5 szybkich wniosków: Śląsk – Lech 1:4

kkslech.com 1 tydzień temu

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w uproszczeniu dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.

Reklama


OSTRY POCZĄTEK MÓGŁ ZWIASTOWAĆ PROBLEMY
—
Lech Poznań wyszedł na ten mecz w składzie, którego można się było spodziewać; wyjątkiem był jedynie Robert Gumny na prawej pomocy. Śląsk Wrocław już mocniej zaskoczył składem, który był eksperymentalny i ofensywny, co zwiastowało ryzykowną, ofensywną grę WKS-u. Rywal od początku ruszył na nas wysokim pressingiem, gwałtownie zaczął napędzać się przez proste straty Lechitów, gwałtownie oddał też m.in. groźny, ale niecelny strzał, który wykonał Przemysław Banaszak, czy celny, sparowany przez Mateusza Lisa. Poznaniacy dojechali na mecz w 19. minucie, gdy crossowym zagraniem popisał się Joel Pereira i po nim zrodziło się zamieszanie w polu karnym Karola Niemczyckiego. Być może kluczem do wygranej były pierwsze minuty, w których Śląsk Wrocław zagrał ofensywnie, na dużej determinacji i przy okazji na dużej intensywności, o której przed meczem mówił Ante Šimundža.

Reklama



PIERWSZY CELNY STRZAŁ I PIERWSZY GOL
—
W 24. minucie Mateusz Lis kapitalnie obronił nogami, wtedy Śląsk Wrocław nie wykorzystał kolejnej szansy i w 31. minucie gry już przegrywał. Wówczas zrodziło się zamieszanie w polu karnym; być może Lech miał trochę szczęścia, ale nie byłoby gola na 1:0, gdyby nie akcja Pablo Rodrigueza po prawej stronie pola karnego oraz precyzyjny strzał z powietrza Filipa Jagiełły. Pomocnik Lecha idealnie przymierzył i wyprowadził swój zespół na prowadzenie, po którym poznaniakom grało się łatwiej. Lechici zyskali wyższe posiadanie piłki, wypracowali wyższe xG i widać było, iż poczuli się pewnie na murawie, na której to Śląsk początkowo chciał nam narzucić swój styl gry. Przy stanie 1:0 marzeniem było zdobycie gola na 2:0, który jeszcze mocniej podciąłby skrzydła rywalowi. Za wiele sytuacji nie było, ale chęć do gry do przodu – już tak. Od gola na 1:0 nasz zespół wcale nie grał głębiej, tylko właśnie grał wyżej, co momentami wrocławianie chcieli wykorzystać, kierując długie piłki do swoich dwóch napastników.

Reklama



CIOS PODCINAJĄCY SKRZYDŁA
—
W 47. minucie meczu powinno być 2:0, jednak wtedy wyszło, iż Robert Gumny to obrońca i nie ma instynktu killera, by wykończyć prostą sytuację. Na szczęście w 50. minucie gry dobrą decyzję podjął Pablo Rodriguez, który oddał uderzenie zza pola karnego i po rykoszecie zdobył gola na 2:0. Gol w 50. minucie? To było świetne! Lech oddał we Wrocławiu dwa celne strzały i prowadził 2:0, dlatego możemy mówić o świetnej skuteczności Mistrza Polski, który wypunktował beniaminka. Lech mógł później grać na dużym luzie, ponieważ Śląsk Wrocław poczuł się słaby, nie miał już pomysłu na grę i widać było, iż już siadł. O dziwo w 65. minucie gry Śląsk zdobyłby gola, gdyby nie świetna interwencja Joela Pereiry, który znalazł się przy słupku, wyręczając Mateusza Lisa. Od tamtej pory na murawie było jeszcze więcej miejsca, co tak klasowy zespół, jak Lech Poznań powinien wykorzystać – i to właśnie zrobił.

Reklama



ŚLĄSK NA KOLANACH, A MOGŁO BYĆ WYŻEJ
—
Patrik Wålemark początkowo po wejściu na murawę kilka pokazywał, ale później został gwiazdą meczu i upokorzył przeciwnika. Mógł mieć asystę, ma chociaż dwa gole, po których ośmieszył stoperów Śląska Wrocław. W obu tych sytuacjach Lech Poznań wykorzystał fazę przejściową, wykorzystał przestrzeń i zdobył dwa gole, również dzięki indywidualnej jakości Szweda. Przy stanie 4:0 rywal prosił się o kolejne gole, bowiem już zupełnie nie wiedział, co ma grać. Nie wiedział, czy może się cofnąć, czy poszukać gola? Przeciwnik nie cofnął się, pozwalał Lechowi Poznań na bardzo wiele, grał zbyt ofensywnie, za wysoko w obronie. Dwie świetne szanse miał Yannick Agnero, ale oczywiście obie zmarnował. Szkoda, bo w końcówce Śląsk Wrocław był tak rozregulowany, iż powinien dostać piątkę i na pewno nie powinien nam strzelić gola po rzucie rożnym i uderzeniu zawodnika, który nie ma choćby 175 cm. To nie podobało się Nielsowi Frederiksenowi i nie ma się co dziwić. Zamiast 5:0, a choćby 6:0, było 4:1. Z przebiegu II połowy WKS absolutnie nie zasłużył na gola, za to Lech Poznań zasłużył choćby na więcej bramek i wspomniany już Agnero powinien coś trafić.

Reklama



ŚWIETNE ROZPOCZĘCIE DRUGIEGO ETAPU
—
Warto było czekać 19 dni na taki mecz! Lech Poznań popsuł humory całemu Wrocławiowi, w tym kibicom Śląska, którzy przyszli głównie na Lecha, licząc na to, iż ich zespół pokona nas czwarty raz z rzędu. Nic nie trwa wiecznie. Nie dość, iż Lech Poznań wygrał na nowym obiekcie trzeci raz w historii, po ponad 4 latach przerwy, to jeszcze 4:1, co jest oczywiście najwyższym zwycięstwem Kolejorza na Dolnym Śląsku w całej rywalizacji ze Śląskiem Wrocław. To ważne, bowiem świetnie było odczarować ten obiekt, na który dziś przyszło aż tylu ludzi, i tak doskonale rozpocząć II etap jesieni, w którym czeka nas jeszcze 8 meczów co 3–4 dni, aż do 8 listopada. Brawo Lech! To było klasowe zwycięstwo nad niewygodnym rywalem, z którym rzadko wygrywamy, a co dopiero tak wysoko. Mistrz Polski znów pokazał, co jest jego dużym atutem, a jest nim faza przejściowa. Oczywiście – są też rzeczy do poprawki. Są nimi skuteczność Yannicka Agnero czy zachowanie w końcówce po sfg. To są rzeczy do analizy przez sztab szkoleniowy Nielsa Frederiksena, za to kibice Lecha Poznań mają się dziś z czego cieszyć i mogą już myśleć o zobaczeniu czwartkowego meczu z czołową drużyną Bundesligi. Będzie się działo!

Reklama



Autor zdjęć: Dawid Ćmielewski

[See image gallery at kkslech.com]

Stadion podczas Śląsk Wrocław – Lech Poznań (10.10.2026)

[See image gallery at kkslech.com]





Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

Idź do oryginalnego materiału