Polka sprawiła najpiękniejszą sensację na igrzyskach! "Aż ciężko mi się mówi"

1 miesiąc temu
- My przyszliśmy na dół i mówimy: "Wow! Mamy dyszkę na igrzyskach olimpijskich". Byliśmy ucieszeni. Szczerze? Ja choćby nie wiedziałem, kto tam wygrał - mówi asystent trenera kadry skoczkiń Stefan Hula po rewelacyjnym występie i dziesiątym miejscu Anny Twardosz podczas konkursu olimpijskiego na normalnej skoczni. Były skoczek zdradza też kulisy zawodów i tego, kto ich wspierał i kibicował Polkom.
Tego, iż w sobotę polska skoczkini po raz pierwszy znajdzie się w Top30 konkursu na igrzyskach olimpijskich mogliśmy się spodziewać. Na jej obecność wśród najlepszej "15" czy "20" mocno liczyliśmy. Po tym, co działo się tej zimy z Anną Twardosz, to było zupełnie realne. O miejscu w dziesiątce najwyżej sklasyfikowanych zawodniczek marzyliśmy. I te marzenia Twardosz - nam i sobie - spełniła. Stworzyła naszą pierwszą, i jeszcze od razu tak piękną, sensację tych igrzysk.


REKLAMA


Zobacz wideo Dlaczego najlepsi narciarze i narciarki nie nadają butów w bagażu? Maryna wyjaśnia


Hula denerwował się bardziej, niż gdy sam startował. I chwali Twardosz za to, jak sobie poradziła
- Na razie aż ciężko mi się mówi o tym konkursie, bo jestem w emocjach. Dużo tutaj się działo i cieszymy się tym, iż Ania jest w dziesiątce. To świetny wynik dla nas, a przede wszystkim dla dziewczyn i całych polskich kobiecych skoków - mówi po konkursie asystent trenera kadry kobiet Stefan Hula.
Były skoczek sam był na igrzyskach, a w Pjongczangu walczył przecież o medal i zakończył konkurs na normalnej skoczni na piątym miejscu. Teraz ta z Predazzo na pewno będzie mu się dobrze kojarzyła. Chociaż poza euforią i pozytywnymi emocjami, w sobotę było też sporo nerwów. - Byłem w mega stresie, chyba sam takiego nie miałem, jak byłem na igrzyskach. Najpierw naprawdę się stresowałem, a potem po prostu bardzo cieszyłem. Po drugim skoku Ani, choć wiadomo, iż tam może metry nie były jakieś super, to jak pokazał się wynik i wiedzieliśmy, iż jest na dziesiątym miejscu, naprawdę zeszło ciśnienie i… Ojejku, no cieszę się! - opisywał wyraźnie wzruszony trener.
Hula wspomniał o drugim skoku, ale w nim Twardosz przede wszystkim broniła tego, co udało się jej wywalczyć w pierwszej serii. A po niej i skoku na 96 metrów przy najgorszych warunkach ze wszystkich 50 zawodniczek (1,33 metra na sekundę z tyłu skoczni, rekompensata 18 punktów) zajmowała ósme miejsce. - Faktycznie warunki były tam bardzo złe, także tutaj też Ania pokazała się z bardzo dobrej strony. Pierwszy skok był świetny, w drugim dołożyła swoje i możemy się cieszyć ze świetnego wyniku - przyznał Hula. 93,5 metra Twardosz w drugiej próbie pozwoliło jej nie wypaść z najlepszej dziesiątki i odnieść życiowy sukces.
Latem Twardosz też była w dziesiątce w Predazzo. Trenerzy już wtedy wierzyli, iż tak będzie też na IO
To nie tak, iż Top10 Twardosz na igrzyskach przed przyjazdem do Włoch była kompletną abstrakcją. To jednak poziom maksymalny tego, co do tej pory pokazywała na poziomie Pucharu Świata. Latem w próbie przedolimpijskiej w ramach cyklu Letniego Grand Prix na tej samej skoczni była dziewiąta. - Czy w tamtym momencie pomyśleliśmy sobie, iż jest w stanie zrobić to też na igrzyskach? Jak najbardziej. Zwłaszcza iż wiemy, iż na mniejszych skoczniach Ani idzie lepiej. To było lato, ale pełna stawka, wszystkie zawodniczki i dziewiąte miejsce, więc trzeba było tak samo skoczyć i wiedzieliśmy, iż będzie dobrze - wskazał Hula.


