Avia Świdnik odpada z podniesioną głową. Raków miał kłopoty

1 tydzień temu

Avia Świdnik napisała piękną historię w Pucharze Polski. Ograła występujące o dwa poziomy wyżej kluby – Ruch Chorzów i Polonię Bytom. Ćwierćfinał dla tak małego zespołu to ogromny sukces. Długo zapowiadało się, iż – skromnie, bo skromnie – ale przegra z Rakowem Częstochowa 1:0, ale doprowadziła sensacyjnie do dogrywki, gdzie jednak trochę brakło jej już sił. Raków strasznie to wymęczył, ale po 120 minutach wygrał 2:1 i ma półfinał Pucharu Polski.

Więcej o tym pięknym locie Avii Świdnik możecie przeczytać poniżej.

Avia leci, bo chce. Trzecioligowiec ma swoje marzenia [REPORTAŻ]

I Damian Zbozień, były ekstraklasowy wyjadacz, a w tej chwili piłkarz Avii miał całkowitą rację. Raków musiał bardzo mocno powalczyć i wyszarpać ten awans do półfinału Pucharu Polski. W Świdniku będą gola Dominika Zawadzkiego wspominać latami.

Raków myślał, iż skromne 1:0 wystarczy

Przez 20 pierwszych minut Raków wypracował kilka dogodnych sytuacji. Już w piątej minucie Jonatan Braut Brunes mógł dać szybkie prowadzenie, ale strzelił prosto w bramkarza Avii Świdnik, który popełnił błąd po strzale Iviego Lopeza w środek bramki i wypuścił piłkę. Błyskawicznie jednak zareagował, skrócił kąt Norwegowi i ten miał mało czasu w zastanowienie się. Po prostu kopnął prosto w Andrzeja Sobieszczyka.

Potem z ostrego kąta próbował Marko Bulat i też był blisko. Sobieszczyk jednak dobrze się ustawił i znów miał trochę szczęścia, bo piłka po jego ręce trafiła w słupek.

Avia atakowała rzadziej, ale „weszła” w mecz po 20 minutach i zaczęła grać trochę odważniej. Z każdym stałym fragmentem, próbą kontry od razu publiczność zaczynała gorąco wiwatować, a najgłośniej była chyba w 39. minucie, kiedy ładną wystawkę z lewej strony dostał Michal Zuber i uderzył dość mocno z 18 metrów, ale jego strzał został zablokowany.

W 40. minucie szczęście uśmiechnęło się do Avii, bo jeden z obrońców prawie wpakował sobie samobója po kiksie. Trafił jednak… swojego bramkarza prosto w twarz. I kiedy wydawało się, iż trzecioligowa Avia przetrwa i będzie się mogła pochwalić, iż utrzymała remis do przerwy, to tym razem szczęścia już nie miała. Piłka gdzieś tam zaplątała się pod nogami Brunesa, wykonał on dość przypadkowy drybling, ale akurat wystawił sobie idealnie na lewą nogę. To był tzw. gol do szatni.

W lepszych humorach do szatni schodzili piłkarze Rakowa Częstochowa

Jakie wnioski, opinie, analizy po 1. połowie

OGLĄDAJ #AVIRCZ https://t.co/l3iMCgQXXw pic.twitter.com/q52D4qTEmK

— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 5, 2026

Mecz był przy tym dość ostry, bo sędzia pokazał aż cztery żółte kartki w pierwszej połowie, po dwie dla każdej z drużyn. Avia nie miała zamiaru się poddawać.

Na początku drugiej połowy – ta sama historia, znów Raków dość mocno przycisnął, przyatakował, ale akcja Amorima, który zastąpił w pierwszej połowie kontuzjowanego Jeana Carlosa oraz strzał Iviego Lopeza nie mogły zaskoczyć defensywy gospodarzy.

No i tak sobie zmierzaliśmy do końca, chyba już większość zdążyła zaakceptować, iż 1:0 Rakowowi tutaj wystarczy. Ale… Avia po okresie nudy miała piłkę meczową w 80. minucie. Jak oni tego nie trafili?!?! Trelowski obronił najpierw strzał z daleka, gwałtownie pozbierał się do dobitki, a na koniec jeszcze jeden z graczy Avii nie trafił, bo dostał podanie za plecy. Trzy strzały w jednej akcji.

Zdaje się jednak, iż przy tym drugim była pozycja spalona i gol byłby niezaliczony. Niemniej istotne było coś innego – Avia pokazała, iż za darmo niczego nie odda. Raków chciał jak najmniejszym nakładem sił dojechać do końca.

No i Avia zrobiła ogromnego psikusa w 93. minucie! Praktycznie przed samym końcem Damian Zbozień popisał się asystą, a Dominik Zawadzki precyzyjnym, technicznym strzałem pokonał Trelowskiego. Kibice na trybunach po prostu oszaleli! Raków ruszył, ale czasu było za mało. Musiała być dogrywka.

Wspaniały moment w Świdniku!

W dogrywce Raków ponownie objął prowadzenie, ale nie możemy skreślać gospodarzy!

OGLĄDAJ #AVIRCZ https://t.co/l3iMCgQXXw pic.twitter.com/lyxBCtd0xK

— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 5, 2026

Raków zdenerwował się w dogrywce

Widać było, iż podopiecznych Łukasza Tomczyka ten gol mocno zdenerwował, bo znów aktywnie ruszyli do ataków. I to naprawdę konkretnie, tworząc w pięć minut kilka dogodnych szans. Już dwie minuty po wznowieniu Ariel Mosór najlepiej odnalazł się w zamieszaniu na polu karnym i trafił na 2:1. Wcześniej była też dobra okazja Bulata.

Potem Bogdan Mircetić przyładował w poprzeczkę. Bulat raz jeszcze spróbował, ale Sobieszczyk był na posterunku. Trwał napór, Raków nie chciał pozostawić tu wyniku 2:1, bojąc się, iż znowu spotka go coś nieprzyjemnego.

Avia już trochę opadła z sił, nie była w stanie przeprowadzić żadnej dogodnej kontry, liczyła ewentualnie na jakąś długą piłkę, dośrodkowanie. Piłkarzy w drugiej połowie dogrywki dopadały już skurcze, ale mimo to trzecioligowiec w ostatnich pięciu minutach próbował, jak tylko mógł. Głównie starała się posyłać wrzutki. W defensywie czujny był jednak Bogdan Racovitan.

Wielkie brawa należą się Avii za tę walkę. Być może w przyszłym sezonie będziemy tytułować ją drugoligowcem, bo w swojej lidze jest ona liderem.

Kibice Avii dziękują swojej drużynie za walkę pic.twitter.com/0j4SCQXCAL

— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 5, 2026

CZYTAJ WIĘCEJ O PUCHARZE POLSKI NA WESZŁO:

  • Tylko Polakami doszli do półfinału Pucharu Polski. Pierwsi od dekady
  • Gasparik po awansie: Wygraliśmy ten mecz w naszych głowach
  • Mońka: Nie pamiętam, żeby za mojego życia Lech podnosił Puchar Polski

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału