5 szybkich wniosków: Widzew – Lech 2:3

kkslech.com 1 tydzień temu

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w uproszczeniu dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.

Reklama



BARDZO interesujące WIDOWISKO

Lech Poznań wyszedł na mecz z Widzewem Łódź w przewidzianym składzie, który na ten moment wydawał się najlepszy. Mistrzowie Polski dobrze weszli w to spotkanie – gwałtownie mieli korner i równie gwałtownie zdobyli gola za sprawą rajdu będącego w bardzo wysokiej formie Patrika Walemarka w 6. minucie. Zaraz po tej bramce Widzew rzucił się do ataku i zaczął stosować atak pozycyjny, co było korzystne dla Lecha. Nasz zespół lepiej czuje się w fazach przejściowych niż w ataku pozycyjnym, umie wychodzić spod pressingu, potrafi wykorzystywać przestrzenie i właśnie taką przestrzeń pochłonął w 22. minucie gry. Wtedy szybka akcja z naszej połowy, szybkie podania po ziemi i płynna gra m.in. Pablo Rodrigueza czy Patrika Walemarka zakończyły się golem na 2:0. Lechici w ciągu 22 minut oddali 2 strzały (oba celne) i zdobyli z nich 2 gole, jednocześnie umiejąc odeprzeć kilka groźnych oraz szybkich ataków Widzewa. Łodzianie wysoko zawiesili poprzeczkę Lechowi, grając z wysoką intensywnością i dużą determinacją. Lech prowadził 2:0, później 2:1, ale w statystykach lepszy był przeciwnik, który choćby nieco dłużej utrzymywał się przy piłce (ta statystyka w dzisiejszym futbolu jest akurat mało istotna).

CZTERY GOLE LECHA

Lech Poznań sam strzelił sobie bramkę w 27. minucie gry, której nie byłoby, gdyby nie prosty błąd Joela Pereiry. Portugalczyk często popełnia takie błędy. Nie każdy umie je wykorzystać, ale akurat Widzew to uczynił, co tylko rozkręciło ten mecz. Łodzianie grali intensywnie i z pasją, Lech prowadząc już różnicą tylko jednej bramki starał się momentami odgryzać. Po zmianie stron Widzew gwałtownie wyrównał, a adekwatnie strzelił bramkę wyłącznie dzięki Mateuszowi Lisowi. Nasz bramkarz już w pierwszej odsłonie miał kilka niepewnych interwencji, aż w 52. minucie gry dał się zaskoczyć podaniem w pole karne Mariusza Fornalczyka, którego oczywiście na prawej obronie nie upilnował Joel Pereira. Portugalczyk był więc zamieszany w oba stracone gole, jednak druga bramka wędruje wyłącznie na konto Mateusza Lisa, który w 52. minucie gry po prostu się ośmieszył. Lech Poznań w ciągu 52 minut strzelił wszystkie cztery gole, ale tylko dwie bramki w dobrą stronę.

Reklama



MECZ Z LEKKIM WSKAZANIEM NA LECHA

Widzew, remisując z Lechem 2:2, zaczął szanować wynik, sprawiając wrażenie drużyny, która jest zadowolona z remisu. Po 56 minutach Łodzianie mieli przewagę w statystykach, dlatego obiektywnie można było mówić o sprawiedliwym remisie. Po 60. minucie gry obraz zaczął się zmieniać. Lechici zaczęli częściej grać w ataku pozycyjnym, zyskali przewagę w posiadaniu piłki i mieli wyższe xG. Nie stwarzali co prawda wielu sytuacji, ale potrafili prowadzić grę, „siedzieć” na Widzewie i nie dopuszczali go do kontr, gdyż szanowali piłkę, której nie tracili. W końcówce meczu nie było widać, kto grał w czwartek, a kto gra raz na tydzień. Mimo m.in. skurczów Patrika Walemarka to nasza drużyna prezentowała się lepiej, było w niej więcej ambicji do odniesienia zwycięstwa niż w Widzewie, a na końcu błąd popełnił ten, który do 95. minuty rozgrywał bardzo dobre zawody. Barłomiej Drągowski obronił kilka groźnych strzałów, ale w 96. minucie nie wiadomo po co wyszedł z bramki i wpadł na Krajewskiego. Blisko tej dwójki był nasz rezerwowy Luis Palma, który, oddając płaski strzał, wykorzystał fatalny błąd bramkarza Widzewa Łódź i zapewnił Lechowi Poznań wygraną 3:2. Gol na 3:2 padł w kuriozalnych, dziwnych okolicznościach, a sama końcówka była szalona (w 92. minucie gry sędzia odwołał rzut karny dla gospodarzy). Całościowo i patrząc na suche liczby, Kolejorz był wczoraj minimalnie lepszy, dlatego nie można mówić, iż nie zasłużył na zwycięstwo. Lech Poznań m.in. swoją postawą w końcówce zasłużył na trzy punkty, które wyszarpał i odczarował obiekt, na którym wcześniej przegrał 2 mecze rezultatem 1:2 (pierwsze zwycięstwo w Łodzi od 19 marca 2023 roku).

