5 szybkich wniosków: Pogoń – Lech 1:2

kkslech.com 1 tydzień temu

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w uproszczeniu dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.

Reklama



JEDEN CEL MIMO WIELU OSŁABIEŃ

Koniec mijającego już tygodnia treningowego przyniósł nowe problemy w drużynie, o których można było Wam napisać dopiero 2,5 godziny przed meczem z Pogonią. Wszyscy wiemy o ważnej końcówce tego sezonu zarówno dla tego serwisu, jak i dla Lecha Poznań, wszyscy walczymy o przyszłość, dlatego informacje o nowych kontuzjach czołowych piłkarzy zostały utajnione po to, by nie ułatwiać zadania rywalom. Przez uraz dłoni wypadł Bartosz Mrozek, który niedługo powinien wrócić, gorzej może być z Mateuszem Skrzypczakiem, w jego przypadku trzeba jeszcze poczekać na przewidywaną datę powrotu do gry. Bez względu na skład Lecha celem Poznaniaków było odniesienie wygranej w Szczecinie, a tym bardziej, iż Pogoń od wielu tygodni nic interesującego nie pokazuje, choćby poniedziałkowe zwycięstwo tej drużyny w Gliwicach było szczęśliwe. Lech Poznań ma znaną wszystkim jakość, którą miał przewyższać zdeterminowaną Pogonią Szczecin chcącą dziś dać swoim kibicom prezent z okazji 78. urodzin założenia klubu. Patrząc na wyjściowe składy były duże szanse na zwycięstwo, gdyż „Portowcy” wyszli na ten mecz w jakimś dziwnym zestawieniu ze skrzydłowymi w ataku i w rozpisanym systemie 1-4-4-2. Papier to jedno, rzeczywistość drugie, Pogoń Szczecin tak naprawdę wyszła na Lecha Poznań w ustawieniu 1-5-3-2 stosując eksperyment większy od eksperymentu w bramce Kolejorza czy na pozycji jednego stopera.

NAJNIŻSZY WYMIAR KARY DLA POGONI

Lech Poznań od początku meczu prowadził atak pozycyjny, przewyższał gospodarzy jakością i marnował sytuacje podbramkowe. Mikael Ishak od pierwszych minut był bardzo nieskuteczny, Szwed gwałtownie powinien mieć hat-tricka, a swoimi słabymi strzałami tylko ułatwiał Cojocaru interwencje. Już po 2-3 niewykorzystanej setce Ishaka można było bać się, czy przypadkiem zaraz to się nie zemści, czy przypadkiem zaraz Pogoń z niczego nie strzeli gola lub po naszej stracie w środku pola bądź błędzie bramkarza. Na szczęście Poznaniacy grają na wyjazdach bardziej odpowiedzialnie niż u siebie, są też lepiej ustawieni taktycznie i dobrze bronili dostępu do własnej bramki. W 36 minucie Lech w końcu otworzył wynik meczu, choć po akcji, w której akurat bramką nie pachniało. Na szczęście pomógł wówczas rykoszet, po którym Cojocaru tylko odprowadził piłkę wzrokiem zasłużenie wyciągając piłkę z szatni. Po wyjściu na prowadzenie 1:0 idealnie byłoby zdobyć gola na 2:0 jeszcze przed przerwą, czego ostatecznie nie udało się zrobić. Na szczęście Lech Poznań mający bardzo dużą, optyczną przewagę, a już tym bardziej w strzałach (12/5 do 2/1), przełożył ją chociaż na jedną bramkę, po 45 minutach Pogoń mogła być zadowolona z wyniku, dla bardzo słabych piłkarsko i taktycznie gospodarzy zostawiających nam mnóstwo miejsca w środkowej strefie rezultat 0:1 był najniższym wymiarem kary.



2:0 TO ZA MAŁO, BY WSZYSTKICH RADOWAŁO

Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się, Lech Poznań jeszcze więcej grał z kontry i równie gwałtownie powinien zdobyć gola na 2:0. Niestety król Mikael Ishak mający dotąd patent na Pogoń (8 goli) znowu zmarnował setkę, za moment dobijał jeszcze Patrik Walemark, który w świetnej sytuacji nie trafił i to po uderzeniu lepszą lewą nogą! Po 55 minutach gry w strzałach było już 17/8 do 3/1 na naszą korzyść, nieskuteczność Poznaniaków naprawdę stała się już denerwująca, na pocieszenie można było zachwycać się luzem w ofensywie, który miał m.in. Ali Gholizadeh, choć i on był nieskuteczny, a w paru sytuacjach mógł szybciej/lepiej podać. W 62 minucie po kolejnej kontrze Lech Poznań miał liczebną przewagę trafiając w końcu do siatki na 2:0, co niestety przez cały czas kilka oznaczało. Były już mecze, w których Kolejorz prowadził 2:0, kontrolował mecz, przeważał, powinien prowadzić bardzo wysoko, a później nagle tracił gola z niczego i do końca drżał o wynik. Dziś na oczach pond 20 tysięcy widzów celem było uniknięcie bramki dla „Portowców”, którzy po golu kontaktowanym postawiliby wszystko na jedną kartę.