To, iż da radę wspiąć się do czołówki w samym Predazzo, teraz, gdy wszystko liczyło się najbardziej, od początku igrzysk nie było jednak takie oczywiste. W treningach Polka kręciła się wokół miejsc w Top20 i Top30 - takich, które zwykle zajmuje w Pucharze Świata na większych obiektach. Do najlepszych jej trochę brakowało. - To były dobre skoki, a dzisiaj Ania pokazała się już naprawdę z fajnej strony. Różnica polegała na tym, iż Ania podeszła do tego inaczej. Tak, jakby bardziej uwierzyła w siebie. Bo wiemy, na co stać dziewczyny, na jakie skoki i nastawienie. Jednak jak one chcą za bardzo coś pokazać, to pojawia się niepotrzebne napięcie i skoki wychodzą bez luzu i z krótkim, urwanym pchaniem na progu. A dzisiaj poszło fajnie, poszło z takim przytupem - wyjaśnił Stefan Hula.
Trenerowi szkoda tylko Poli Bełtowskiej, której skok kompletnie nie wyszedł i zajęła ostatnie 50. miejsce. - Cały stres, który zebrała tutaj na igrzyskach poszedł w ten skok. I sama powiedziała, iż się zestresowała. Niestety, wyszło jak wyszło - dodał szkoleniowiec.
Nastawienie Twardosz było jednak godne podziwu. Zwłaszcza iż w przeszłości w karierze zdarzały jej się zawody, na których zawodziła głowa i nie wykorzystywała swoich szans. Tak było choćby na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Trondheim, na które przyjechała z dobrą formą i niezłym rezultatami w PŚ, a wróciła po startach, na których nałożyła na siebie, spore i chyba zbyt wysokie oczekiwania. Teraz wytrzymała sporą, jeszcze większą niż wtedy, presję. - To jest u niej fajne, iż w zawodach potrafi się spiąć na jej najlepsze skoki. Bywa, iż te treningi są nijakie, a przychodzi konkurs i skacze swoje. To jest najważniejsza rzecz, bo ona w kluczowym momencie się spina i daje z siebie to, co najlepsze - wskazał Hula.


Wyjątkowe wsparcie dla Polek. Sztab ruszył na skocznię
Miała też wyjątkowe wsparcie. Twardosz pod skocznią wspierał niemalże cały fanklub z Polski, w tym bliscy i rodzina. Byli obecni w telewizyjnych obrazkach, a po wszystkim przyszli wyściskać wzruszoną, zapłakaną ze szczęścia zawodniczkę. Kibicował jej też cały sztab polskich skoczków. - Nie było zawodników, którzy muszą odpoczywać i zbierać siły na swoje starty, ale trenerzy, serwis i fizjo się stawili. Mieliśmy wszystkich na skoczni i wielkie dzięki za to, iż z nami byli i wspierali nas na tych zawodach. Bo to się ceni. I tak powinna wyglądać kooperacja między sztabem dziewczyn i chłopaków. Naprawdę fajnie to wyszło - ocenił Stefan Hula.


- Maciej Maciusiak [trener polskich skoczków] pogratulował nam, też się cieszył. My przyszliśmy na dół tacy trochę: "Wow! Mamy dyszkę na igrzyskach olimpijskich". Byliśmy ucieszeni. Szczerze? Ja choćby nie wiedziałem, kto tam wygrał. Cieszyliśmy się tym, iż mamy Anię w dziesiątce. Marcin Bachleda [pierwszy trener polskich skoczkiń]? Przeżył to, jak ja, też był rozemocjonowany. Dostaliśmy gratulacje od wszystkich i było super - dodał Hula.
Przed skoczkiniami jeszcze rywalizacja w mikstach i na dużej skoczni. W tych pierwszych zawodach kluczem dla Polek będzie wejście naszej drużyny do najlepszej ósemki - to zapewni im stypendium na kolejne lata. Konkurs zaplanowano na wtorek, 10 lutego, o godzinie 18:45. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.
Idź do oryginalnego materiału