Ależ rollercoaster! Niebywałe, co się działo w hicie z udziałem Hurkacza

15 godzin temu
To był prawdziwy rollercoaster! Hubert Hurkacz na początku ćwierćfinałowego pojedynku w United Cup szedł jak burza, a Alex de Minaur z trudem utrzymywał się w grze, ale we właściwym momencie Australijczyk - ku euforii szalejącej publiczności - wyciągał asy z rękawa. Świetna passa polskiego tenisisty została brutalnie przerwana - przegrał 4:6, 6:4, 4:6. O awansie do półfinału zdecyduje mikst.
- Alex jest naprawdę szybki, niesamowicie dobrze porusza się po całym korcie - komplementował przed ćwierćfinałem United Cup Hurkacz swojego rywala. Przez pół godziny piątkowego spotkania w Sydney na kilka de Minaurowi ten motorek w nogach się zdał, bo po zagraniach rywala często pozostało mu tylko odprowadzanie piłki wzrokiem. Do czasu jednak.

REKLAMA







Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"



Od bezradności do transu. Thriller w meczu Hurkacza
Hurkacz w piątek po raz drugi w tej edycji United Cup miał szansę zapewnić Polsce awans, a po raz pierwszy zwycięstwo. W obu meczach grupowych to on wychodził na kort jako pierwszy, ale już jego zwycięstwo w środowym pojedynku z Holendrem Tallonem Griekspoorem dało Biało-Czerwonym gwarantujący przepustkę do ćwierćfinału punkt. W fazie pucharowej układ gier singlowych odwrócono. Iga Świątek zgodnie z przewidywaniami rozbiła Maję Joint 6:1, 6:1, a wrocławianin miał szansę zwieńczyć dzieło. Tyle iż przed nim było znacznie trudniejsze zadanie.
26-letni de Minaur nie ma na koncie może wielkich sukcesów, ale jest bardzo regularny i od prawie trzech lat jest stale w Top20 rankingu ATP, a w tej chwili jest szóstą rakietą świata. Na jego korzyść przemawiał też dotychczasowy bilans w pojedynkach ze starszym o dwa lata Polakiem. Wygrał bowiem dwa z tych trzech spotkań, w tym obydwa na korcie twardym, na którym mierzyli się też teraz w Sydney.
O ile Australijczyk w tegorocznym United Cup wcześniej grał w kratkę (przegrana z Casperem Ruudem), to sklasyfikowany w tej chwili na 83. miejscu światowej listy Hurkacz zaprezentował się wtedy nadspodziewanie dobrze, biorąc pod uwagę jego wcześniejszą siedmiomiesięczną przerwę w grze. A odniesionymi w dwóch setach zwycięstwami nad 25. na liście Griekspoorem, ale i Niemcem Aleksandrem Zverevem (3. ATP) wysłał wszystkim rywalom sygnał ostrzegawczy.


Po 30 minutach na tablicy wyników był remis 3:3, ale różnica w wygrywaniu własnych gemów serwisowych przez obu zawodników była ogromna. Dość powiedzieć, iż do tego czasu Hurkacz przegrał tylko jeden punkt przy własnym podaniu, a jego rywal aż 12.



- Bezradny – skwitował sytuację Australijczyka komentator Polsatu Sport, gdy w trzecim gemie Polak błyskawicznie wyszedł na prowadzenie 40:0, znów brylując w polu serwisowym.
Poza świetną postawą przy własnym podaniu Hurkacz bardzo dobrze prezentował się też przy returnie. W dużym stopniu właśnie dzięki temu już w drugim gemie miał aż cztery szanse na przełamanie. Nie zdołał jednak wykorzystać ani żadnej z nich, ani pięciu kolejnych.
Gdy słynny Lleyton Hewitt, który jest kapitanem ekipy gospodarzy, mówił na początku tego spotkania, iż de Minaur musi być cierpliwy, to początkowo Polak pozbawiał go wszelkich szans na zdziałanie wtedy czegokolwiek. Okazało się jednak, iż ta cierpliwość się opłaciła.
Żywiołowi australijscy kibice najpierw wybuchali wrzawą wtedy, gdy ich ulubieńcowi udało się uniknąć "breaka", ale potem szaleli też wtedy, gdy zaczął wykorzystywać moment słabości wrocławianina. W siódmym gemie ten ostatni jeszcze się wybronił, ale w kolejnym popełnione błędy sporo go już kosztowały. A po chwili de Minaur, który zdecydowanie dominował w wygrywaniu ważnych akcji, bez straty punktu dopiął swego i po 52 minutach objął prowadzenie w meczu.



W drugiej odsłonie przez dziewięć gemów podanie żadnego z zawodników nie było zagrożone. Hurkacz dwukrotnie stracił punkt i to było wtedy wszystko. W przerwał trener Nicolas Massu żywiołowo mu coś tłumaczył. Być może zasugerował mu większe ryzyko przy returnie, co Polak pokazał w 10. gemie, w którym zapracował na pierwszego "break pointa", który był jednocześnie piłką setową, a osoby z biało-czerwonej ekipy poderwały się wtedy w euforii. Tyle iż po chwili usiadły z westchnieniem rozczarowania, bo 28-latek posłał piłkę na aut. Ale nadrobił do przy kolejnej szansie, efektownie mijając Australijczyka.


W decydującym secie przełom nastąpił, niestety dla Polaków, dość szybko. Szósty tenisista świata przełamanie zaliczył już przy wyniku 1:1.
- Jak ściana. Wszystko wraca - podsumował komentator telewizyjny, który później opisywał grę reprezentanta gospodarzy do transu.
De Minaur jednak chwilowo obniżył nieco loty i w czwartym gemie wydawało się, iż Hurkacz dostał szansę, by stratę odrobić. Ale był w stanie jedynie doprowadzić dwukrotnie do równowagi. A gracz z antypodów znów pokazał, iż przy grze pod presją radzi sobie świetnie i brutalnie wykorzystuje każdy moment słabości przeciwnika. Po ponad dwóch godzinach rywalizacji przypieczętował cenne zwycięstwo, które przedłużyło szanse jego drużyny na dalszy udział w turnieju.



Tradycyjnie już do miksta pierwotnie zostali zgłoszeni Świątek i Hurkacz, ale ponieważ w obu spotkaniach grupowych losy meczu były już rozstrzygnięte przed rywalizacją w grze mieszanej, to na kort zostali posłani Katarzyna Kawa i Jan Zieliński. Można było przypuszczać, iż przy remisie 1:1 może być inaczej i rzeczywiście, tuż po zakończeniu spotkania wrocławianina realizator transmisji pokazał rozgrzewającą się do gry Świątek. Zagadką pozostaje, kto będzie jej towarzyszył na korcie. Na zwycięzcę czeka w sobotnim półfinale ekipa USA.
Idź do oryginalnego materiału