SYPIEMY SIĘ

Mecz z Widzewem w Łodzi miał dla nas jedną ciemną stronę. Sypiemy się i to jeszcze przed regularną grą co 3–4 dni. Nie ma Alexa Douglasa, Leo Bengtssona, Mikaela Ishaka, Joao Moutinho, a teraz jeszcze Daniel Hakans wypadł na 2–3 tygodnie. Mało? Antoni Kozubal opuszczał murawę w Łodzi z bólem kostki oraz w towarzystwie fizjoterapeutów. Nie jest dobrze. Przed nami jeszcze 5 meczów do przerwy na kadrę, a problemów nie ubywa, tylko przybywa. Hakans o grze do 20 września może już zapomnieć. Ishak, Moutinho oraz Bengtsson być może będą gotowi na czwartek, ale nie ma żadnej gwarancji, iż na pewno tak będzie. Mamy na dziś wąską kadrę, brakuje mocy na ławce, gołym okiem widać brak rywalizacji na środku obrony czy na skrzydle, a kibicom marzy się jeszcze napastnik czy bramkarz do poważnej rywalizacji z Mateuszem Lisem.

Oczywiście, kibice mają rację, a już tym bardziej w sytuacji, w której zostaliśmy z trzema stoperami (Yegbe, Mońką i Skrzypczakiem) + Janyszką, który na dziś jest zbyt słaby na pierwszy zespół, dlatego trener Niels Frederiksen na razie oddelegował go do rezerw. Do tego dochodzą problemy na boku pomocy czy brak rywalizacji w ataku, gdzie przy tak dużej liczbie meczów przydałby się ktoś jeszcze. Ponadto liczenie, iż Michał Gurgul cały czas będzie zdrowy i będzie grał po 90 minut także jest igraniem z ogniem.

03.09, Lech Poznań – Jagiellonia Białystok (20:30)
06.09, Lech Poznań – Raków Częstochowa (17:30)
12.09, Górnik Zabrze – Lech Poznań (17:30)
17.09, Crystal Palace – Lech Poznań (21:00)
20.09, Lech Poznań – Radomiak Radom (20:15)

KROK PO KROKU, MECZ PO MECZU

Zbliżający się maraton 5 meczów między 3 a 20 września to nic w porównaniu z tym, co czeka nas od 10 października do 8 listopada (9 meczów). Wtedy będziemy rywalizować tylko co 3-4 dni, tutaj Lechici będą mieli parę dni przerwy pomiędzy 6 a 12 września.

10.10, Śląsk Wrocław – Lech Poznań (17:30)
15.10, Lech Poznań – Bayer Leverkusen (18:45)
18.10, Lech Poznań – Korona Kielce
22.10, Lech Poznań – Sunderland (18:45)
25.10, Legia Warszawa – Lech Poznań
28.10, 1/16 Pucharu Polski
31.10, Lech Poznań – Wisła Kraków
05.11, Benfica Lizbona – Lech Poznań (21:00)
08.11, Lech Poznań – Zagłębie Lubin

Takimi rzeczami zajmiemy się później. Aktualnie trzeba się cieszyć z bardzo dobrego startu. Aż 10 punktów w 4 meczach ligowych to bardzo dobry wynik Lecha Poznań, który jest na 2. miejscu, ma 2 oczka straty do lidera Ekstraklasy i jeszcze ma 2 zaległe mecze (już w czwartek o 22:30 może być liderem). Sam Lech Poznań jest po prostu mocny, a ten słynny wynik z AGF 1:4 to wyłącznie bardzo bolesny wypadek przy pracy. Kolejorz nie przegrał w lidze od 7 marca (14 meczów), w ostatnich 22 spotkaniach na wszystkich frontach poległ tylko raz, przełamał się w Łodzi, gdzie wygrał 8 raz w historii i dnia 30 sierpnia 2026 odniósł 5 z rzędu ligowe zwycięstwo na wyjeździe. Wszystkie te liczby czy passy są po prostu mistrzowskie! Lech Poznań jest mocny, wykonał wczoraj kolejny krok naprzód i już za 3 dni zechce wykonać skok na należne mu 1. miejsce w PKO Ekstraklasie 2026/2027.





Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

Idź do oryginalnego materiału