Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w uproszczeniu dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.
Reklama
WISŁA CHCE Z NAMI GRAĆ
—
Trener Lecha, Niels Frederiksen, wystawił dziś skład, którego można było się spodziewać, i to samo zrobił szkoleniowiec Wisły, Mariusz Jop. Opiekun beniaminka już przed meczem mówił o chęci gry w Poznaniu zgodnie z DNA i filozofią, a to oznaczało, iż nie oglądał spotkania z Siarką lub jest taktycznym nieukiem. Wisła od początku chciała z nami grać w piłkę, chciała atakować zamiast się cofnąć, grać w tym słabym na papierze składzie personalnym na 0:0 i czekać na sfg czy na fazy przejściowe. Efekt? Lech gwałtownie mógł prowadzić, choćby powinien prowadzić, gdyby tylko Patrik Wålemark w pierwszym kwadransie wykorzystał jedną z trzech okazji do zdobycia gola. W każdym razie otwarta postawa gości, chęć pójścia na wymianę ciosów już zapowiadała spokojne kolejne minuty i zwiastowała wygraną Kolejorza, który lubi, gdy ligowy rywal czy przeciwnik w Pucharze Polski gra z nami otwarty futbol. Nie muruje, tylko sam prosi się o utratę gola.
LECH POWINIEN PROWADZIĆ
—
Wisła z upływem spotkania nie rezygnowała z własnej filozofii. przez cały czas grała swój futbol, przez co w posiadaniu piłki mieliśmy wyrównany mecz z lekkim wskazaniem na Kolejorza, który po 20. minucie miał trochę gorszy okres. Lech po tym czasie nie podkręcał tempa, niewidoczny był Antoni Kozubal, przy jednym zagraniu Yannick Agnero prawie skręcił sobie kostkę, a sami poznaniacy nie umieli narzucić krakowianom swojego stylu gry. Pomimo takiej postawy nie trzeba było czuć niepokoju. Wisła grała bowiem pod nas, chciała strzelić gola, więc i Lech gwałtownie mógł zdobyć bramkę, której był blisko w 29. minucie. Była przestrzeń na murawie, był w formie Patrik Wålemark, który oddał wtedy zablokowane uderzenie w polu karnym. Po 35. minucie gry, drużyna znów miała mały dołek, przez co pierwsza połowa zakończyła się remisem 0:0. Gra Lecha Poznań w pierwszej części nie porywała i pod względem intensywności nie był to nasz dobry mecz, aczkolwiek przy lepszej skuteczności, ciągnącego atak Wålemarka i tak mogliśmy prowadzić choćby wyżej niż 1:0.
WIDOCZNA CHĘĆ WYGRANEJ
—
Lech Poznań wyszedł na drugą część z większą werwą, taką pozytywną energią. Zaczął grać z większą determinacją, szybciej, więc równie gwałtownie zamknął Wisłę na jej połowie i zdobył gola po efektownej akcji – po wymianie paru podań oraz po wejściu Antoniego Kozubala na pozycję dziewiątki. Szkoda, iż błyskawicznie stracił też bramkę na 1:1, ponieważ Mateusz Skrzypczak wrócił do tzw. ustawień fabrycznych i dał się zaskoczyć. Na całe szczęście żadnej nerwówki nie było, bowiem Patrik Wålemark niezwłocznie potwierdził swoją wysoką formę. Zdobył szóstego gola w lidze po siódmej asyście ligowej Pablo Rodrigueza, przez co wszystko zaraz wróciło do normy. Lech Poznań miał za sobą bardzo dobry pierwszy kwadrans po przerwie, ale także później grał nieźle, szedł po trzeciego gola i zdobył go za sprawą skutecznego tym razem Yannicka Agnero. Przy stanie 3:1 realnie było po meczu. Lech Poznań miał dwubramkowe prowadzenie, na murawie zaczął być przede wszystkim sobą, czuł się mocny sportowo, podczas gdy Wisła już na 100% przekonała się o tym, iż nie warto było iść na wymianę ciosów. Trzeba było jednak stanąć jak Siarka Tarnobrzeg, a wtedy beniaminek miałby raczej większe szanse na chociaż przedłużenie emocji.