SERCE BIŁO JAK SZALONE

W 80 minucie gry stało się coś, czego wielu kibiców obawiało się. Lech Poznań po długim zagraniu stracił gola, piłkę dobrze przyjął sobie najbardziej aktywny z przodu w ekipie rywala Mukairu, który technicznym strzałem pokonał Andrejewa i tym samym znacząco zwiększył poziom emocji. Pogoń jeszcze przed golem kontaktowym postawiła wszystko na jedną kartę, ale po trafieniu na 1:2 już tym bardziej rzuciła się do przodu zyskując nowe siły. Niestety im dalej w mecz, tym Lechici biegali coraz wolniej, widać było nerwowość naszych obrońców czy bramkarza, który jeszcze zaczął zmagać się z urazem mięśnia. Plamen Andreev musiał sobie zrobić aż dwie przerwy doprowadzając kibiców Pogoń do wściekłości, stadion buczał na opatrywanego Lechitę, cały Szczecin czekał na gola na 2:2 nerwowo odliczając czas. Na szczęście Lech w poszczególnych fragmentach grał mądrze, w doliczonym czasie potrafił kierować podania w sektory, z których wyprowadzanie piłki na nasza połowę trwałoby długo. Każdy z Lechitów walczył, starał się, strat było niewiele, dlatego była nadzieja na przepchnięcie tego meczu. Mimo czujnej gry Poznaniacy i tak by dziś nie wygrali, gdyby nie świetna interwencja kontuzjowanego bramkarza. W 101 minucie gry Daniel Hakans spowodował rzut wolny, za moment po centrze był strzał głową, który świetną interwencją zatrzymał Bułgar. Po niej sędzia jeszcze nie zakończył meczu, Lechici jeszcze starali się trzymać piłkę na połowie przeciwnika i na końcu to oni mogli świętować. Za nami szalony, pełen emocji bój, w którym było dosłownie wszystko, z niewykorzystanymi setkami na czele. Pogoń Szczecin nie mogłaby mieć żadnych pretensji, gdyby przegrała choćby 0:6, a na końcu wyrwałaby ten niezasłużony punkt, gdyby nie interwencja Plamena Andrejewa ratującego Lechowi Poznań pełną pulę na oczach kompletu widzów. Piłkarsko był to bardzo dobry mecz w wykonaniu Kolejorza, który niestety sam narobił sobie tzw. „bigosu” przez niewykorzystanie wielu szans. Na szczęście 3 punkty pojechały już na Bułgarską i jeżeli Lech Poznań obroni tytuł Mistrza Polski, to tego meczu w Szczecinie wszyscy kibice nie zapomną przez wiele lat.

JESZCZE KRÓTSZA TRASA PROSTA DO DZIESIĄTEGO MISTRZOSTWA!

Lech Poznań wygrał dziś coś więcej, niż tylko mecz ligowy za 3 punkty. Zdobył niewygodny dla siebie obiekt, być może znów go zdobył w mistrzowskim sezonie. Do uprawnionego 10 mistrzostwa w historii pozostało już tylko 5 kroków, ten postawiony 18 kwietnia powinien tylko napędzić Kolejorza mentalnie i nakręcić kibiców, którzy 18 kwietnia otrzymali solidną dawkę adrenaliny. Na dziś to Lech rozdaje karty, ma 3 oczka przewagi nad wiceliderem, nałożył presję na Jagiellonię, ma niezły terminarz i choćby mimo tych kontuzji w drużynie ma wszystko, by za nieco ponad miesiąc mógł znów świętować. W ten weekend cały Poznań czy Wielkopolska świętuje, cieszy się tym zwycięstwem, ogląda bramki, skrót spotkania, internauci KKSLECH.com oglądają zdjęcia, które niedługo ukażemy czy czytają kolejne materiały przygotowane w Szczecinie, ale już od poniedziałkowego popołudnia zapominamy o Pogoni Szczecin skupiając się na kolejnych wyzwaniach.



Autor zdjęć: Dawid Ćmielewski

[See image gallery at kkslech.com]

Stadion podczas Pogoń Szczecin – Lech Poznań 1:2 (18.04.2026)

[See image gallery at kkslech.com]





Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

Idź do oryginalnego materiału