Iga Świątek w poprzednich latach była królową mączki. W tym roku na ukochanej nawierzchni nie wygrała żadnego turnieju, ale odbiła to sobie na trawie. Gdy doszło do rywalizacji na kortach Wimbledonu, to Polka była nie do zatrzymania. W półfinale z Belindą Bencic straciła zaledwie dwa gemy (wynik 6:2, 6:0), ale postanowiła zanotować jeszcze bardziej efektowny wynik w starciu o tytuł, gdzie pokonała Amandę Anisimovą 6:0, 6:0.
REKLAMA
Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
Świątek wraca do pamiętnego meczu. "Nie chciałam oddawać punktów"
Po raz pierwszy od 1911 roku zdarzyła się sytuacja, w której w finale Wimbledonu pań pada wynik 6:0, 6:0. Wówczas Brytyjka Dorothea Lambert Chambers rozbiła rodaczkę Dore Boothby. Świątek dokonała czegoś historycznego i widząc słabą grę rywalki nie zamierzała jej pomagać, co wcale nie powinno być dziwne. Były jednak osoby, które twierdziły wprost, iż Polka powinna ją "wpuścić do meczu".
- Nie myślałam o tym, jak to wygląda, po prostu grałam i nie chciałam oddawać punktów za darmo - powiedziała Iga Świątek w ostatniej rozmowie z "The Guardian". - To finał Wimbledonu, bardzo chciałam go wygrać. Później oczywiście działo się mnóstwo szalonych rzeczy. Pamiętam wszystkie te wywiady o wyniku, dziennikarzy pytających, czy powinnam pozwolić Amandzie wygrać jednego gema, czy coś w tym stylu - dodała.
Świątek odniosła się również do kwestii presji. Anisimova wyglądała na korcie jak tenisistka zagubiona. Po naszej zawodniczce było natomiast widać obycie w finałach wielkoszlemowych. Z drugiej strony Świątek przyznaje, iż też mocno odczuwała stres.
- Mogę tylko powiedzieć, iż ten turniej pokazuje, iż tenis to sport mentalny. Ten element gry ma ogromny wpływ na wszystko i na wyniki każdej zawodniczki. Cieszę się, iż dobrze poradziłam sobie z presją, bo po finale wszyscy mówili o stresie Amandy czy czymś takim, ale ja też byłam mocno zestresowana - gra w finale Wimbledonu na korcie centralnym to surrealistyczne przeżycie - oceniła Świątek.
Anisimova nie mogła tego przeżyć. "To nie jest łatwe"
Raszynianka grająca jak w transie sprawiła, iż Anisimova straciła tamtego dnia ochotę do rywalizacji. Amerykanka tuż po meczu opowiedziała o swoich odczuciach po brutalnym starciu ze Świątek.
- Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy finał Wielkiego Szlema. Chyba też byłam trochę w szoku. Ale powiedziałam sobie, iż na pewno wyjdę z tego silniejsza. To nie jest łatwe, przegrać dwa sety do zera w finale Wielkiego Szlema - podkreślała Anisimova.
Czytaj także: Tak Djoković mówił o Świątek. Te słowa źle się zestarzały
W kolejnych miesiącach reprezentantka USA potrafiła się zrewanżować najlepszej polskiej tenisistce. Pokonała ją w ćwierćfinale US Open oraz w fazie grupowej WTA Finals. Świątek natomiast w okresie 2026 będzie miała szansę na skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema. Potrzebuje do tego triumfu w Australian Open.
Najnowszy Magazyn.Sport.pl już jest! Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski, a eksperci Sport.pl opisują różne konteksty nadchodzącej rywalizacji. Pogłębione analizy, komentarze, historie i kapitalne wywiady przeczytasz >> TU

58 minut temu











