Krono-Plast Włókniarz Częstochowa musi mierzyć się z licznymi problemami na początku tego sezonu. „Lwy” na papierze mają zdecydowanie najsłabszy skład w lidze i w dwóch pierwszych meczach zgodnie z oczekiwaniami, ponieśli wysokie dwie porażki. Częstochowianie nie byli również faworytami przed starciem z PRES Grupą Deweloperską Toruń.
Żużlowcy Włókniarzy dali jednak odrobinę euforii swoim kibicom w biegu numer cztery. Choć na tablicy świetlnej wynik wynosił 12-6 dla przyjezdnych, tak jednak na koniec pierwszej serii startów Sebastian Szostak dość nieoczekiwanie pokonał Mikkela Michelsena i dowiózł do mety trzy punkty. Co niektórzy kibice jednak mieli wątpliwości, czy to był na pewno wychowanek klubu z Ostrowa, bowiem na jego plecach można było zauważyć numer 12, z którym do programu wpisany był Jakub Miśkowiak. Jak się jednak okazało, nie doszło do żadnej rezerwy taktycznej. Zgodnie więc z obowiązującym regulaminem, arbiter nie mógł podjąć innej decyzji i zweryfikował wynik wyścigu. Zamiast remisu 3-3, bieg zakończył się podwójnym zwycięstwem przyjezdnych.
Powstają zatem pytania kto dopuścił do tak rażącego niedopatrzenia, które nie powinno mieć na żadnym poziomie profesjonalnych rozgrywek. Wszak w parkingu znajduje się wiele osób, które mogły zauważyć, iż 23-latek ma na sobie niewłaściwy numer startowy. Mimo to, Szostak został wypuszczony na tor na czym ucierpiała cała drużyna, tracąc kolejne dwa punkty.
Sebastian Szostak