20:2! W Lidze Mistrzów są absolutnie bezbłędni. Zieliński mógł tylko patrzeć

2 godzin temu
We wtorkowym hicie Ligi Mistrzów wielu polskich fanów mogło liczyć na to, iż Piotr Zieliński pokaże się z dobrej strony na tle Arsenalu. Prawda okazała się brutalna: z Kanonierami w takiej formie niewielu piłkarzy mogłoby pokazać swoje atuty. Polak był niewidoczny na boisku, a podopieczni Mikela Artety wygrali 3:1. Przy czym była to dopiero druga bramka, którą stracili w tej edycji LM.
Spotkanie rozgrywane na San Siro zapowiadało się jak prawdziwy piłkarski hit. W końcu Inter to finalista poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, choć do tamtego spotkania doszedł jeszcze pod wodzą trenera Simone Inzaghiego. w tej chwili trenerem Nerazzurri jest Cristian Chivu, a na zmianie szkoleniowca skorzystał Zieliński, który stał się jednym z najważniejszych piłkarzy w zespole prowadzonym przez Rumuna.

REKLAMA







Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"



Z kolei Arsenal przyjeżdżał do Włoch jako lider fazy ligowej, który na koncie miał perfekcyjny bilans sześciu wygranych. "Kanonierzy" strzelili 17 goli, a stracili zaledwie jedną bramkę. To fenomenalne statystyki, po których kibice tego zespołu mogą powiedzieć, iż Mikel Artera w tym sezonie Ligi Mistrzów stworzył potwora.


Jesus bohaterem pierwszej połowy
o ile fanom Interu wydawało się, iż ze względu na fantastyczną sytuację w tabeli Arsenal odpuści to spotkanie, to piłkarze z Londynu gwałtownie wyprowadzili ich z błędu. Pierwszy kwadrans należał wyłącznie do nich, a jego najważniejszym momentem była bramka, którą Gabriel Jesus zdobył w 10. minucie. Brazylijczyk sfinalizował tym samym piękną, koronkową akcję złożoną z kilku podań z pierwszej piłki, która pokazywała, iż może we wtorek od pierwszych minut brakowało m.in. Odegaarda, ale nie brakowało jakości.


Na szczęście dla fanów gospodarzy (oraz pewnie postronnych widzów, liczących na interesujące widowisko) Inter nie załamał się fatalnym wejściem w mecz. Kilka minut później gospodarze wyprowadzili groźną akcję, po której piłka trafiła na szesnasty metr, prosto pod nogi Luki Sucica. Ten zaś oddał fantastyczny strzał prosto w okienko, przy którym David Raya był bez szans.






Inter nie przeważał w pierwszej części gry, ale po prawdzie, z Arsenalem w obecnej formie trudno było oczekiwać takiego scenariusza. Jednak wciąż gospodarze mieli swoje szanse. Raz świetnej piłki nie wykorzystał Marcus Thuram. Dwa razy źle akcję rozwiązał Luis Henrique.



Gospodarze tym bardziej mogli żałować straconych szans, iż na przerwę to Arsenal schodził z prowadzeniem. W dodatku zdobytym po jednej ze swoich największych broni, czyli stałym fragmencie gry. W 31. minucie piłka została zagrana z rożnego na długi słupek do Leandro Trossarda. Belg oddał strzał, który odbił się od poprzeczki i trafił wprost na głowę Jesusa. Tym samym Brazylijczyk, który niedawno powrócił do zespołu po kontuzji, wyrastał na bohatera meczu.






20:2. Arsenal jest bezkonkurencyjny
Na początku drugiej połowy trener Chivu nie zdecydował się na żadną zmianę. Wobec tego zmianie nie uległ też obraz gry. Arsenal dyktował przebieg meczu. Miał kolejne dobre akcje, jak chociażby strzał Trossarda po miękkim dośrodkowaniu Saki. Mimo to można było odnieść wrażenie, iż są bardzo pewni siebie, choć przecież ich przewaga wynosiła tylko jedną bramkę. A może właśnie aż jedną, skoro fantastyczny gol Sucicia był dopiero drugim, który w tej edycji Ligi Mistrzów straciła ekipa z Londynu.
Okazało się, iż gol zapasu wystarczył, a Arsenal choćby powiększył przewagę. Kiedy nie szło mu w ataku pozycyjnym, to w 84. minucie wprowadzeni z ławki Gabriel Martinelli i Viktor Gyokeres wykonali świetny wypad na bramkę Sommera. Akcję zakończyło mocne uderzenie Szweda zza pola karnego, przy którym Szwajcar był bez szans.






Tym samym Arsenal w Lidze Mistrzów przedłużył serię wygranych aż do siedmiu. Ponadto ich bilans bramkowy wynosi aż 20 bramek strzelonych i dwie stracone. Powiedzmy do bez ogródek - Arsenal w tej chwili gra w innej lidze.



Na koniec słówko o Piotrze Zielińskim. Włosi ostatnimi czasy często wychwalali Polaka, nazywali go choćby prawdziwym reżyserem gry. We wtorkowy wieczór Polak długo był niewidoczny na boisku. W ofensywie miał tylko jedną wartą zapamiętania akcję, kiedy minął z piłką dwóch rywali, ale zepsuł podanie do Acerbiego. Na boisku przebywał do 82 minuty.
Inter Mediolan 1:3 Arsenal Londyn
Bramki: 1:0 Gabriel Jesus (10'), 1:1 Sucić (18'), 1:2 Gabriel Jesus (31'), 1:3 Gyokeres (84')
Idź do oryginalnego materiału