Arsenal kusi los. Skompromitował się z czerwoną latarnią

6 godzin temu

Jeszcze niedawno wydawało się, iż nikt nie zatrzyma pędzącego po mistrzostwo Arsenalu. Znalazł się jednak jeden śmiałek. To Arsenal. Przegrywa kolejny raz sam ze sobą i z presją osiągnięcia czegoś wielkiego. Nie da się powiedzieć inaczej niż kompromitacja. Kanonierzy prowadzili z Wolverhampton 2:0, a zremisowali 2:2 i to po kuriozalnym samobóju.

Jeżeli Arsenal traci punkty z zespołem, który już dawno wie, iż jego miejsce jest w Championship, to nie najlepiej świadczy o formie. Kanonierzy wpadli w pułapkę własnej zachowawczości, wyrachowania i tego, by jak najmniejszym nakładem sił dowozić zwycięstwa. Dlatego iż czasami może wydarzyć się coś nieoczekiwanego. Jak samobój po nieporozumieniu najlepszego obrońcy w lidze z najlepszym bramkarzem w lidze. Czy ktoś by coś takiego przewidział?

Dobrnęliśmy właśnie do momentu, w którym bezpośredni mecz Manchester City – Arsenal 18 kwietnia może decydować o tytule. Wszystko przez kryzys Kanonierów i pogubione ostatnio punkty. Dlaczego zespół Artety może to wypuścić z rąk? Jednym z powodów jest właśnie duży bagaż mentalny.

5 powodów, dla których Arsenal może wypuścić mistrzostwo Anglii

Arsenal zremisował z Wolves. To wstyd

Arsenal objął prowadzenie już w piątej minucie. Trochę uśpili gospodarzy na prawej stronie boiska, Declan Rice posłał świetną wrzutkę, a Bukayo Saka urwał się obrońcy i uderzył z główki pomiędzy nogami Jose Sa. Wszystko rozpoczęło się tak, jak powinno. Nić porozumienia między Rice’em a Saką została uszyta perfekcyjnie. Kanonierzy błyskawicznie napoczęli ligową czerwoną latarnię, żeby sobie czasem nie pomyślała, iż ma tu jakiekolwiek szanse.

A Bukayo Saka właśnie dostał nowy kontrakt i uczcił go w najlepszy możliwy sposób.

BUKAYO SAKA! Świetnie podłączył się do tej akcji piłkarz Arsenalu, który otrzymał kapitalne podanie od Declana Rice’a!

Oglądaj: https://t.co/A6Yu0MN8UK pic.twitter.com/wghrIQtYCk

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 18, 2026

No, bo w pierwszej połowie Arsenal grał dokładnie tak jak chciał. Strzelił gwałtownie gola, a później… w pełni wszystko kontrolował. W ogóle nie miało się wrażenia, iż Wolverhampton jest w stanie przeprowadzić jakąś ciekawą akcję. Kanonierzy też za specjalnie w ofensywie nie błyszczeli, ale przynajmniej przebywali z piłką na połowie przeciwników i byli w stanie się przy niej długo utrzymywać. Od czasu do czasu oddali jakiś średnio groźny strzał, ale po prostu grali na swoich zasadach. Tak, żeby przeciwnik choćby sobie nie pomyślał, iż może tu coś wskórać.

To się udawało, ale też naprzeciwko nie stały jakieś tuzy futbolu, tylko jedna z najgorszych ekip Premier League w historii. choćby kiedy miała zalążek okazji, by wyprowadzić kontrę, to ciągle wdzierała się w to jakaś niedokładność, podanie za plecy, złe decyzje.

Sami na siebie ukręcili bat

Gabriel Magalhaes pozazdrościł asysty Declanowi Rice’owi i zagrał taką piłkę, którą pewnie wielu kibiców uznało za jeszcze lepszą. Trafił w mysi korytarz i wypatrzył… Piero Hincapie, a ten zachował się niczym rasowy snajper. Zrobił to, czego często brakuje Viktorowi Gyokeresowi. Można było przyklasnąć na takie wykończenie akcji. Nie było oczywiście mowy o spalonym.

