Wielu dziennikarzy i kibiców ogłosiło już, iż najbliższe lata w NBA należeć będą do San Antonio Spurs i Oklahoma City Thunder. Że te dwie drużyny będą się regularnie spotykać w finale Zachodu. Że to one mają największe gwiazdy i długą ławkę rezerwowych i w zasadzie nie wiadomo kto miałby im się postawić. Oczywiście, iż Thunder mają Shaia Gilgeousa-Alexandra, Cheta Holmgrena, Jalena Williamsa i świetnie zbudowaną rotację. Spurs mają Victora Wembanyamę, De’Aarona Foxa, Stephona Castle’a, Dylana Harpera i komfort, o którym większość klubów może tylko marzyć. To jednak nie oznacza, iż to, co widzimy teraz będzie trwało przez kolejnych kilka lat. Realia w NBA w są brutalne, a rzeczywistość w postaci przepisów i zasad „lubi się narzucać”.
Łatwo jest powiedzieć, iż Spurs i Thunder to przyszłość NBA. Dwie drużyny, które będą spotykały się w finałach konferencji przez następne pięć lat, albo jeszcze dłużej. Tylko iż NBA nie jest ligą, w której przyszłość rozdaje się za talent. Przyszłość trzeba jeszcze opłacić.
Właśnie dlatego z zapowiedziami dynastii trzeba uważać. Nie dlatego, iż te drużyny są przereklamowane, bo nie są. Ale dlatego, iż młode drużyny pełne talentu w pewnym momencie przestają być młode, a co za tym idzie tanie i wtedy zaczynają się schody, o których wielu kibiców nie myśli.
Thunder właśnie wchodzą w ten moment. Spurs mają jeszcze trochę czasu, ale i im niedługo przyjdzie zapłacić rachunek za swój skład.
Thunder już nie są tanią drużyną przyszłości
OKC przez lata byli wzorem przebudowy. Sam Presti zebrał ogromny kapitał w postaci wyborów w drafcie, nie przyspieszał procesu na siłę, trafiał z wyborami i zbudował drużynę, która ma wszystko, czyli gwiazdę na poziomie MVP, młodych liderów, obronę, atletyzm, głębię składu, rzut, wszechstronność i zawodników idealnie pasujących do współczesnej koszykówki.
To była piękna historia, ale właśnie teraz robi się trudna. Według poniższej tabeli lista płac Thunder w okresie 2025/26 miała łączną sumę pensji na poziomie 186,7 mln dolarów. To dużo, ale jeszcze nie brzmi dramatycznie. Prawdziwy skok przyjdzie w przyszłym sezonie, bo za rok suma pensji OKC rośnie do 250,6 mln dolarów!
Kwoty zaznaczone na niebiesko oznaczają „opcje zawodników”, a na zielono „opcje drużyn”, a więc to ten kto ma daną opcję decyduje czy dany kontrakt wchodzi w życie w kolejnym sezonie (może być tak, iż klub i zawodnik dogadują się, iż zawodnik rezygnuje z opcji, aby podpisać kilkuletnią umowę).
Lista płac Oklahoma City Thunder:

W te wakacje kończy się opowieść o młodej drużynie na wygodnych dla zespołu kontraktach. Thunder nie będą już tymi, którzy korzystają z tego, iż jego najważniejsi zawodnicy są jeszcze tani. To będzie drużyna zbudowana wokół dużych pieniędzy. I to od razu bardzo dużych!
Shai Gilgeous-Alexander ma w przyszłym sezonie zarobić 40,8 mln dolarów, a później jego pensja wzrośnie do 61 milionów. Natomiast Chet Holmgren i Jalen Williams od sezonu 2026/27 mają zagwarantowane kontrakty po 41,5 mln dolarów! Tylko tych trzech zawodników będzie kosztować OKC ponad 123 mln dolarów.
To jest w sumie zrozumiałe, bo przecież za gwiazdy trzeba płacić. Problem Thunder polega jednak na tym, iż oprócz liderów, trzeba utrzymać cały zespół, który w ostatnich dwóch sezonach pozwolił zajść tak wysoko.
