O Hajar Abdelkader zrobiło się głośno 7 stycznia. 21-letnia Egipcjanka otrzymała tzw. dziką kartę do występu w turnieju tenisowym w Nairobii, stolicy Kenii. Spotkanie z Loreną Schaedel trwało zaledwie 37 minut i śmiało można je określić mianem jednego z najbardziej absurdalnych w historii. Niemka musiała choćby poinstruować swoją przeciwniczkę, skąd ma serwować, a ta sprawiała wrażenie, iż pierwszy raz trzyma w ręku rakietę. Zdobyła w sumie... trzy punkty, wszystkie po błędach Schaedel i popełniła 20 podwójnych błędów serwisowych.
REKLAMA
Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
Kenijska Federacja Tenisowa wydała później oświadczenie, iż "wyciągnie wnioski z tego doświadczenia". Głos zabrał też Dia Nabil Loutfy z egipskiego związku. "Nie znajduje się na żadnej z naszych oficjalnych list" - ogłosił w stanowisku przesłanym BBC.
Hajar Abdelkader zniknęła po skandalu
Dlaczego zatem nikomu nieznana zawodniczka dostała "dziką kartę"? Szansa pojawiła się po wycofaniu się jednej z reprezentantek gospodarzy. To jednak nie wystarczyłoby, gdyby nie oszustwo. - Podawała fałszywe informacje na temat swojego rankingu i statystyk - informuje "The Telegraph", powołując się na swoje źródło. To samo medium wcześniej donosiło, iż zawodniczka "przez ponad 10 dni lobbowała na swoją korzyść, by wystąpić w tej imprezie".
Po meczu na 21-latkę wylał się hejt, a kibice nie dowierzali temu, co zobaczyli. Cały pojedynek można obejrzeć choćby w serwisie YouTube.
Od kilku dni nie wiadomo, co się dzieje z tenisistką. Zniknęła z mediów społecznościowych, nie odpowiedziała na próby kontaktu ze strony "The Telegraph". - Nie możemy jej znaleźć i nie wiemy, dokąd się udała - przekazało źródło.

1 godzina temu