OTWARTY MECZ, ZNAJOMY WYNIK
—
Wisła Kraków nie wyciągnęła wniosków z gry Lecha Poznań z Koroną, Radomiakiem, Śląskiem czy choćby z Legią w niektórych fragmentach. Zamiast w tym składzie personalnym zagrać taktycznie, defensywnie i z kontry, pokazała swoją filozofię, a na końcu przegrała 1:3 (powinna przegrać wyżej). Dla nas taka naiwna gra słabszego na papierze przeciwnika była oczywiście korzystna, dla wszystkich oglądających to spotkanie tak samo. Lech Poznań oddał dziś aż 19 strzałów, w tym 8 celnych, podczas gdy Wisła Kraków wykonała 16 uderzeń, ale tylko 3 celne. Ktoś mógłby powiedzieć, iż mecz był wyrównany, ponieważ Wisła Kraków miała kilka mniejsze posiadanie piłki (48%), jednak tak nie było. Lech Poznań był zdecydowanie lepszy, zaraz po zmianie stron podkręcił tempo i zasłużenie odniósł pewne zwycięstwo. Gra Lecha Poznań przy Bułgarskiej w ligowym sezonie 2026/2027 wygląda dużo lepiej niż w zeszłym (obecny bilans 6-1-0, 20:4), ale też taktyka przeciwników na naszym obiekcie wygląda inaczej (Leszek Ojrzyński i jego Zagłębie za tydzień prawdopodobnie postawi już autobus). Na ten moment Mistrz Polski to żelazny faworyt do obrony tytułu, podczas przerwy na kadrę przez cały czas będzie prowadził, a bilans 10-1-1, gole: 32:11 podczas gier co 3-4 dni wygląda wręcz potężnie. Lech Poznań zmierza po jedenaste mistrzostwo, pewnie jeszcze nieraz się wykolei, ale może być trudny do powstrzymania na dłuższą metę. Liga to jednak nie Puchar Polski, w którym przegrana oznacza odpadnięcie. Tutaj możemy przegrać, a i tak jeszcze ktoś musi umieć to wykorzystać, żeby w ogóle wyprzedzić Kolejorza. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość w PKO Ekstraklasie. Na dziś polska liga to świat Lecha Poznań, który spełnia w niej marzenia kibiców.
OD STACJI DO STACJI BEZ ŻADNEJ KOMPROMITACJI
—
Od stacji do stacji bez żadnej kompromitacji. Lech Poznań nie zmaże już hańby z ósmą drużyną grupy 4 III-ligi, nie wróci już do rozgrywek o Puchar Polski, nie odzyska go po ponad 18 latach, nie zapewni sobie Ligi Konferencji 2027/2028 i pierwszy raz od 1984 roku nie sięgnie po dublet. Szkoda, jednak nie przegraliśmy jeszcze innych frontów, a w tym jednego, na którym wszystko zależy od Lecha Poznań. Dzisiejsza wygrana z otwarcie grającym rywalem, który nie dostosował się do nas, to następny krok w kierunku zdobycia tytułu Mistrza Polski 2026/2027, IV rundy eliminacyjnej Ligi Mistrzów i co najmniej fazy ligowej Ligi Europy 2027/2028. Jednocześnie już od poniedziałku będzie trzeba myśleć o kolejnym wyzwaniu, jakim jest Benfica Lizbona oraz mecz na Estadio da Luz, który jest nagrodą dla Kolejorza czy dla nas za tamten sezon. Na pewno dzisiejsze spotkanie z Wisłą Kraków nie będzie miało żadnego wpływu na rywalizację z (prawdopodobnie) rezerwowymi Benfiki, na którą średni kurs u bukmacherów wynosi 1.20. Wypada wierzyć, iż Lech Poznań dnia 5 listopada nie będzie dzisiejszą Wisłą Kraków. Nie będzie pokazywał własnej filozofii, mitycznego DNA i nie zastosuje taktyki Wisły na tle tak mocnego rywala z Ligi Europy, w której gra wygląda o 180 stopni inaczej niż w Ekstraklasie. Dziś Lech był ofensywnym, sympatycznym Lechem i dlatego wygrał. Za parę dni nie możemy już zobaczyć Lecha grającego w tym samym odważnym stylu, co dziś z beniaminkiem, jeżeli nie chcemy zebrać batów.
Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)













![Halloween Party w Imbramowicach. Szósta edycja przyciągnęła tłumy przebierańców [FOTO/VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/10/Halloween-w-Imbramowicach-2026-1.jpg)