Hartenstein, Dort, Caruso – luksus, który za chwilę może boleć
Najlepiej widać to na przykładzie Isaiaha Hartensteina. w okresie 2025/26 zarabiał 28,5 mln dolarów i dokładnie tyle samo widnieje przy nim w tabeli na sezon 2026/27. To dobry podkoszowy, wartościowy w play-offach, dający fizyczność, zbiórkę, zasłony, podania i stabilność. W młodej drużynie z gwiazdami na niższych kontraktach taki gracz jest luksusem, na który można sobie pozwolić.
Problem polega jednak na tym, iż w kolejnym sezonie suma pensji Thunder to już ponad 250 mln dolarów i ten kontrakt zaczyna wyglądać na bardzo niewygodny.
Podobnie jest z Lu Dortem. Jego 18,2 mln dolarów nie wyglądało tak źle w poprzednich rozgrywkach, ale w kolejnych będzie już mocno „uwierać”. Teoretycznie jest to zawodnik, którego ze względu na defensywę chciałby mieć w swoim składzie każdy trener, ale z drugiej najpierw myśli się o gwiazdach, a dopiero potem o „zadaniowcach”.
Tak samo jest z Alexem Caruso. Jego pensja wynosiła 18,1 mln, a teraz wrośnie do: 19,55 mln, 20,99 mln i 22,45 mln w kolejnych latach. Caruso to świetny zawodnik, którego wartość często docenia się dopiero w play-offach, ale jednocześnie to kolejny wysoki kontrakt dla gracza drugiego planu w drużynie, która musi zacząć liczyć każdego dolara.
Tu dochodzimy do sedna. Thunder mają świetnych zawodników, ale nowe przepisy i limity płac nie pozwolą im tego składu utrzymać. Taka jest brutalna prawda, a za chwilę będzie to też czekało Spurs.
Czym jest ten „second apron”?
Salary cap to po prostu suma pensji zawodników. „Apron” natomiast próg podatkowy.
Dla porządku: w okresie 2025/26 podstawowy limit płac w NBA wynosił 154,647 mln dolarów, próg podatku od luksusu wynosił 187,895 mln dolarów, pierwszy „apron” 195,945 mln dolarów, a drugi „apron” 207,824 mln dolarów.
To też ważne, żeby to doprecyzować, bo NBA ma tak zwane „miękkie salary cap„, czyli iż drużyny mogą przekraczać podstawowy limit płac, szczególnie gdy przedłużają umowy z własnymi zawodnikami. Problem zaczyna się, kiedy chce się płacić więcej.
Po przekroczeniu progu podatkowego klub płaci dodatkowe pieniądze do kasy ligi. „Second apron” działa też tak, iż zaczyna ograniczać narzędzia do poprawy składu. Taki klub ma po prostu dużo mniejszą swobodę przy transferach. Nie może łatwo łączyć kilku kontraktów w jednej wymianie, ma ograniczony dostęp do wyjątków pozwalających podpisywać nowych graczy, trudniej mu brać udział w „sign-and-trade”, a w dłuższej perspektywie może też odczuć konsekwencje dotyczące wyborów w drafcie.
Mówiąc prościej: drugi próg podatkowy, czyli second apron, to nie jest tylko rachunek do zapłacenia przez właściciela klubu, bo takiego Steve’a Ballmera (Clippers) byłoby stać na zapłacenie każdej kwoty. To jest mechanizm, który sprawia, iż bardzo drogie drużyny mają mniejszą elastyczność przy budowie składu i jego zmianach, a w NBA może to być równie groźne jak brak utalentowanych zawodników.
Największa przewaga Thunder?
W każdej mistrzowskiej drużynie są gwiazdy, ale o zdobyciu tytułu bardzo często decydują zawodnicy drugiego planu, którzy grają powyżej wartości swojego kontraktu. Jak to się mówi: są najcenniejszą walutą w NBA.
Thunder mają takich graczy, bo Cason Wallace w okresie 2025/26 zarabiał 5,82 mln dolarów, a w przyszłym sezonie otrzyma 7,42 mln. Dla nas to ogromne pieniądze, ale w porównaniu do realiów NBA i tego, co ten zawodnik wnosi do zespołu, to jest to kwota bardzo niska. Taki gracz w play-offach jest bezcenny.