Prowadzisz 2:0 z zespołem, który ma dziewięć punktów i jedną wygraną na 26 spotkań. Poza tym choćby za specjalnie w tym meczu nie istnieje. Czy może się stać coś złego?

Arsenal pokazał, iż tak. Myśląc najwyraźniej, iż już nic nie trzeba robić. Najpierw gospodarzom nadzieję dał Hugo Bueno.

HUGO BUENO! Przepiękny gol piłkarza Wolves!

Oglądaj: https://t.co/A6Yu0MN8UK pic.twitter.com/4IU9JKMRcc

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 18, 2026

Mimo to Arsenal dalej kusił los. Wilki miały choćby wyższe posiadanie piłki. Być może piłkarską jakość dużo gorszą, ale czując, iż przeciwnik oddał pole gry – postanowiły zaatakować.

A w końcówce zawsze może zdarzyć się coś niespodziewanego, irracjonalnego. Zawsze jest niebezpieczeństwo, iż wpadnie jakiś farfocel, kiedy prowadzisz tylko jedną bramką. No i gorszy po prostu wpaść nie mógł. To było po prostu kuriozalne, niedorzeczne. Niezawodny zwykle Gabriel zderzył się z niezawodnym zwykle Davidem Rayą. Prosta sytuacja, wystarczyło złapać piłkę. Bramkarz ją jednak wypuścił. Ta spadła pod nogi Toma Edoziego, który od razu huknął i się choćby nie zastanawiał.

Calafiori mógł jeszcze na koniec stać się bohaterem, bo to on na linii zatrzymał strzał. Tyle, iż piłka odbiła się od słupka, trafiła jeszcze raz w jego nogę i wpadła do siatki. Ironii dodaje fakt, iż obrońca dosłownie pół minuty wcześniej pojawił się na boisku, żeby chronić wyniku. Musiał je opuścić Leandro Trossard, którego nieładnie potraktował Santiago Bueno. Czy naprawdę coś tak poważnego stało się Belgowi, czy jednak Kanonierzy wykorzystali przerwę, by skraść trochę czasu? To wie pewnie tylko sam Belg i sztab medyczny.

OGROMNA NIESPODZIANKA NA MOLINEUX! Arsenal traci gola w doliczonym czasie gry i gubi kolejne punkty, tym razem przeciwko ostatniej ekipie w tabeli!

Oglądaj Premier League: https://t.co/1wptvdwN5f pic.twitter.com/k3vKovuOOJ

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 18, 2026

W każdym razie potem tego czasu zabrakło na zwycięskiego gola i Arsenal we frajerski sposób stracił punkty, inaczej nie da się tego napisać. A Wolverhampton? Ma w tej chwili dziesięć punktów. Jeszcze tylko dwóch brakuje, żeby nie zostać najgorszym zespołem w historii Premier League. Taki niechlubny tytuł dzierży Derby Couty z sezonu 2007/08.

A za plecami czai się już Manchester City. Ma pięć oczek straty i jedno spotkanie rozegrane mniej. Co to oznacza? Że w przypadku dopisania sobie trzech punktów, to właśnie mecz bezpośredni może zniwelować stratę, a 18 kwietnia szykowalibyśmy się na absolutny hit. Tyle tylko, iż Kanonierzy zmierzą się teraz z Tottenhamem i Chelsea. Najbliższy terminarz nie wygląda więc optymistycznie dla zespołu Mikela Artety.

Halo, halo, pora się obudzić. A nie ma lepszego na to czasu niż derby ze znienawidzonym rywalem, a później kolejne, także z mocno nielubianym przeciwnikiem. Najbliższe kolejki albo więc spowodują przełamanie kryzysu w świetnym stylu i napędzą Kanonierów, albo ich całkowicie pogrążą.

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

  • Łukasz Fabiański o letnich propozycjach. „Było zapytanie z Legii”
  • Cunha o kibicu United: Jego fryzura totalnie mnie nie obchodzi
  • Zawodnik City zawiedziony swoją sytuacją. „Nie tego oczekiwałem”

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału