Lech ma plan składający się z trzech kroków. Po ich spełnieniu może pobić transferowy rekord!

54 minut temu

Luis Palma zamienił Ekstraklasę w prywatną strefę zabaw. Gdy bierze piłkę przy linii, trybuny na Bułgarskiej zaczynają lekko pulsować – bo wiadomo, iż za chwilę coś się zdarzy. 25-latek ma dziś status jednego z dwóch najlepszych piłkarzy całej ligi, obok Mikaela Ishaka. Problem jest jeden, ale ogromny: Palma nie należy do Lecha. To tylko wypożyczenie. A wykupić go można jedynie pod jednym warunkiem – jeżeli klub z Poznania zaryzykuje i pobije absolutny rekord transferowy polskiej piłki.

Latem Celticu wystarczył sam pomysł wypożyczenia, ale w umowie pojawił się twardy zapis: 4 mln euro za wykup. Kwota, która jeszcze rok temu brzmiała jak abstrakcja, dziś… wciąż nią jest. Odsłonił ją Maciej Henszel, były rzecznik Lecha, i od tego momentu staje się ona w Poznaniu rodzajem mantry – powtarzanej z zachwytem, ale i z lękiem.

Dla porównania: rekordowy zakup w historii Lecha to 2,3 mln euro za Yannicka Agnero. Żeby zatrzymać Palmę, trzeba więc wyłożyć prawie dwa razy więcej niż jakikolwiek portugalski, węgierski czy belgijski klub płaci w tej lidze na co dzień.

Co musi się stać, żeby Lech mógł pozwolić sobie na wykup?

Dawid Dobrasz przedstawił realną, a zarazem brutalnie trudną układankę finansową. Palma nie zostanie w Poznaniu „przy okazji”. Musi wydarzyć się kilka rzeczy naraz, i to raczej z gatunku „bardzo dobry sezon”, nie „w miarę dobry”.

Przede wszystkim Lech musi zrobić w Europie tak dużo hałasu, jak tylko się da. Awans do fazy pucharowej Ligi Konferencji to dopiero początek. Każdy kolejny krok to pieniądze, których zwyczajnie nie da się zastąpić niczym z rynku krajowego.

Drugi element układanki to ponowne zakwalifikowanie się do europejskich pucharów już z rozgrywek krajowych. Bez tego cała konstrukcja finansowa się sypie.

Trzeci – być może najboleśniejszy sportowo – dotyczy ludzi, którzy dorastali przy Bułgarskiej. Klub niemal na pewno musiałby sprzedać jednego z młodych, cenionych wychowanków: Antoniego Kozubala lub Michała Gurgula. W praktyce oznaczałoby to, iż Palma zostaje dzięki temu, iż ktoś młodszy zrobi miejsce w budżecie.

Czy scenariusz „Palma na stałe w Lechu” jest realny?

Na dziś? To wizja bardziej marzeniowa niż pewna. Lecha po prostu nie stać na taki transfer bez poważnych przychodów z UEFA albo dużej sprzedaży. Ale zimą nikt jeszcze nie powie „nie”. Palma wpływa na grę „Kolejorza” w taki sposób, iż w klubie realnie rozważa się wariant „wszystko na jedną kartę”. Szczególnie iż w razie wykupu Lech mógłby go… natychmiast odsprzedać, choćby z dużym zyskiem. Jego liczby, styl gry i profil wiekowy wyglądają bowiem jak gotowy towar na większą ligę.

Idź do oryginalnego materiału