Podobnie Ajay Mitchell, który ma jeszcze niższą pensję, bo w tym sezonie otrzymał 3 miliony, a w kolejnym zarobi zaledwie 2,85 mln dolarów. Za rok będzie mógł podjąć „opcję” na kolejny sezon też za 2,85 mln, ale wiadomo, iż tego nie zrobi, bo jeżeli przez cały czas będzie grał tak dobrze, to ustawi się po niego kolejka chętnych. w tej chwili taki zawodnik, za taką pensję, to skarb, ale Thunder muszą już myśleć, co będzie za rok.
Dzisiaj Wallace i Mitchell są dla Thunder wielką wartością, bo dają więcej, niż kosztują. Za chwilę, jeżeli utrzymają swoją formę, to „liga wystawi im nową cenę”, czyli zainteresowane nimi kluby zaproponują im umowy znacznie wyższe. OKC będą musieli sobie odpowiedzieć na pytanie czy stać ich na tych graczy?
A może dzięki wyborom w drafcie i świetnemu skautingowi oraz umięjętności rozwijania graczy, Thunder liczą się z ich odejściem, ale już mają na oku ich następców?
W końcu wszystkim zapłacić się nie da i trzeba szukać rozwiązań, które są dostosowane do rzeczywistości.
Thunder nie muszą panikować
Nie chodzi o to, iż Thunder muszą natychmiast rozbić skład. Nie muszą. Sam Presti ma wybory w drafcie, ma świetną reputację, ma elastyczne aktywa i jest jednym z najlepszych menedżerów w NBA. Na pewno nie musi panikować.
Ale co innego nie panikować, a co innego udawać, iż nie ma problemu.
Jeśli suma pensji wynosi 250,6 mln dolarów w okresie 2026/27, to jednak nie jest to drobna korekta budżetu. To jest wejście w strefę, w której każda decyzja ma konsekwencje. Drugi próg podatkowy nie jest już tylko „podatkiem od luksusu”. To system kar i ograniczeń, który utrudnia dokładanie zawodników, komplikuje transfery, ogranicza wyjątki i zmniejsza pole manewru.
To dlatego Thunder są w tak ciekawym, ale też trudnym momencie. Sportowo wyglądają jak drużyna, która może być na szczycie przez lata. Finansowo widać jednak, iż najłatwiejszy etap właśnie się skończył.
W najbliższych tygodniach władze OKC będą musiały zdecydować, których graczy zostawią, a których będą zmuszeni oddać.
Dlatego właśnie, kiedy słyszę, iż Thunder i Spurs stworzą dynastie jak Golden State Warriors, to przypominam, iż zmieniły się przepisy, a te nowe bardzo to utrudniają. To, iż OKC zdobyli rok temu mistrzostwo, a Spurs grają teraz w finale jeszcze o niczym nie świadczy.
Ograniczenia, które powoduje przekroczenie drugiego progu sprawiają, iż nie możemy być pewni, iż jedna z tych drużyn, albo obie, będą rządzić w NBA przez kolejne lata. Żeby tak się stało w przypadku Thunder, to Sam Presti musi dokonywać pewnych korekt na bieżąco i musi wykazać się ogromnym sprytem, aby dodać do obecnego składu zawodników, którzy będą mieli tak pozytywny wpływ, jak gracze, z którymi będzie się musiał za chwilę rozstać.
Spurs są w innym miejscu, ale tylko na chwilę
Zespół z San Antonio jest w dużo bardziej komfortowej sytuacji od Thunder, ale to nie potrwa długo. Suma ich pensji Za sezon miniony sezon wyniosła 182,96 mln dolarów. W kolejnym sezonie spada do 152,77 mln dolarów, a potem do 120 mln.
Oczywiście to nie znaczy, iż Spurs będą faktycznie grać za tak małe pieniądze. Ta tabela nie pokazują jeszcze wszystkich przyszłych decyzji, uzupełnień, opcji, przedłużeń i nowych umów.
