Antoni Kowalski to zrobił! Polak pokonał Jamiego Jonesa 10:8 i awansował do fazy głównej mistrzostw świata w snookerze! W legendarnym Crucible Theatre nigdy wcześniej nie grał Polak. Dziś napisała się historia naszego snookera, która będzie mieć jeszcze dalszy ciąg.
Spis treści
- Antoni Kowalski pierwszym Polakiem na MŚ w snookerze
- Równy początek
- Nieco nerwów, więcej spokoju... i Antek w Crucible!
Antoni Kowalski pierwszym Polakiem na MŚ w snookerze
Kowalski grał dziś o podwójną stawkę: przywołany już awans, ale też o utrzymanie karty w World Tourze, bez konieczności przedzierania się do niego na powrót przez turnieje z cyklu Q School. Ta jedna wygrana dzieliła go od osiągnięcia obu tych celów.
W poprzednich dwóch meczach Polak zaprezentował się z bardzo dobrej strony. W drugiej rundzie kwalifikacji – od niej zaczynał – miał wygrać gładko i to robił, choć wynik 10:1 i postawa Polaka, który miał łatwość budowania wysokich podejść, robiły wrażenie. W trzeciej rundzie, w rywalizacji z 28. na świecie Joe O’Connorem zaimponował z kolei spokój, który Antek był w stanie odnaleźć, gdy z prowadzenia 7:2 zrobiło się 8:8.
Pokonał wtedy Anglika w taktycznych rozgrywkach, które powinny być atutem O’Connora, i wyszarpał dwa ostatnie frejmy.
Generalnie Kowalski grał najskuteczniejszego snookera w sezonie. Może nie najlepszego – bo z tym pewnie on sam by się po meczu z Anglikiem kłócił – ale takiego, który pozwalał mu wykorzystywać błędy rywala, skutecznie pracować pod kątem budowy swoich podejść i zapisywać na swoje konto kolejne frejmy.
Już awans do IV, decydującej rundy kwalifikacji, był zresztą wielkim sukcesem. Tak daleko też nie było jeszcze żadnego Polaka, a Kowalski grał w dodatku obciążony wspomnianą presją walki o pozostanie w gronie zawodowców. Naprawdę więc imponowało to, co robił.
I budziło nadzieje, wielkie nadzieje.
Równy początek
Dziś rywalem Antka był Jamie Jones. Gracz dość doświadczony, ale mający za sobą stosunkowo słaby sezon. Walijczyk przyjechał do Sheffield jako 60. gracz rankingu, ledwie o kilka pozycji wyżej od Polaka. Innymi słowy: było to wyzwanie w teorii choćby łatwiejsze od O’Connora, choć podobny typ gracza – raczej wolny przy stole, raczej lubiący rozważyć opcje zagrania, raczej taki, z jakim Kowalskiemu gra się różnie, bo Polak preferuje szybkie granie.
W tym meczu wychodziło to jednak Antkowi dość dobrze.
Ciekawe było to zresztą spotkanie do oglądania, choć z poziomem bywało różnie. Obaj zawodnicy popełniali bowiem nieco błędów, zaskakiwał – negatywnie – Jamie Jones, który często gubił się w taktycznych rozgrywkach, które powinny być jego atutem. Imponował za to Kowalski, bo te dłuższe frejmy, właśnie oparte na taktyce, zwykle nie były jego atutem.
A w tych kwalifikacjach – co było widać już w meczu z O’Connorem – wyraźnie się nim stały.
Pierwsza sesja długo toczyła się po myśli Antka, który zaczął od dwóch wygranych frejmów – ale wygranych, co było pewnym bonusem, po „wykradzeniu” ich z rąk prowadzącego w nich rywala. Dopiero potem Jamie się obudził i sam skonstruował dwa wysokie podejścia, wyrównując stan rywalizacji.
What a way to win your opening frame on Judgement Day!
Antoni Kowalski #JudgementDay pic.twitter.com/Q8ZMWBqiac
— WST (@WeAreWST) April 14, 2026
Zaraz po tym zaczęła się jednak seria Kowalskiego, która trwała trzy frejmy. Wszystkie one były zresztą wyrównane, obaj punktowali, ale – powtórzmy – obaj popełniali nieco błędów. Mniej jednak robił ich Polak, który zgarnął te trzy wspomniane już partie z rzędu i odskoczył na 5:2.
