będzie gotowy mistrz”. Do walki było 8 albo 9 tygodni, czyli kupa czasu. Ja przed Fleminasem wziąłem walkę w 6 tygodni i zrobiłem wagę jako mistrz, a pretendent na 8-9 tygodni nie był gotowy, gdzie w wywiadach mówił, iż będzie gotowy…
Bartosiński nie chciał jednak sprowadzać sprawy wyłącznie do Łopaczyka. Jak zaznaczył, nie zna dokładnego tła całej sytuacji i nie wyklucza, iż nowy pretendent rzeczywiście potrzebował czasu w dojście do pełnej sprawności.
– No, co mam oceniać? Może faktycznie doznał urazu na walce, a nie na treningu. Nie mam pojęcia, co tam się wydarzyło, bo tam podobno chodziło o doleczenie urazu… Ale ogólnie w całej sytuacji to nie chodzi o Tymka, ani Artura [Ostaszewskiego], bo nic do nich nie mam. choćby przeciwnie, bardzo ich lubię, ale wiesz, ja jestem mistrzem, a już któryś raz… W marcu to ja się musiałem dostosować. Ja się musiałem dostosować i wziąć walkę na „lata”, teraz znów to ja się muszę dostosować.
To właśnie powtarzalność podobnych sytuacji najbardziej irytuje mistrza. „Bartos” przypomniał, iż już wcześniej zgadzał się na rozwiązania wygodne dla organizacji, choćby jeżeli oznaczały dla niego znacznie krótszy okres przygotowań.
– Ja to odbieram, jako brak szacunku do mnie, ale mówię, bardziej ze strony federacji. W marcu ja zrobiłem ukłon, wziąłem tę walkę na 6 tygodni przed. A teraz jest kolejne przełożenie walki, drugi raz z rzędu taka sytuacja, iż mam perturbacje. Jestem mistrzem, więc myślałem, iż mistrz ma… może nie taryfę ulgową, ale to on decyduje o terminach. A tu jednak robią pod pretendentów…
Bartosiński nie ukrywa więc, iż jego pretensje skierowane są przede wszystkim w stronę KSW. Mistrz uważa, iż to on powinien mieć większy wpływ na termin walki, tymczasem po raz kolejny został zmuszony do dostosowania się do sytuacji pretendenta.

















