Górnik od jakiegoś czasu ma interesujący sposób na punktowanie – u siebie wygrywa, na wyjazdach remisuje. Czy da to mistrzostwo Polski? Cóż, wykluczyć tego nie można, a już na pewno trzeba powiedzieć, iż zabrzanie są w grze o tytuł (w zasadzie dublet) i bardzo mocno należy się z nimi liczyć.
Od marca wygląda to tak…
- wyjazd na Motor: remis
- u siebie z Górnikiem: wygrana
- wyjazd na Widzew: remis
- u siebie z Cracovią: wygrana
- wyjazd na Legię: remis
- dziś u siebie z Koroną 1:0
Gdyby Górnik punktował według tej zasady o początku, mistrzem byłby na pewno. Wziął się za to trochę późno, więc ma prawo być różnie, niemniej po kryzysie – choć Gasparik unika tego słowa – nie ma śladu. Tak jak Górnik od listopada do końca lutego przegrywał regularnie, tak teraz bardzo trudno go pokonać.
Po kryzysie nie ma śladu. Znowu cenny triumf Górnika
Czy dzisiaj mogła zrobić to Korona? Gdyby była sensowniejsza z przodu, miałaby na to szanse, ale o tym jak wyglądali goście w ataku, najlepiej świadczy jedna akcja. Wyszli trzech na jednego obrońcę, wystarczyło go ominąć podaniem i potem może choćby drugim bramkarza, by wsadzić na pustaka. A Korona co? Nic, nie oddała z tego choćby celnego strzału. Błanik fatalnie rozprowadził piłkę do Stępińskiego, zupełnie nie w tempo, ten się jeszcze uratował podaniem do Davidovicia, ale on z kolei chciał nawijać rywala i kopnął tak, iż Janicki zdążył z interwencją.
No nie można tak, po prostu.
Były jeszcze inne okazje dla kielczan, jak próba Stępińskiego z ostrego kąta, ale trudno powiedzieć, by Łubik przeżywał najtrudniejszy dzień w karierze. Korona od Górnika była lepsza przez pewną część pierwszej połowy, natomiast w drugiej już zgasła. Brakowało dokładności, elementu zaskoczenia, przyspieszenia akcji. Snuł się w polu karnym Stępiński, który zawodzi, trzeba to uczciwie przyznać.
Miał rewelacyjny start w meczu z Legią, ale potem upolował już tylko gola z Lechem i z karnego z Arką. Powinien mieć więcej bramek, ale pudłuje – na 38 strzałów tylko osiem miał celnych – a czasem, tak jak dziś, piłka niespecjalnie go szuka, bo albo koledzy źle zagrają, albo sam Stępiński jest spóźniony.
Zbierając to wszystko do kupy: nie miał Górnik najtrudniejszego rywala pod słońcem do ogrania i musiał z tego skorzystać. Wpadło po rzucie rożnym, gdy Zmrzly wrzucił na głowę Janickiego, a ten z pomocą klatki Matuszewskiego pokonał Dziekońskiego. Co interesujące Zmrzly „skorzystał” z kontuzji Janży i w ten sposób pojawił się na murawie. Kto wie, może gdyby nie to, gola dla Górnika ostatecznie by nie było.
Ale jednak był i Zabrzanie przynajmniej przez chwilę mają tyle samo punktów co Lech. Mało, bo mało, ale tyle wystarczy, żeby grać o tytuł.
Ekstraklasa
-
29. Kolejka
Górnik Zabrze Korona Kielce
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Ktoś jeszcze nie wierzy? Widzew głównym faworytem do spadku
- Motor stracił podstawowego bramkarza. Poważna kontuzja
- Miał być Lech, jest nowy kontrakt z GieKSą. Strączek ogłosił
Fot. Newspix

3 godzin temu








![FUTSAL. Świetna gra i sensacyjny remis BSF z Constractem 2-2! [DUŻO ZDJĘĆ]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_0785_wynik.jpg)