Niestety, tej przewagi nie udało mu się utrzymać – Jones w ósmej partii skonstruował podejście na 97 punktów, a kolejną, ostatnią w tej sesji, wygrał na czarnej bili. Niemniej: po przerwie to Polak miał wyjść na drugą sesję prowadząc. Minimalnie, bo 5:4, ale jednak.
Następowało więc wsteczne odliczanie – pięć frejmów dzieliło Kowalskiego od Crucible Theatre.
Nieco nerwów, więcej spokoju… i Antek w Crucible!
Sesja druga zaczęła się od dwóch frejmów na konto Jonesa – po raz pierwszy więc Kowalski w tym meczu przegrywał, 5:6. I co? I nic. Bo już pokazał na tych mistrzostwach, iż pod presją radzi sobie świetnie. A więc po kiepskim początku popołudniowej sesji wziął się do roboty i wygrał… kolejne cztery frejmy. Wygrał, dodajmy, w naprawdę dobrym stylu – w dwóch skonstruował notowane podejścia (minimum 50 punktów), ogółem raczej nie dawał rywalowi punktować.
A co taka seria oznaczała? Że jest 9:6. I iż tylko jeden frejm dzieli Polaka od Crucible Theatre.
No i tu sprawy nieco się skomplikowały, bo wiadomo – t0 ten moment, w którym to wszystko do ciebie dochodzi. Masz marzenia – każdy snookerzysta je ma – i jednym z nich jest występ na mistrzostwach świata, gdzie gra w zasadzie tylko elita. Dostać się tam niesamowicie trudno, bo to wąskie gardło. Nikt z Polski tego jeszcze nie dokonał. Dodatkowo walczysz o utrzymanie karty. Cholera, ręka musi zadrżeć. I Antkowi zadrżała. We frejmie 16. co prawda Jones po prostu zrobił swoje, ale kolejnej partii Polak mógł żałować.
Walijczyk popełnił tam błąd na różowej, gdy zdawał się już zmierzać po wygraną. Antek mógł mu tę partię wykraść, ale sam spudłował stosunkowo prostą czarną (choć utrudniał fakt, iż chciał w tym samym uderzeniu wybić spod bandy czerwoną). Jamie drugi raz frejma nie oddał, wygrał i zbliżył się na jedną partię.
Ale to wtedy Kowalski pokazał, iż jednak panuje nad nerwami. Złożył świetnego breaka na 61 punktów, uzyskał wygrywającą przewagę, a potem wygrał taktyczną rozgrywkę, gdy Jones walczył o snookery i utrzymanie się w meczu. W końcu jednak Walijczyk popełnił błąd, Antek skorzystał, wbił czerwoną, poprawił niebieską, kolejną czerwoną i czarną.
I w tym momencie nie było już wątpliwości, iż zagra w Crucible. On też to wiedział. Gdy Jones mu pogratulował, uścisnął mu rękę, a potem siadł na krzesełku i na moment skrył twarz w ręczniku. Bo to wszystko musiało dotrzeć, zorientował się, czego dokonał.
ANTEK KOWALSKI ZAGRA NA MŚ W SNOOKERZE!
Ileż go kosztowały te ostatnie frejmy, to wie tylko on. Brawo, brawo, brawo!
Polska 21. krajem, który będzie miał przedstawiciela w Crucible Theatre! pic.twitter.com/3X2vjNIDIi
— Sebastian Warzecha (@sebwarzecha) April 14, 2026
Wprowadził nie tylko siebie, ale i Polskę do Crucible Theatre. Jesteśmy dopiero 21. krajem, który będzie miał tam reprezentanta – szerzej piszemy o tym W TYM MIEJSCU – to naprawdę nie takie proste, szczególnie, jeżeli nie ma się żadnych związków postkolonialnych z Anglią.
Antek dokonał rzeczy wielkiej. Naprawdę, naprawdę wielkiej.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o snookerze:
- Koniec MŚ dla Michała Szubarczyka
- O’Sullivan pobił rekord. Najwyższy break w historii
- 50 lat Rakiety. Sceny z życia i kariery Ronniego O’Sullivana
- Antoni Kowalski: „Trump i Robertson? To już nie idole, a koledzy z pracy” [WYWIAD]

2 godzin temu
