Thunder muszą „płacić rachunek” za zawodników już teraz, a Spurs są w bardzo komfortowej sytuacji, bo Victor Wembanyama, Stephen Castle, Dylan Harper i Carter Bryant są na umowach debiutanckich.
wciąż ma czas, żeby planować. Może obserwować rozwój młodych zawodników. Może sprawdzić, kto naprawdę pasuje do Wembanyamy. Może podjąć decyzje bez presji, iż za chwilę cały budżet eksploduje.
Jednak już tego lata będą musieli podjąć decyzję czy oferować Harrisonowi Barnesowi nową umowę oraz lepiej, żeby zaproponowali Julianowi Champagnie nowy kontrakt już teraz, a nie czekali do przyszłych wakacji, bo wtedy odejdzie na pewno.
Spurs będą też musieli zdecydować (zapewne w trakcie przyszłym rozgrywek) czy wytransferować Keldona Johnsona, któremu kończy się umowa, bo tak działają kluby NBA. jeżeli nie chcą przedłużać umowy z danym zawodnikiem, albo wiedzą, iż od innego klubu otrzyma on lepszą propozycję, to oddają go do innego klubu przed zamknięciem okienka transferowego. Wszystko po to, żeby nie odszedł za darmo, żeby po prostu coś (wybory w drafcie) lub kogoś otrzymać w zamian. Najczęściej jest to zawodnik z ważnym kontraktem przez jeszcze rok czy dwa, którego inny klub chce się pozbyć.

Wembanyama jest w promocji
Oczywiście najważniejszą pozycją w tej tabeli jest Victor Wembanyama, którego umowa za rok wciąż będzie na debiutanckich, a więc bardzo korzystnych warunkach. Spurs będą mogli mu jednak zaproponować maksymalną umowę i oczywiście na pewno to zrobią.
Dlatego jeżeli dodamy do tego wysoki kontrakt De’Aarona Foxa, to w okresie 2027/28 San Antonio może być w tej sytuacji, co Thunder w tym roku.
Na razie Spurs są w komfortowej sytuacji i mogą sobie pozwolić na kontrakty Foxa czy Devina Vassella. Za rok będzie już nieco inaczej. Zacznie się liczenie, analizowanie. Oczywiście wiadomo, iż oni myślą o tym już teraz i mają tego pełną świadomość. Wydaje się jednak, iż będą w uprzywilejowanej sytuacji przez co najmniej rok. Później jednak zaczną się schody.
Spurs mają to ogromne szczęście, iż trzy lata z rzędu wybierali w TOP5 draftu. Najpierw Wembanyama z jedynką, potem Castle z czwórką, a ostatnio Harper z dwójką. Według nowych przepisów będą na co najmniej kilka lat ostatnią drużyną, której na to pozwolono, bo nowe reguły draftu mówią, iż nie będzie można wybrać trzy lata z rzędu w pierwszej piątce.
Schody się zaczną, kiedy Spurs postanowią zachować tę trójkę. Wtedy kontrakt Foxa będzie niemożliwy do utrzymania. Nie wiemy jeszcze ile będzie zarabiać Champagnie, ale jeżeli otrzyma propozycję zbliżoną do Vassella, to także umowy ich obu będą bardzo trudne do zachowania.
W NBA liczy się moment. Nowe przepisy utrudniają posiadanie trzech gwiazd w zespole, dlatego Spurs są w tej chwili w idealnym położeniu, aby próbować zdobyć mistrzostwo. jeżeli nie zrobią tego teraz, to być może największe szanse będą mieli za rok lub dwa, a potem będzie im dużo trudniej zbudować wokół Wembanyamy skład, który przeciwstawi się najmocniejszym rywalom.
Jeśli młody zawodnik gra dobrze, to jego kolejny kontrakt będzie duży. jeżeli gra bardzo dobrze, będzie bardzo duży. jeżeli kilku młodych zawodników gra bardzo dobrze jednocześnie, to klub może być zmuszony wybierać między nimi.
Przewaga Spurs nad Thunder jest dziś realna, ale nie jest dana raz na zawsze. Wygląda na to, iż Ostrogi mogą dojść do tej samej ściany co Oklahoma City już za rok, a jeżeli nie to za dwa lata.
Dlatego Spurs muszą się spieszyć, bo ich okno (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, bo przecież mają Wembanyamę!) może się nie zamknąć, ale skurczyć.
Wróćmy więc do tezy postawionej w tytule, bo mimo iż jest tam pytanie, to jednak wskazuje ono na to, iż autor zna odpowiedź. Bardzo łatwo jest zakochać się w młodych zespołach i zawodnikach, których widzimy w życiowej formie. Przecież Thunder przez cały sezon wyglądali jak potęga gotowa na kolejne mistrzostwo. Spurs natomiast wyglądają jak projekt, który za chwilę może stać się jeszcze większą potęgą.
Musimy jednak pamiętać, iż NBA szczególnie w ostatnich latach uczy pokory. Po mistrzostwie Nuggets wiele osób zakładało, iż Denver będzie rządzić Zachodem przez lata. Po tytule Celtics można było myśleć, iż Boston ma skład na długą dominację. Bucks z Giannisem też mieli być stałym kandydatem do finałów. A gdzie są dziś Suns, Grizzlies, Mavericks czy Sixers, którzy w ostatnich latach wyglądało przez chwilę jak przyszłość ligi?
Przyczyn niepowodzeń jest wiele i wiadomo, iż nie możemy przewidzieć kontuzji, ale fakt, iż wliczając tegoroczny finał od ośmiu lat mamy innego mistrza NBA, sprawia, iż ta liga jest nieprzewidywalna i bardzo wiele się w niej zmienia z sezonu na sezon.
Dlatego opowieść o tym, iż Thunder i Spurs będą przez pięć lat automatycznie spotykać się w finałach Zachodu, jest za prosta. Może się spełnić, ale nie jest żadną oczywistością. choćby bym powiedział, iż trzeba być wobec takich prognoz bardzo ostrożnym.
Najbardziej realistyczny scenariusz?
Moim zdaniem najbardziej prawdopodobne jest nie to, iż Thunder i Spurs znikną z czołówki. To byłaby przesada. Mają za dużo utalentowanych graczy i zbyt dobrych liderów. Bardziej realistyczne jest to, iż obie drużyny będą bardzo mocne, ale będą musiały się zmieniać i dostosowywać do nowej rzeczywistości.
Thunder będą musieli zdecydować, którzy zawodnicy wokół Shaia, Cheta i Jalena Williamsa są naprawdę niezbędni, bo nie da się utrzymać wszystkich z grupy Hartenstein, Dort, Caruso, Wallace, Mitchell, Joe czy Wiggins. Ktoś z tej układanki będzie za chwilę za drogi, albo bardziej przydatny jako element transferu niż jako część rotacji.
Spurs będą mieli trochę więcej czasu, ale i ich to nie ominie. Oni też będą musieli odpowiedzieć na pytania jak długo Fox ma być partnerem Wembanyamy? Ile wart jest Vassell w docelowej konstrukcji? Czy Castle i Harper staną się za drodzy? I kogo trzeba będzie poświęcić, gdy Wemby zacznie zarabiać jak jeden z najlepszych zawodników świata?
To nie jest pesymizm. To nie jest marudzenie. To jest realizm. Taka jest obecna NBA. Brutalna dla kibica, ale fascynująca dla kogoś, kto obserwują ją z boku.
Musimy też pamiętać, iż za 2-3 lata układ sił w NBA będzie zupełnie inny. Nie wiemy czyj talent eksploduje, a być może choćby nie znamy nazwisk gwiazd, które dopiero co przyjdą do ligi, a już za chwilę będą stanowić o jej sile.
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, to podziel się nim w mediach społecznościowych. Dziękuję!
Więcej moich tekstów znajdziesz tutaj.
W ostatnich dniach napisałem o tym jaki powinien być dobry trener oraz czy Spurs mają jeszcze szansę na wygranie finału i co muszą zmienić a także o tym, co czeka Donalda Trumpa w Madison Square Garden.
Poza tym napisałem o historii Jalena Brunsona i Dallas Mavericks, która jest tak zła dla Mavs, iż ciągle ją wszyscy przypominają.

12 godzin temu













