Arsenal przez cały czas ma los w swoich rękach. Ważna wygrana

16 godzin temu

Kibice Kanonierów po ostatniej porażce ich ulubieńców z Manchesterem City mieli raczej kiepskie humory. W pewnym momencie wydawało się, iż Arsenal jest już na autostradzie do mistrzostwa, a tu nagle złapał ekipę z Londynu wielki rywal i zrobiło się niezbyt przyjemnie. Na otarcie łez i poprawę samopoczucia podopieczni Mikela Artety załatwili sobie i fanom wygraną z Newcastle United.

Skromną, ale oczywiście wycenioną na dodatkowe trzy oczka w ligowej tabeli. Jedynego gola w tym spotkaniu zdobył już na samym jego początku Eberechi Eze.

EBERECHI EZE! ALEŻ PRZYMIERZYŁ!

Arsenal gwałtownie wychodzi na prowadzenie w meczu z Newcastle!

Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/RHadg8O8bn

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 25, 2026

Arsenal wygrywa i utrzymuje się w grze. Teraz pora na Ligę Mistrzów

Na przypadku Kanonierów bardzo łatwo wytłumaczyć, jak kilka w futbolu dzieli wielki sukces od wielkiej porażki – takiej podlanej dodatkowo litrami niedosytu. Arsenal jest przez cały czas w grze o mistrzostwo Anglii, niedawno wszedł do najlepszej czwórki drużyn trwającej edycji Ligi Mistrzów. Jakby nie patrzeć, Arteta i jego piłkarze są na światowym szczycie albo przynajmniej w jego okolicach.

Apetyty są jednak na Emirates tak wielkie, iż trudno spodziewać się zadowolenia z wicemistrzostwa i udziału w półfinale Champions League. Nieco wymęczona, ale i uparcie wypracowana wygrana może dać Arsenalowi kopa na finiszu sezonu, z tego pozytywnego impulsu warto skorzystać już przy najbliższej okazji.

Czyli w starciu z Atletico Madryt, które w środę podejmie na własnym stadionie gości z Londynu. Jak zdążyła się już przekonać choćby Barcelona, starcia z paką Diego Simeone potrafią być bardzo nieprzyjemne…

Arsenal – Newcastle 1:0 (1:0)

  • 1:0 – Eze 9′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Niesamowity finisz sezonu w Anglii. 106 punktów to za mało
  • Wyrównali niechlubny rekord. Już do przerwy było 0:4
  • Wprowadził dwa kluby do Premier League. Teraz wygrał z nowotworem

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału