Arcyważny triumf Manchesteru City! Arsenal wypuści tytuł z rąk?

6 godzin temu

Mecz na szczycie Premier League zdecydowanie dowiózł. Arsenal przystąpił do wyjazdowej konfrontacji z Manchesterem City z otwartą przyłbicą, chcąc chyba rozwiać wszelkie wątpliwości wokół tego, komu należy się w tym sezonie mistrzostwo Anglii. Szanujemy takie podejście, bo dzięki niemu dane nam było obejrzeć naprawdę kapitalne widowisko, choć akurat dla Kanonierów nie przyniosło ono happy endu. Liderzy angielskiej ekstraklasy przegrali na Etihad Stadium 1:2 i roztrwonili już niemal całą przewagę nad ścigającymi ich The Citizens.

Pięć kolejek do końca sezonu, a batalię o tytuł mistrzowski zaczynamy adekwatnie od nowa.

Manchester City – Arsenal. Rywalizacja o mistrzostwo Anglii nabrała temperatury

Od wielu miesięcy Arsenal jest głównym kandydatem do mistrzostwa Anglii. Wprawdzie Kanonierzy nie grają porywającej piłki, czasami aż zęby bolą od oglądania ich w akcji, no ale nie zanosiło się na to, by ktokolwiek zdołał ekipie Mikela Artety realnie zagrozić. Dość powiedzieć, iż Londyńczycy liderują w Premier League nieprzerwanie od siódmej serii zmagań. Do pewnego stopnia są zresztą mocni słabością swoich rywali, bo kto miałby ich adekwatnie w angielskiej ekstraklasie dogonić? Pogrążony w kłopotach Liverpool? Chelsea, Manchester United, Aston Villa? No nie, to nie są przecież w tej chwili drużyny mistrzowskiego kalibru.

Tempo narzucone przez Arsenal jako-tako wytrzymał jedynie Manchester City.

Podopieczni Pepa Guardioli przed miesiącem pokonali zresztą Kanonierów w finale EFL Cup. No a 32. kolejka ligowych zmagań przyniosła im niespodziewaną szansę, by nadać walce o tytuł dodatkowej pikanterii. Arsenal sensacyjnie poległ bowiem przed własną publicznością z Bournemouth, podczas gdy The Citizens zdemolowali na wyjeździe Chelsea. Tym samym zredukowali stratę do ekipy z Emirates do sześciu punktów, mając w zanadrzu zaległy mecz z Crystal Palace.

I to wszystko tuż przed domową konfrontacją z Arsenalem. W czubie tabeli zrobiło się zatem bardzo gorąco.

Piorunujący początek meczu. Wielki błąd Donnarummy

Trochę się obawialiśmy, iż Mikel Arteta będzie próbował ten mecz prewencyjnie zabić. Że Kanonierzy przyjadą na Etihad Stadium z twardym zamiarem powrotu do Londynu z bezbramkowym remisem w walizce. Ale nic bardziej mylnego – mecz od początku był otwarty i to, co ciekawe, głównie za sprawą Kanonierów. Owszem, najpierw zagotowało się w ich polu karnym, kiedy piłka po uderzeniu w słupek nie wkręciła się do bramki, tylko wypadła w pole, ale później gracze z Londynu zaczęli sprawiać gospodarzom gigantyczne problemy swoim wysokim, ekstremalnie intensywnym pressingiem. Zaowocował on kilkoma poważnymi błędami City w rozegraniu futbolówki. choćby nie tyle na własnej połowie, co w okolicach własnej bramki. Piłkarze Arsenalu naprawdę rzucili się oponentom do gardeł.

Ich pressingowych zapędów nie ostudził choćby Rayan Cherki, który w 16. minucie rywalizacji popisał się znakomitą kontrolą piłki na małej przestrzeni, powymijał defensorów Arsenalu jak tyczki i skierował futbolówkę do siatki. Już po paru chwilach było bowiem 1:1. Tym razem pogubieni w rozegraniu gospodarze zostali brutalnie skarceni: Gianluigi Donnarumma za długo zabierał się do podania, z czego skrzętnie skorzystał rozpędzony do najwyższych obrotów Kai Havertz.

Duży, bardzo duży błąd włoskiego golkipera. A Niemiec zanotował pierwsze ligowe trafienie w bieżącej kampanii.

SZALONE DWIE MINUTY NA ETIHAD STADIUM! Najpierw kapitalna akcja Cherkiego, a chwilę później fatalny błąd Donnarummy, który wykorzystał Havertz!

Oglądaj: https://t.co/Nlao77cILY pic.twitter.com/222a2jQ0XC

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 19, 2026

Przed przerwą kolejnych goli już nie oglądaliśmy, ale spotkanie ich tak chłonęło się z przyjemnością. Czuć było bowiem, iż każdy szybki wypad City i każdy mocniejszy nacisk Arsenalu na połowie przeciwnika może zakończyć się bramką. Kolejne trafienia wisiały więc w powietrzu.

Kluczowy gol Haalanda. Gabriel nie dał mu rady

Po zmianie stron kilka się zmieniło. Żadna z ekip nie zamierzała zdejmować nogi z gazu, a można się choćby pokusić o stwierdzenie, iż jedni i drudzy próbowali podkręcać tempo. Erling Haaland huknął w słupek, Gianluigi Donnarumma wygrał pojedynek z Kaiem Havertzem, Eberechi Aze też ostemplował aluminium…

No aż trudno było uwierzyć, iż dalej jest 1:1.

Strzelecką niemoc przełamali wreszcie gospodarze. A konkretnie – wspomniany przed momentem Haaland, który zapisał na swoim koncie szóstego gola w jedenastej potyczce z Kanonierami. Norweski snajper z niemałym trudem wygrał walkę o pozycję z Gabrielem i nie dał szans golkiperowi Arsenalu. Zresztą Haalandowi i Gabrielowi najwyraźniej mało było walki wręcz, bo dosłownie chwilę później urządzili sobie prawdziwe zapasy w starciu o piłkę, w wyniku której Norwegowi aż rozdarł się podkoszulek. Zapachniało dawną Premier League. Tą, w której Arsenal bił się o tytuł z ekipą z czerwonej strony Manchesteru.

𝐄𝐑𝐋𝐈𝐍𝐆 𝐇𝐀𝐀𝐋𝐀𝐍𝐃! Manchester City prowadzi z Arsenalem w hicie kolejki!

Oglądaj: https://t.co/Nlao77cILY pic.twitter.com/7aAtQBwkF3

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 19, 2026

Później panowie starli się jeszcze razy. I w tym przypadku Anthony Taylor pokazał im już po żółtku, by zapobiec eskalacji tego boiskowego konfliktu. Pep Guardiola domagał się tam choćby czerwonego kartonika dla stopera Arsenalu, który w pewnym momencie natarł czołem na zawodnika City, ale trzeba tutaj oddać Haalandowi, iż on sam nie pajacował i nie udawał wielce pokrzywdzonego w tej sytuacji. I brawo: jak gramy twardo, to gramy twardo.

Zastanawiający jest natomiast przebieg końcowej fazy niedzielnego spotkania.

Fakt, Arsenal był bliski szybkiego wyrównania po stałym fragmencie (notabene po strzale Gabriela), ale potem z Kanonierów jak gdyby zupełnie zeszło powietrze. Nie potrafili przejąć kontroli nad meczem, zepchnąć City do głębokiej defensywy. Zmiennicy nie wnieśli do ich gry zbyt wiele jakości. Miał jeszcze jedną szansę strzelecką Havertz, już w doliczonym czasie gry, ale poza tym – gospodarze dość pewnie dowieźli jednobramkowe prowadzenie do ostatniego gwizdka arbitra.

No i zredukowali stratę do Arsenalu do zaledwie trzech punktów przy, jako się rzekło, jednym spotkaniu rozegranym mniej (i niemal identycznym bilansie bramkowym). Czeka nas nadzwyczaj pasjonująca walka o mistrzostwo. Po takim meczu przewaga psychologiczna jest jednak zdecydowanie po stronie The Citizens.

Czyżby Arsenal miał, który to już zresztą raz, nie wytrzymać presji?

Manchester City – Arsenal FC 2:1 (1:1)

  • 1:0 – Cherki 16′
  • 1:1 – Havertz 18′
  • 2:1 – Haaland 65′

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

  • Liverpool górą w derbach! Masa emocji i gol w 100. minucie
  • Historia zakupu Manchesteru United | Piłkast
  • Cole Palmer: Nie zamierzam odchodzić z Chelsea
  • Bernardo Silva odchodzi z Manchesteru City! Piłkarz ogłosił decyzję

fot. NewsPix.pl

Idź do oryginalnego materiału