Aerodynamika absurdu. Czy skoczkowie naprawdę wstrzykują sobie wypełniacze, żeby oszukać system pomiarowy?

2 godzin temu

Zaczęły się Zimowe Igrzyska, zaczęły się absurdy. Wydawało się, iż widzieliśmy już wszystko: odchudzanie się do granic anoreksji, manipulacje przy szwach kombinezonów, wkładki w butach. Ale doniesienia z Igrzysk w Mediolanie i Cortinie brzmią jak ponury żart.

Tzw. „Penisgate”, jak to ochrzciły media to jednak nie tylko tabloidowa sensacja, ale dowód na to, iż system pomiaru ciała w skokach narciarskich jest dziurawy jak sito.

O co chodzi w tej aferze?

Zasada jest prosta: im większe ciało zawodnika, tym większy kombinezon może założyć. A większy kombinezon to większa powierzchnia nośna (skrzydło). Badania pokazują, iż każde 2 cm luźniejszego materiału w kroku mogą przełożyć się na 4% mniejszy opór powietrza i 5% większą siłę nośną.

W skokach to różnica między złotem a miejscem poza podium. Skoro więc skaner 3D (używany do pomiarów przed sezonem) mierzy obwód ciała w kluczowych miejscach, zawodnicy szukają sposobów, by ten obwód sztucznie „napompować” na czas pomiaru. I stąd plotki o wstrzykiwaniu kwasu hialuronowego w… strategiczne miejsca.

Medycyna czy szaleństwo?

Beth Mole z Ars Technica (doktor mikrobiologii, dlatego ją przytaczam, a nie „zwykłe” źródła) przyjrzała się temu od strony medycznej. O ile kwas hialuronowy jest powszechnie stosowany w medycynie estetycznej i ortopedii (jest bezpieczny i wchłanialny), o tyle używanie go do „tuningu” ciała pod skaner brzmi jak scenariusz z horroru. Jeszcze gorzej brzmią doniesienia o parafinie – substancji, która w organizmie może prowadzić do martwicy tkanek i trwałego kalectwa.

Gdzie kończy się sport?

WADA (Światowa Agencja Antydopingowa) rozkłada ręce – wypełniacze to nie doping farmakologiczny, nie zwiększają wydolności mięśni. To doping „strukturalny”.

Na dziś brak twardych dowodów, iż praktyka jest powszechna, a FIS zaprzecza, by złapał kogokolwiek na gorącym uczynku. Jednak sama debata pokazuje, w jak dziwnym miejscu znalazł się wyczynowy sport. Gdy różnice mierzy się w centymetrach i gramach, ciało sportowca przestaje być tylko organizmem, a staje się polem inżynierii.

Jeśli te doniesienia się potwierdzą (a Witold Bańka z WADA obiecał przyjrzeć się sprawie), staniemy przed pytaniem: czy skoki narciarskie to jeszcze rywalizacja ludzi, czy już tylko wyścig inżynierów i chirurgów plastycznych próbujących oszukać wiatr?

Igrzyska w Mediolanie z nowym składakiem. Samsung Galaxy Z Flip7 Olympic Edition trafi do kieszeni każdego sportowca

Jeśli artykuł Aerodynamika absurdu. Czy skoczkowie naprawdę wstrzykują sobie wypełniacze, żeby oszukać system pomiarowy? nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału