Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w uproszczeniu dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.
Reklama
SZYBKO POSZŁO
—
Lech Poznań mógł świetnie rozpocząć mecz, gdyby w 2. minucie wykorzystał akcję, którą właśnie należało przeprowadzić. Przed meczem informowano o lukach zostawianych na skrzydłach, a już szczególnie po lewej stronie Crystal Palace, i właśnie po akcji prawą flanką Mikael Ishak powinien strzelić na 1:0. Nie trafił, a po 8 minutach Lech Poznań już przegrywał 0:1. W listopadzie 2022 roku Yeremy Pino został wyłączony przez Pedro Rebocho (90 minut w meczu Lech – Villarreal 3:0), tym razem Hiszpan zdobył gola po wyrzucie piłki z autu przez Terry’ego Yegbe, który zaliczył asystę nie z tej ziemi. W 27. minucie kibice mogli powiedzieć sobie: „szybko poszło”. Wtedy, uwaga! Chłopa mającego 190 cm wzrostu i silnego jak tur krył po rzucie rożnym kajtek o wzroście 173 cm, który fizycznie przegrałby pojedynek z 90% zawodników w Ekstraklasie. Jakim cudem Radosław Murawski miał wygrać pojedynek powietrzny ze stoperem Crystal Palace? Takie ustawienie było „efektem pracy” słynnego trenera od sfg właśnie z Anglii, którego efektów pracy nie widać od początku roku? Rywale mogli być w szoku, widząc, z kim grają. Nikt od dawna sam nie strzelał sobie goli. W zeszłej edycji Ligi Konferencji popularne „Orły” długo nie błyszczały – w fazie ligowej zdobyły tyle samo oczek co Lech Poznań (10 punktów), jednak w 6 kolejkach żaden ich przeciwnik nie prezentował im tak łatwych bramek.
NIE BYLI GOTOWI
—
Lech Poznań po stracie gola na 0:1 atakował bez pomysłu, na dzika. Przy stanie 0:2 już tym bardziej wdał się w otwartą grę z Anglikami i stosował atak pozycyjny, w którym przecież nie jest mocny. Wszyscy wiemy, iż najmocniejszą stroną Lecha Poznań jest gra z kontrataku, fazy przejściowe, a nie klepanie krótkimi podaniami i próby sforsowania rywali broniącego kilkoma piłkarzami. Intensywność, na której grał Lech, była dla Crystal Palace wręcz komiczna. Lechici wolno wymieniali wiele podań, a rywal, prowadząc 2:0, choćby przestał stosować pressing, tylko próbował odpierać ataki Kolejorza, co nie do końca podobało się francuskiemu trenerowi tej drużyny. Pierre Sage mówił po meczu o braku boiskowej kontroli w poszczególnych fragmentach spotkania, zwracając również uwagę na próby zbyt szybkiej gry w ofensywie, które kończyły się stratą piłki na rzecz Lecha Poznań. Nasza drużyna być może miała inny plan na ten mecz, być może chciała grać bardziej pragmatycznie, ale szybki gol zmienił jej podejście, a bramka na 0:2 już definitywnie zmusiła Kolejorza do otwartej gry. Gol na 0:3? Nic już nie zmieniał. Po 45 minutach ktoś, kto szedł rano do pracy, mógł już śmiało wyłączyć telewizor.
WIADOMO, CO BĘDZIE DALEJ
—
Patrząc wyłącznie na suche statystyki, można inaczej odbierać ten mecz. W rzeczywistości Crystal Palace po strzeleniu szybkich 2:0 i wykorzystaniu karnego zakończył już to spotkanie, widząc już po kilkunastu minutach, z kim ma do czynienia. Anglicy momentami wyglądali jak na sparingu, czasem bawili się piłką, innym razem tracili ją jak juniorzy, zostawiając nam mnóstwo wolnych przestrzeni. Crystal Palace był bardzo słabo zorganizowany taktycznie, co oczywiście mogło wynikać z szybkich bramek i tej na 0:3, która zakończyła emocje w tym meczu. Crystal Palace zostawiał na murawie dużo wolnych przestrzeni, ale też Lech Poznań to czynił, przez co neutralny kibic mógł być zadowolony z tego, co ogląda na świetnie przygotowanym boisku. Czwartkowy mecz mógł skończyć się golem dla Mistrza Polski, a choćby dwoma (po jednym w obu połowach) lub kolejnymi trafieniami dla „Orłów”, i niestety skończył się 0:4 po bramce rezerwowego, który wracał po kontuzji. istotny wniosek? Lech Poznań za kadencji Nielsa Frederiksena znowu został wypunktowany w Europie, ośmieszony przez wyżej notowanego rywala, ale chętni mogą oczywiście pocieszać się suchymi statystykami, tylko niech pamiętają o podobnych meczach za Nielsa Frederiksena z Crveną zvezdą 1:3, Genkiem 1:5, Szachtarem 1:3 czy Aarhus 1:4, po których statystyki były niezłe, xG jeszcze lepsze, na końcu zły wynik poszedł w świat. Piłka nożna to nie łyżwiarstwo figurowe. Nie ma nic za wrażenie artystyczne. Jest za to historia, która się powtarza i jakoś trudno uwierzyć, abyśmy w niedalekiej przyszłości nie przegrali meczu w podobny sposób.
OŚMIESZENI W PRAWDZIWEJ EUROPIE
—
Lech Poznań zakończył wczoraj rekordową serię w historii polskiej piłki klubowej, którą była passa 31 kolejnych meczów na arenie międzynarodowej ze zdobytą bramką. Tyle przed meczem mówiło się o słabszym kadrowo rywalu niż w maju, o kontuzjach czołowych strzelców, o konflikcie trenera z ważnym obrońcą, o konflikcie z prezesem, o słabej formie Crystal Palace, który łatwo tracił wiele goli, a tu przylecieli Polacy i zostali ośmieszeni w prawdziwej Europie. Na końcu w tym sparingu dla rywala na murawę weszło dwóch rekonwalescentów, którzy mogli sobie popykać piłeczką, a jeden z nich choćby bez trudu pokonał Mateusza Lisa. Anglicy mogli być zaskoczeniem widokiem Lecha Poznań. Nigdy w historii gier w europejskich pucharach nie wygrali aż 4:0 – w zeszłej edycji Ligi Konferencji mieli trochę problemów, ciężko było wiosną ze Zrinjskim Mostar, trudno było dwa razy z AEK-iem Larnaka (0:0, 0:1), a awans na Cyprze wywalczyli dopiero po dogrywce. Nagle 17 września 2026 roku przyszedł mecz z mistrzem Polski, czyli z teoretycznie mocniejszym rywalem – i to w trudnej sytuacji dla Crystal Palace, a skończyło się zwycięstwem nad Lechem Poznań, który sam podarował rywalom dwa gole, łącznie zebrał cztery sztuki i jeszcze wróci do Polski z następnymi urazami (Gustav Berggren wypadł przed spotkaniem, Pablo Rodriguez po zmianie stron miał problem mięśniowy).
NA RAZIE ZDERZENIE ZE ŚCIANĄ
—
To było zderzenie ze ścianą, które doprowadziło do 35. miejsca po 1. kolejce Ligi Europy. Na co teraz liczyć? Na rezerwowe składy i całkowite zlekceważenie nas przez Bayer, Sunderland oraz Benfikę? Być może wtedy nie zostaniemy wypunktowani jak dziś, a osoby siłą szukające pozytywów nie będą pisały o statystykach, bo wtedy będzie można przypomnieć podobne taktyczne mecze z Crveną zvezdą Belgrad 1:3, Szachtarem Donieck 1:3, Genkiem 1:5 oraz AGF 1:4. Wyceny z Transfermarkta, Premier League czy Bundesliga również nie do końca są wytłumaczeniem. OFI Kreta miał pomysł na mecz i wygrał z Hoffenheim 2:0. Wcześniej Omonia pokonała Celtę Vigo 1:0, Ferencvaros zwyciężył w Szkocji, a Torreense z II-ligi portugalskiej triumfowało w Norwegii – w 1. kolejce tak naprawdę wygrał każdy z naszych rywali w fazie ligowej. Trudno. Na razie Lech Poznań zaliczył zderzenie ze ścianą na wyższym poziomie w Europie. Musi teraz wstać z kolan i wyciągnąć mityczne wnioski. Piłkarze muszą zastanowić się nad swoim zachowaniem czy grą, trener powinien za to przemyśleć przygotowanie taktyczne przed najbliższymi starciami z wyżej notowanymi rywalami. Może czas zagrać na wynik, a nie po porażce rzucać teksty w stylu „jestem zadowolony, mieliśmy swoje okazje”? Europejskie puchary to nie łyżwy. Liczy się tylko wynik, pisanie historii w Europie, pieniądze od UEFA i podnoszenie współczynnika. Nikt nie pamięta przegranych, nikt nie będzie pamiętał za tydzień o 17 strzałach czy współczynniku xG. Wszyscy będą mówić tylko o końcowym rezultacie i wszyscy chcą mieć euforia z tej Ligi Europy, a nie tłumaczyć się tym, iż ktoś tam miał wyższą wycenę na Transfermarkcie oraz był z lepszej ligi. Do meczu z Torreense dnia 20 stycznia wszyscy mają wyższe wyceny.
Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

















